fot. Kazimierz Ździebło
Kiedy ktoś dowiaduje się, że mój syn jest muzykiem, pyta na ogół: a na czym gra? Na perkusji. Jazz? Nie… i nie na takiej perkusji. A na jakiej? I tu zaczynają się schody…
W muzyce współczesnej, coraz częściej wkraczającej na pole performansu, perkusją może być wszystko – odbezdźwięcznego gestu wykonanego dłonią po potężne uderzenie w sprężynę z amortyzatora ciężarówki. Coraz więcej w muzyce perkusyjnej preparacji instrumentów, elektroniki czy przetwarzania dźwięku. Z drugiej strony źródłem zupełnie nieoczywistej i oryginalnej nowej muzyki może być tak podstawowy instrument perkusyjny jak werbel. Gra solo na werblu to pierwsze ćwiczenie, z jakim muszą się zmierzyć uczniowie klasy perkusji w muzycznej podstawówce. Może to być jednak także manifest kreatywności i twórczej energii dojrzałych muzyków. W programie tegorocznej, 21. edycji bydgoskiego Mózg Festiwalu znalazły się dwa, reprezentujące zupełnie różne podejścia do instrumentu solowe koncerty werblowe.
Bohaterem pierwszego z nich był holenderski perkusista i improwizator mieszkający w Kolonii Etienne Nillesen. Artysta swoją twórczością zupełnie redefiniuje werbel jako instrument. Nie tyle rozwija nowe techniki gry czy rozszerza możliwości brzmieniowe werbla, co kompletnie wywraca standardowe myślenie o tym instrumencie. W jego muzyce werbel staje się instrumentem harmonicznym. Jak to możliwe?
Wykonując okrężne ruchy po membranie, odpowiednio dobranymi pałeczkami, Nillesen wydobywa jednocześnie z dwóch werbli długie rezonujące brzmienia, alikwoty nieco podobne do tych, które słyszymy, kiedy pocieramy wilgotną krawędź kieliszka. Precyzyjna kontrola nacisku i szybkości ruchu pozwala na osiągnięcie określonej wysokości i faktury dźwięku, w wyniku czego dwa werble w duecie „wyśpiewują melodie”. Jest to możliwe dzięki odpowiedniemu doborowi materiałów, z którego wykonane są pałeczki, oraz specjalnemu strojeniu naciągów. Rytmiczny wymiar takiej gry na werblu jest mocno zakamuflowany, ale jeśli ktoś bardzo chce, może go odnaleźć – kreśląc koła po powierzchni membran, artysta wykonuje powtarzalne, w pewnym sensie rytmiczne ruchy…
Po koncercie Etienne’a Nillesena w sali Teatru Polskiego w Bydgoszczy nastąpiła ok. dwudziestominutowa przerwa, podczas której scenę opuściły dwa werble Holendra z Kolonii, a pojawiło się na niej dwadzieścia werbli Polaka z Bazylei (świat muzyki współczesnej jest bardzo kosmopolityczny). Mikołaj Rytowski (zbieżność nazwiska z autorem nieprzypadkowa) na swojej drodze artystycznej także stara się przesuwać granice wykorzystywania instrumentów perkusyjnych – łączącje z elektroniką, preparując, ale nie tracąc zarazem intuicyjnego, „cielesnego” podejścia do instrumentu. Snare Drum Project, który artysta zaprezentował w Bydgoszczy, to połączenie dźwiękowego performansu, przestrzennej instalacji i sound artu. Dwadzieścia werbli rozmieszczonych po całej scenie, połączonych kablami i elektromagnetycznymi przekaźnikami tworzyło immersyjny instrument generujący zróżnicowany, dźwiękowy, ale także świetlny, pejzaż. Gra na wybranych werblach jednocześnie kontrolowała dźwięki wydawane przez inne. Muzyk zademonstrował, jak akustyczne brzmienia, przestrzeń i technologia mogą się przenikać, tworząc głęboko angażujące doświadczenie.
Idąc tropem niekonwencjonalnych solowych werblistów, nie można nie cofnąć się do ubiegłorocznej edycji Mózg Festivalu, podczas której wystąpił Ryosuke Kiyasu. Japoński wirtuoz wypracował sobie unikalny, niezwykle ekspresyjny styl gry na werblu. Gra praktycznie całym swoim ciałem, wykonując czasem ruchy przypominające japoński taniec butoh, a czasem… niemal agresję, znajdującą swoje ujście w „znęcaniu się” nad bębnem.
We współczesnej muzyce bardzo wiele instrumentów jest wykorzystywanych w niekonwencjonalny, nierzadko sprzeczny z ich „standardowym” przeznaczeniem sposób. Ale droga, jaką przeszedł w tym zakresie werbel, jest szczególna. Dlaczego? Bo werbel nie powstał jako instrument mający pomóc człowiekowi wyrażać emocje w artystyczny sposób – przez pierwsze wieki swojego istnienia był sprzętem militarnym służącym do przekazywania rozkazów i wybijania marszowego rytmu. Dopiero w okresie renesansu i potem baroku zyskał większe znaczenie w orkiestrach wojskowych i muzyce ceremonialnej, aby wreszcie stać się w tych orkiestrach instrumentem solowym. Do orkiestry symfonicznej werbel trafił dopiero w XIX wieku. Potem stał się istotnym elementem zestawu perkusyjnego w muzyce popularnej, jazzowej i rockowej. Wraz z rozwojem free jazzu werbel przestał być wyłącznie elementem rytmicznym. Perkusiści zaczęli traktować go jako szeroko rozumiane źródło dźwięku, rezonansu i faktury.
Do technik gry na werblu wkroczyło użycie przedmiotów spoza świata muzyki – łańcuchów, śrub, szczotek drucianych, blach, sprężyn, kulek z metalu czy szkła. Zaczęto werbel preparować i grać na nim smyczkiem. W XXI wieku werbel wszedł w dialog z elektroniką – m.in. poprzez mikrofony kontaktowe, efekty brzmieniowe czy systemy triggerów. Pojawiła się estetyka postperkusyjna, w której dźwięk werbla bywa zniekształcany, loopowany, filtrowany. Perkusiści coraz częściej łączą improwizację, teatr, ruch i instalacje dźwiękowe: Zacierają się granice między kompozycją, improwizacją i performansem. Świadkami właśnie takich działań byli słuchacze koncertów podczas Mózg Festivalu.
Mam wrażenie, że tegoroczna edycja generalnie była mocno perkusyjna, bo poza dwoma solowymi występami werblowymi pojawiła się na niej perkusistka i performerka z Londynu Angela Wai Nok Hui, duet reConvert (Roberto Maqueda i Mikołaj Rytowski), prezentujący eksperymentalną kompozycję/instalację dla dwóch perkusistów i 48 silników elektromagnetycznych oraz dwa duety, w których połowę (istotną połowę) składu stanowiła perkusja. Pierwszy z nich to Czajka & Puchacz, czyli Kaja Draksler na preparowanym fortepianie, klawiszach, wokalu oraz instrumentach perkusyjnych i Szymon Gąsiorek na perkusji, elektronice i wokalu. Pod nazwą drugiego – Edyta Gepard, kryją się Patrycja Pączkowska (gitara basowa, flet, głos) oraz Maciej Karmiński (perkusja, taczka). Każdy z tych występów był zupełnie inny, ale w każdym instrumenty perkusyjne odgrywały kluczową rolę i poszerzały spojrzenie na ich możliwości.
Wrażenia, którymi się dzielę, mogłyby wskazywać, że Mózg Festival 2025 został zdominowany przez perkusję i perkusistów. To zdecydowanie błędne przekonanie – ten materiał po prostu z założenia miał być o werblu. Program festiwalu był jak zwykle niezwykle różnorodny i utrzymany na wysokim poziomie. Jednym z koncertów, który na długo pozostanie w mojej pamięci, był solowy występ gitarzysty i wokalisty Juliena Desprez, ale żeby powiedzieć coś więcej o tym artyście i muzyce wykonanej przez niego w Bydgoszczy, potrzebny byłby kolejny artykuł. A więc może kiedyś…
Piotr Rytowski