For tune - Maseli
Wywiad

Dawid Broszczakowski: Zmobilizowałem się, zadzwoniłem do kolegów

Obrazek tytułowy

fot. Tomasz Możdżeń

Dawid Broszczakowski – urodzony w Bielsku-Białej kompozytor, pianista, trębacz, producent muzyczny i aranżer. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku zaledwie pięciu lat. Jako siedmiolatek zaczął grać na perkusji i założył pierwszy zespół. W 2006 roku zdał egzamin do Państwowej Szkoły Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Bielsku-Białej, w której zaczął przygodę z muzyką jazzową, grając w szkolnym big-bandzie. W wieku 11 lat zmienił klasę fortepianu na klasę trąbki. Sekstet JazzUp, w którym grał na fortepianie oraz dla którego komponował, zdobył w roku 2013 Grand Prix w konkursie School & Jazz Festival w Lubaczowie.

W trakcie swojej kariery artystycznej Dawid Broszczakowski współpracował z wieloma artystami, reprezentującymi najróżniejsze stylistyki. Wśród nich byli między innymi Mariusz Kiljan, bracia Golcowie, Krzysztof Dziedzic, Maciej Miecznikowski, Robert Szewczuga, Péter Somos, Franciszek Pospieszalski, Dima Gorelik, Apostolis Anthimos, Urszula i Krzysztof Daukszewicz. Od 2016 roku Dawid Broszczakowski gra w zespole Akurat, a w roku 2017 roku rozpoczął współpracę z Joszkiem Brodą. W 2019 roku dołączył do składu grupy Psio Crew. W 2020 roku uczestniczył w nagraniu albumu zespołu Klamka Tribute to Chris Cornell, na którym jest autorem wszystkich aranży, odpowiadał za produkcję, elektronikę, dźwięki fortepianu i trąbki. Płyta doczekała się ciepłego przyjęcia oraz entuzjastycznych recenzji. W maju 2021 roku Dawid Broszczakowski debiutuje autorskim projektem i płytą zatytułowaną 22.

Krzysztof Komorek: Znakiem rozpoznawczym twojej muzycznej kariery jest mozaikowa rozmaitość stylów muzycznych i instrumentów, na których grasz. Szczególnie twoja uniwersalność jako instrumentalisty jest interesująca. Ale naukę gry na instrumencie zaczynałeś od fortepianu, którego nigdy nie porzuciłeś i który jest chyba nadal głównym twoim instrumentem.

Dawid Broszczakowski: Od dziecka dźwięk fortepianu był mi najbliższy i czułem, że to instrument, na którym chcę grać. Aczkolwiek uwielbiam szukać i uczyć się nowych rzeczy, dlatego zacząłem grać na perkusji, a później na trąbce. W kolejnych latach poznałem jeszcze kilka innych instrumentów, w tym takie, które od zawsze wzbudzały we mnie zachwyt, czyli wszelkie instrumenty ludowe. Często grając na fortepianie, wykorzystuję wiedzę, którą dała mi znajomość innych instrumentów. Naciskając klawisze fortepianu wyobrażam sobie, jakbym grał na zupełnie innym instrumencie.

dawid broszczakowski.jpeg Fot. Hanna Sokólska

Dyplom szkoły muzycznej zdobyłeś jednak w klasie trąbki. Co spowodowało taką zmianę i postawienie na ten instrument?

Zdecydowałem się na zmianę głównego instrumentu z fortepianu na trąbkę z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że po prostu zawsze chciałem grać na trąbce, dowiedzieć się czegoś więcej o tym instrumencie i ogólnie o instrumentach dętych. To zaprocentowało później przy pisaniu aranży i dało mi wyobrażenie, jak te instrumenty powinny brzmieć. Jednym z ważniejszych powodów było to, że mogłem sobie pozwolić na granie i rozwijanie się w kierunku, który był mi najbliższy, czyli w kierunku jazzu.

Jazz pojawił się w twoim muzycznym życiu już na etapie szkoły muzycznej, jednak potem współpracowałeś przy projektach popowych, folkowych, kabaretowych, jak u Krzysztofa Daukszewicza, piosenki aktorskiej, jak u Mariusza Kiljana. Skąd wzięła się taka różnorodność twojego artystycznego zaangażowania?

W moim domu, odkąd pamiętam, jazz był słuchany i grany. Ale moi rodzice słuchali najróżniejszych gatunków muzycznych i to przyzwyczajenie pozostało przy mnie do dzisiaj. Uwielbiam szukać nowych brzmień, nowych stylów. Każdy z zespołów czy muzyków, z którymi gram, daje mi inną energię. Poza chęcią poszukiwania mam też potrzebę urozmaicania tego, co gram. Z jednej strony lubię, kiedy każdy dźwięk jest poukładany i wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a z drugiej uwielbiam wolność i totalną improwizację na scenie.

Do nagrań zaprosiłeś piątkę muzyków, jednak na płycie nie pojawia się sekstet – utwory zagrane są w różnych osobowych konfiguracjach. Skład taki wybór?

Na płycie zagrały dwie sekcje rytmiczne, w jednej Franciszek Pospieszalski na kontrabasie i Péter Somos na perkusji, a w drugiej Patryk Bizukojć na gitarze basowej i Patryk Gajda na perkusji. Dodatkowo w jednym utworze usłyszeć będzie można Antoniego Kuzaka na saksofonie i Roberta Szewczugę na gitarze basowej. Pomysł na dwie sekcje zrodził się stąd, że chciałem uzyskać urozmaicone brzmienie. A poza wszystkim nie wyobrażałem sobie nagrania płyty bez tych ludzi. Są to moi przyjaciele i czuję się z nimi wspaniale, a to uczucie przenika naszą grę. Przede wszystkim są genialnymi muzykami i gramie z nimi jest czystą przyjemnością.

Jakie były i są twoje jazzowe inspiracje? Słuchając płyty, odnosi się wrażenie, że bliskie są ci dokonania zespołów skandynawskich, styl, który prezentowało niegdyś chociażby trio Esbjörna Svenssona. Czy coś w tym jest?

Trudno mi odpowiedzieć, jakie są moje inspiracje jazzowe, gdyż mam ich mnóstwo, ale faktycznie muzycy skandynawscy należą do moich ulubionych. Na płycie starałem się połączyć angielskie brzmienie ze skandynawskim minimalizmem i słowiańską melodią.

Twoja muzyka potrafi jednak zaskoczyć – wpisując się we wspomnianą wcześniej tezę o różnorodności. Jeden z utworów na płycie – Nimbless – nieco odbiega od pozostałych. Tutaj mamy do czynienia z jazzem w najczystszej, klasycznej postaci.

Plan od początku był taki, że ten utwór miał się różnić od reszty materiału. Zagrał w nim na saksofonie Antoni Kuzak i dał całości bardziej mainstreamowe brzmienie. Jest to taki oddech, który pozwala się oderwać się od melodyjnych solówek i miękko brzmiących akordów.

Co kryje się za tajemniczym tytułem płyty – 22?

Nie wyobrażam sobie innego tytułu niż 22, gdyż ta liczba pojawia się w moim życiu nieustannie już od samego początku. Urodziłem się 22 maja, mój tata mieszkał w domu z numerem 22, mieszkanie naszej rodziny również miało ten sam numer. Nawet gdy spojrzę na przypadkowy autobus lub dom, niemal zawsze natykam się właśnie na dwudziestkę dwójkę. Ale najważniejsze wynika z innego skojarzenia. Do nagrania tej płyty zbierałem się bardzo długo i zawsze brakowało mi czasu. Pewnego wieczora jednak zmobilizowałem się, zadzwoniłem do kolegów i umówiłem studio. Kiedy zakończyliśmy nagrania zorientowałem się, że właśnie skończyłem 22 lata. Tytuł albumu nie mógł więc być inny.

Broszczakowski22.jpg

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO