Papierowy JazzPRESS
Wywiad

Damian Hyra Quartet: Wyszeptane melodie

Obrazek tytułowy

fot. Grzegorz Rajter

Damian Hyra Quartet – wrocławski zespół powstały z inicjatywy lidera, wokalisty i gitarzysty Damiana Hyry, który zaprosił do współpracy kolegów z Akademii Muzycznej we Wrocławiu – flugelhornistę Dominika Gawrońskiego, perkusistę Dawida Opalińskiego oraz basistę Ambrożego Ranza. Finaliści Blue Note Jazz Competition i Jazz Krokus Festiwal oraz tegoroczni laureaci Jazzowego debiutu fonograficznego. Debiutancki album ukazał się 20 września.

Aya Al Azab:Jesteście związani z wrocławską Akademią Muzyczną – to tam się poznaliście i założyliście zespół?

Damian Hyra: Tak, nasza znajomość rozpoczęła się dzięki Akademii. Wszystko zaczęło się od wspólnego grania z Ambrożym, z którym mam przyjemność studiować na tym samym roku. Na początku wspólne ćwiczenie w sali, muzykowanie, zwykła codzienność na studiach muzycznych. Z czasem zacząłem myśleć o poszerzeniu przyjacielskiego składu, już nie tylko w celach ćwiczeniowych, ale po to, by popracować nad moimi kompozycjami i tekstami, które z biegiem czasu zaczęły coraz gęściej zapełniać mój notatnik. Zaangażowałem więc kolejnego kolegę z uczelnianej ławki – Dawida Opalińskiego, i tak oto mieliśmy już trio, w którym można było zacząć eksperymentować. Po kilku miesiącach skład rozszerzył się o ostatnie przyjacielskie ogniwo – Dominika Gawrońskiego, z którym mieliśmy zajęcia z zespołu instrumentalnego w ramach fakultetu, a jego studiów doktoranckich.

Coraz częściej zaczęliśmy się spotykać, nagraliśmy demo kilku kompozycji. Później pojawiła się możliwość zagrania pierwszego koncertu. Pojawiły się także konkursy, dzięki którym nabrałem dużo doświadczenia. Sytuacja rozwijała się bardzo naturalnie aż do momentu, kiedy dostałem wiadomość od kilku znajomych o Jazzowym debiucie fonograficznym i postanowiłem spróbować.

Kompozycje, które znajdą się na waszej debiutanckiej płycie, są efektem współpracy całego zespołu, czy może autorską wizją lidera?

Dawid Opaliński: Każdy coś wnosi, jednak szkielet i wstępne aranżacje utworów przynosi lider Damian, a później praca nad materiałem jest już wspólna.

DH: Od początku byłem otwarty na świeże spojrzenie kolegów z zespołu. Mając świadomość, że są świetnymi, doświadczonymi muzykami, chętnie korzystałem z ich rad i pomocy, a poza tym chciałem, żeby czuli się swobodnie i mogli przedstawić siebie w moich utworach jak najbardziej naturalnie. Na początku pisałem utwory instrumentalne na nieokreślony skład. Później pojawiała się myśl, która ewoluowała w melodię i harmonię. Powstało w ten sposób kilka kompozycji. Z biegiem czasu bez konkretnego celu zacząłem przelewać myśli, skojarzenia, sytuacje na papier, aż w końcu napisałem swój pierwszy tekst, który świetnie pasował do melodyki jednego z moich utworów. Chciałem więcej i od tamtego momentu mój zeszyt stawał się coraz grubszy, choć nie ukrywam, że również kosztem zajęć uczelnianych… Jeden z moich tekstów powstał podczas zajęć z historii sztuki i wyszedł całkiem niezły. Próbowałem to powtórzyć, ale niestety najwyraźniej była to wena jednorazowa.

Dominik Gawroński: To zdecydowanie autorski materiał Damiana Hyry, ale jak to często bywa w przypadku muzyki otwartej, w wielu miejscach improwizowanej, w trakcie prób każdy z członków naszego zespołu dokładał swoje trzy grosze. Tak powstały aranże, z których każdy ma cząstkę wspólnej pracy i kreatywności każdego z muzyków.

damian hyra.jpg

W muzyce improwizowanej najciekawsze jest właśnie to zacieranie granic między początkową wizją autora a przetwarzaniem jej wspólnie z zespołem. Każdy z was jest inny, ale spotkaliście się w jednej przestrzeni – świecie kompozycji Damiana. Co daliście od siebie – jakie elementy, które charakteryzują każdego z was, pokazują wasz indywidualny sposób odbierania dźwięków i ich przetwarzania?

Ambroży Ranz: Od początku studiów spotykaliśmy się z Damianem, żeby razem ćwiczyć i słuchać dobrej muzyki. Wymienialiśmy się naszymi inspiracjami i ulubionymi nagraniami idoli. Z czasem Damian zaczął przynosić własne kompozycje i autorskie teksty, które początkowo graliśmy w duecie gitara – kontrabas. Damian przedstawiał mi zarys harmoniczny, do którego tworzyłem różne linie basowe. Później wybieraliśmy spośród nich tę, która najbardziej nam się podobała i pasowała do charakteru danego utworu. W wyniku eksperymentowania powstały początkowe koncepcje. Oprócz kontrabasu zaproponowałem brzmienie bezprogowej gitary basowej, które razem z flugelhornem tworzy niepowtarzalną specyfikę zespołu. Ostateczne aranżacje powstały, kiedy spotykaliśmy się z całym zespołem.

DG: Jako muzyk grający na instrumencie melodycznym, przy współtworzeniu projektu, w którym śpiew i tekst stanowią wartość nadrzędną, staram się wprowadzić z jednej strony kontrapunkt wobec partii wokalnej, z drugiej zaś własną koncepcję emocjonalnego przekazu treści zawartej w danym utworze. Te dwie idee muszą zaistnieć przy dbałości o brzmienie całego zespołu i nie powinny naruszać przewodniej myśli kompozycyjnej twórcy, a podążać za nią, nienachalnie eksponując indywidualne cechy wykonawcze.

Prowadzicie ucho słuchacza bardzo subtelnie, wyciszenie i minimalizm chyba są głównymi elementami na płycie…

DH: Płyta jest zróżnicowana, choć mam nadzieję, że udało nam się naturalnie zachować estetykę i klimat, który wytworzył się samoistnie z naszego grania i osobistych doświadczeń każdego z nas. Minimalizm to bardzo istotny element moich kompozycji, który bardzo cenię, natomiast album to opowieść, która bardzo pozytywnie zaskoczyła nas pod wieloma względami, mam nadzieję, że zaskoczy równie pozytywnie słuchaczy.

DO: Płyta jest mocno zróżnicowana, utwory subtelne przeplatają się z kompozycjami bardziej energetycznymi.

DG: Intensywność brzmienia jest poniekąd podyktowana składem, a także dostosowaniem się do partii wokalnej. Jednocześnie jestem przekonany, że nie zabrakło z naszej strony muzycznej energii, która, w co wierzę, poruszy serce i umysł słuchacza. Na początku moich studiów na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, podczas zajęć big-bandu, prowadzonego wtedy przez prof. Aleksandra Mazura, mieliśmy zagrać bardzo intensywnie, ale jednocześnie bardzo cicho jakiś fragment utworu z repertuaru Counta Basiego. Wtedy profesor porównał to do sytuacji, w której wykrzyczane do dziewczyny „kocham cię!” może przynieść raczej efekt odwrotny, natomiast te same słowa ledwo słyszalne, wyszeptane na ucho, z większym prawdopodobieństwem wywołają u drugiej osoby ciarki. W naszym repertuarze znajduje się sporo utworów o charakterze balladowym, jednak mocno wierzę, że odbiorca bardzo wyraźnie odczuje, co do niego „szepczemy”.

AR: Utwory są bardzo zróżnicowanie, myślę jednak, że udało nam się zachować spójność całego albumu. Nie zabrakło sentymentalnych ballad jazzowych, ale i nowoczesnych brzmień. Każdy słuchacz z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Laureaci konkursu Jazzowy debiut fonograficzny wydają płyty latem, wasza ukazała się dopiero jesienią. Skąd to spóźnienie?

DO: Plan na wydanie płyty był od początku nastawiony na jesień. Stwierdziliśmy z chłopakami, że ten okres najlepiej pasuje do kompozycji. Pandemia na chwile wygasiła pracę twórczą każdego z nas, ale dzięki temu mieliśmy dużo czasu na próby i przygotowanie się tuż przed wejściem do studia.

DH: Myśląc o mojej ewentualnej pierwszej płycie, od zawsze chciałem, żeby została wydana na jesieni. Może to tylko moja prywatna wizja, ale znając te kompozycje, po prostu wiem, że jesienna aura jest najbliższa temu, by oddać ich klimat i sedno. Więc jak tylko pojawiła się taka możliwość, ucieszyłem się i postanowiłem z tego skorzystać.

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO