Od października 2025 roku lekarze w Montrealu mogą wypisywać swoim pacjentom recepty na… koncerty. Orchestre Symphonique de Montréal nawiązała współpracę z organizacją Lekarze Francuskojęzyczni Kanady (Médecins francophones du Canada) i wspólnie uruchomili program pilotażowy, umożliwiający lekarzom przepisywanie pacjentom biletów na koncerty. Inicjatywa, na razie przewidziana na rok, zapewnia pacjentom bezpłatny dostęp do koncertów orkiestrowych, jako uzupełniający środek prowadzący do poprawy samopoczucia i stanu zdrowia. Lekarze z Montrealu otrzymali oficjalne formularze recept do wykorzystania podczas konsultacji, a każda recepta uprawnia pacjenta oraz jedną osobę towarzyszącą do wstępu na koncert OSM. Program jest efektem rosnącej liczby badań wykazujących wymierny wpływ muzyki na zdrowie fizyczne i psychiczne, od redukcji stresu i poprawy nastroju po poprawę pamięci i więzi społecznych.
W związku ze wzrostem kosztów opieki zdrowotnej i narastającymi we współczesnych społeczeństwach problemami ze zdrowiem psychicznym środowiska medyczne poszukują alternatywnych rozwiązań, wykraczających poza konwencjonalnie rozumianą medycynę. Muzykoterapia nie jest nowym pojęciem, ale już wiele wieków zanim ono powstało, znany był wpływ muzyki na nasze samopoczucie i zdrowie. Muzyka towarzyszyła szamańskim rytuałom uzdrawiającym. Od zawsze matki potrafiły uspokoić rozdrażnione dziecko nucąc mu kołysankę czy inną pogodną melodię. Jednak na grunt naukowy temat trafił dopiero pod koniec lat 40. XX wieku, kiedy to w jednym z eksperymentów badawczych okazało się, że pacjenci szpitala, w którym grali zatrudnieni muzycy, szybciej wracali do zdrowia. Mimo że minęło niemal sto lat i wiedza w tej dziedzinie znacznie posunęła się do przodu, to muzyka na receptę nadal nie jest powszechnym zjawiskiem.
Kiedy myślimy o muzykoterapii, na ogół w pierwszym rzędzie przychodzą nam do głowy muzyka relaksacyjna, ambient, muzyka klasyczna, ewentualnie etniczna… A jazz? Zanim znalazłem jakiekolwiek badania na ten temat, uznałem, że najbliższa prawdzie będzie odpowiedź: „to zależy”. Z dwóch powodów. Po pierwsze: kto ma być leczony? Pewnie wszyscy znamy ludzi, którzy twierdzą, że nie tolerują jazzu, że ta muzyka ich drażni, denerwuje, „kłuje w uszy”. Czy dla nich muzyka jazzowa może być lekarstwem. Teoretycznie nie, bo najlepiej na nasze samopoczucie działa muzyka, która sprawia nam przyjemność, koi, relaksuje. Ale patrząc z naukowego punku widzenia, w muzykoterapii chodzi także o działanie na komórki w naszym organizmie i zachodzące w nim procesy, falami o określonej częstotliwości, sile, odpowiednio zharmonizowanymi. A więc może nasze ciało może się „zestroić” z muzyką jazzową wbrew naszym gustom? Druga kwestia to jakim jazzem chcemy leczyć. Poruszając się nawet tylko w obrębie klasyki gatunku – Kind of Blue Davisa oraz Free Jazz Colemana mogą wywołać zupełne inne reakcje. Ale w końcu w medycynie też stosujemy zarówno środki uspokajające, jak i pobudzające.
W marcu 2025 roku naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine opublikowali wyniki badań mówiące, że słuchanie jazzu i muzyki improwizowanej może zmniejszyć przewlekły ból mięśniowo-szkieletowy. Poza tym może pomóc zmniejszyć lęk i zwiększyć uważność u pacjentów z tego rodzaju bólem. Badacze podkreślają dodatkowo, że jest to terapia nieuzależniająca. Z tym akurat mógłbym polemizować, ale na szczęście skutki uzależnienia od jazzu są na ogół zupełnie inne niż uzależnienia od opioidowych środków przeciwbólowych.
Badanie dowiodło, że ból jest łagodzony przez uważne słuchanie dowolnego rodzaju muzyki, którą lubimy, ale najsilniejsze efekty zaobserwowano u osób, które słuchały jazzu. Można byłoby podejrzewać, że tego typu gloryfikacja jazzu przez amerykańskich naukowców może nie być do końca obiektywna, ale do podobnych wniosków doszli ich koledzy z niemieckiego Uniwersytetu Ruhry w Bochum. Ich badania wykazały, że słuchanie jazzu może znacząco zmniejszyć w organizmie poziom kortyzolu – hormonu stresu. Płynne linie melodyczne i harmonijne aranżacje pomagają wyciszyć umysł i ciało, wprowadzając słuchacza w stan głębokiego relaksu. Regularne słuchanie jazzu przed snem może prowadzić do poprawy jego jakości i bardziej regenerującego odpoczynku. Udowodniono też pozytywny wpływ jazzu na stany lękowe i depresyjne a nawet na obniżenie ciśnienia krwi w organizmie.
Nietrudno znaleźć w sieci przykłady komercyjnego wykorzystania zdrowotnego fenomenu jazzu – na przykład Jazz & Wellness Retreat w Dolomitach. Wyjazdy pod hasłem holistycznej regeneracji oferują warsztaty relaksacyjno-rozwojowe, codzienne medytacje i jogę, spa, posiłki oparte na lokalnych, ekologicznych produktach oraz… niezwykłe, plenerowe koncerty jazzowe w sercu Dolomitów, na wysokości powyżej 1000 m n.p.m. Brzmi luksusowo i innowacyjne? Cóż, my w Polsce takie rzeczy na swój sposób robiliśmy już w 1959 roku na Kalatówkach.
Żadne medykamenty nie gwarantują stuprocentowej pewności poprawy zdrowia, jednak prawdopodobieństwo skutecznego działania leków na receptę (oznaczanych jako RX), zapisanych przez lekarza jest zdecydowanie większe niż w przypadku suplementów i leków bez recepty (tzw. OTC). Eksperci biją na alarm, analizując ilości przyjmowanych przez Polaków tych bezreceptowych środków. Spróbujmy przenieść te obserwacje na pole muzyki. Którzy wykonawcy, czy może które nurty jazzu znalazłyby się na receptach specjalistów, a które na półce przy sklepowej kasie obok rozpuszczalnej multiwitaminy?
Piotr Rytowski