JP długi
Wywiad

GCh+: Wspólna podróż

Obrazek tytułowy

fot. Julia Jaracz

GCh+ to druga, zupełnie nowa pod względem stylistycznym, odsłona grupy Grzeczni Chłopcy – eklektycznego projektu, w skład którego wchodzą basista Michał Mościcki, gitarzysta i lutnista Grzegorz Duszak, pianista Piotr Iwański, flecista Łukasz Jankowski oraz perkusista Radosław Mysłek. Od 2014 roku muzycy wspólnie zdobywali doświadczenie w różnorodnych projektach. Współpracowali z festiwalem FAMA, na którym przez trzy lata akompaniowali wokalistom, a także występowali w spektaklu Leśmian w teatrze Scena. W 2018 roku – w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości – zrealizowali Niepodległościową Live Sesję, w czasie której nagrali Bogurodzicę i rapowy numer Toast. W odnowionej wersji zespół z Warszawy nagrał autorski, prawie wyłącznie instrumentalny materiał. Praca nad płytą trwała niemal trzy lata, zaczęła się od tworzenia kompozycji na łonie natury w Kamieńczyku nad Bugiem, utrudniła ją pandemia, ale nagranie i wydanie, dzięki akcji crowdfundingowej, udało się doprowadzić do szczęśliwego finału. Album Timelapse ukazał się 6 maja.

Aya Al Azab: Wasza historia jest ciekawa, bo wybraliście inną niż większość młodych jazzmanów drogę. Coraz częściej edukację jazzową kończy się płytą i dopiero zaczyna się zdobywać doświadczenie, wy natomiast – co wydaje mi się bliższe istocie jazzu – graliście, czerpaliście inspiracje, uczyliście się poprzez doświadczenie. Z perspektywy czasu jak oceniacie swoje decyzje i tę cierpliwość wydawniczą?

Michał Mościcki: Dojrzeliśmy przez ten czas. Myślę, że gdybyśmy wydali płytę pięć lat temu, dziś byłaby nieaktualna. Dzięki dojrzałości i doświadczeniu stworzyliśmy coś, z czego jesteśmy dumni teraz i będziemy dumni za dziesięć lat.

Łukasz Jankowski: Uważam, że to, co i w jaki sposób się wydarzyło, wyszło nam na dobre. Jesteśmy bardzo niepopularnym bytem w dzisiejszej rzeczywistości muzycznej. Grupą przyjaciół. Tworzymy różne rzeczy i to daje nam radość. Na polskim rynku muzycznym jest trochę tak, że zespół powstaje wtedy, kiedy nagra płytę, i to jest wtedy taki ich „glejt na istnienie”. Nie nagralibyśmy niczego dobrego, gdyby taka presja nad nami wisiała. Niezależność jest dla nas bardzo ważna i może dlatego właśnie sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Zapadła decyzja – „robimy to” i dalej już poszło…

Grzeczni Chłopcy, a teraz GCh+ to ten sam zespół, ale dojrzalszy, odmieniony? Czy może zmiana nazwy to próba zaczęcia od nowa – z czystą kartą?

ŁJ: Na pewno nie jest to odcięcie się od Grzecznych Chłopców. W tej nazwie jest przekaz, który nas definiuje jako zespół. Kiedy wymyślaliśmy nazwę, to był taki czas, że było w modzie (i w sumie nadal tak jest) bycie tzw. „bad boyem”. My nazwą Grzeczni Chłopcy chcieliśmy pokazać, że jesteśmy sobą, odcinamy się od tego, w jaką stronę zmierza popkultura. Natomiast modyfikacja nazwy na GCh+ wynikała z tego, że do tej pory raczej opieraliśmy działalność na interpretowaniu, aranżowaniu, opracowywaniu twórczości innych artystów (zarówno muzyków, jak i poetów), a tutaj wychodzimy do ludzi z naszą totalnie autorską muzyką. Stwierdziliśmy więc, że przydałby się trochę inny szyld, żeby jakoś te działalności od siebie odseparować.

Nie jesteście zespołem ani stricte jazzowym, ani elektronicznym, ponieważ z założenia łączycie rożne gatunki i style, a nie definiujecie się czy nie zamykacie w jednym. Zatem jaką rolę pełni jazz w twórczości GCh+? Jest narzędziem otwierającym tylko drzwi do improwizacji?

ŁJ: Jazz jest spoiwem, które nas łączy. Mimo że każdy z nas jest takim „globtroterem muzycznym”, to jazz jest czymś, co jest naszym wspólnym językiem, czymś, co wszyscy rozumiemy.

GCh+ Timelapse COVER FRONT_Easy-Resize.com.jpg

GCH+TIMELAPSE

Zatrzymam się jeszcze przy tej fuzji stylistycznej. Pomijając sferę estetyczną, skupmy się wyłącznie na odbiorze muzyki – z waszego doświadczenia takie łączenie gatunków jest możliwością zwiększenia potencjalnej publiczności czy wyzwaniem, żeby nie powiedzieć utrudnieniem – za mało tradycyjni, by być jazzowi? Za jazzowi, by przyciągnąć słuchaczy muzyki elektronicznej?

ŁJ: [śmiech] Zabawne, że o tym wspominasz, ponieważ jest to odwieczny problem naszego zespołu. Od początku tasujemy różne konwencje. Początki naszego zespołu to jazzowe aranże do wierszy cenionych poetów: Tuwima, Przerwy-Tetmajera, Leśmiana. Okazywało się, że dla festiwali jazzowych byliśmy zbyt poetyccy, a dla festiwali poezji śpiewanej zbyt jazzowi. Później, kiedy zaczęliśmy tworzyć muzykę swingową do tańca, też mieliśmy tyle samo zwolenników, co przeciwników, bo byliśmy za awangardowi dla tzw. „koszernych” tancerzy swingowych i za oldschoolowi dla ludzi, którzy woleliby posłuchać czegoś bardziej współczesnego. Natomiast na tym polega ścieżka rozwoju zespołu. Tworzymy razem i razem w tym procesie ewoluujemy. Dzięki takiej drodze artystycznej grupy interesują się nami osoby, które po prostu ciekawi, „co ci Grzeczni masochiści jeszcze wymyślą” [śmiech].

MM: W GCh+ nie kierujemy się logiką biznesową i nie celujemy w „target”. Timelapse to płyta mocno autobiograficzna, choć instrumentalna. Każdy utwór to jakaś historia, która nas spotkała, np. wypadek samochodowy, przysypianie na festiwalowej próbie, nocne podróże po Polsce. A że nasze doświadczenia są różne, potrzebowaliśmy różnych stylistyk, żeby opowiedzieć te historie. Otwartym słuchaczom może się to spodobać, tym, którzy są przywiązani do muzyki gatunkowej, pewnie nie.

Gdy czyta się waszą historię, na pierwszy plan wyłania się Kamieńczyk nad Bugiem – jako miejsce inspiracji, przestrzeń, w której dokonują się przełomowe momenty dla waszego zespołu. Dlaczego akurat tam? Czerpiecie natchnienie z natury, polskich krajobrazów? Potrzebujecie wspólnego czasu, a zarazem odcięcia się od codzienności, by stworzyć materiał?

Radosław Mysłek: Możliwość odcięcia się od codziennych spraw i skupienia prawie wyłącznie na wspólnym graniu i spędzaniu czasu sprzyja procesom twórczym. Kamieńczyk jest cichy i spokojny, nie absorbuje wielkimi reklamami czy ruchliwymi ulicami. Życie płynie tu o wiele wolniej niż w mieście.

MM: To dla mnie bardzo ważne miejsce, pochodzi stąd duża część mojej rodziny. Dom, w którym pracowaliśmy nad muzyką, wybudował mój pradziadek. To wspaniałe miejsce do pracy. Do tego sam Kamieńczyk ma ciekawą historię, co sprzyja tworzeniu. A gdy jeszcze można się przez kilka dni skupić tylko na muzyce, to jest wielki luksus. Niestety nieczęsto jest nam go dane doświadczać.

Wcześniej, jako Grzeczni Chłopcy, wzięliście na warsztat Bogurodzicę, ale i piosenki takie jak Sprzedaj mnie wiatrowi i Odchodząc. Akompaniowaliście przez trzy lata wokalistom na festiwalu FAMA, graliście w teatrze muzykę do poezji Leśmiana. Natomiast płyta Timelapse jest przede wszystkim podróżą instrumentalną (oprócz utworu Everyday). Dlaczego odeszliście od słowa? Współpraca z wokalistami czy raperami to już przeszłość?

RM: Chcieliśmy wykorzystać wokal głównie instrumentalnie, ale w kwestii słowa raczej nie powiedzieliśmy ostatniego.

MM: Słowo jest bardzo… dosłowne. Muzyka instrumentalna daje dużo większe pole dla wyobraźni. Jest uniwersalna. Timelapse to płyta o wspólnej podróży, również duchowej. Bez słów można tę historię lepiej opowiedzieć i pozostawić więcej miejsca dla wyobraźni odbiorcy. Ale nie zamykamy się na słowo, zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

ŁJ: Na pewno mogę powiedzieć, że nie chcemy rezygnować z niczego! [śmiech] Po wspomnianych przez ciebie przedsięwzięciach pomyślałem, że musimy w końcu nagrać płytę z naszą autorską muzyką. Płyta w swoim założeniu ma być swego rodzaju pamiętnikiem zespołu. Głównym motywem inspiracyjnym są wspomnienia. Natomiast co do warstwy muzycznej zaproponowałem, abyśmy ten mijający czas zobrazowali w muzyce poprzez inspiracje minimalizmem. Staraliśmy się więc budować krótkie, powtarzalne motywy, które następnie oplataliśmy na przeróżne sposoby – formą, rytmami, improwizacjami.

Jeżeli porządnie się wsłuchasz w album, to – mam nadzieję – usłyszysz w nim upływający czas… Co do tekstu to, co przed momentem wytłumaczyłem, niejako wyklucza z koncepcji piosenkę. Natomiast singiel Everyday ma nie tyle nawiązywać do tego, z iloma wokalistami i wokalistkami współpracowaliśmy przez lata, ile być taką kodą wieńczącą skrzętnie tkaną układankę.

Będziecie podążać w tym kierunku, który obraliście na debiutanckiej płycie? Czy może wrócicie do form piosenkowych?

MM: Piosenkowe formy będą wciąż obecne w Grzecznych Chłopcach, którzy nie kończą swojej działalności. W GCh+ będziemy bardziej instrumentalni, choć nie zamykamy się na słowo.

ŁJ:Mogę zdradzić, że pracujemy już nad kolejnymi utworami, ale czy kiedyś ujrzą one światło dzienne? Oby tak się stało…

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO