(Terra Nova Music, 2025)
Zmarły w roku 1992 Olivier Messiaen był francuskim kompozytorem muzyki współczesnej, a z zamiłowania ornitologiem-hobbystą. Choć nie zajmował się jazzem (do Birda i Ornithology było mu stosunkowo daleko), to jego twórczość stanowiła inspirację dla niniejszego nagrania zatytułowanego Four Fold, autorstwa kwartetu w składzie: Iva Bittová, Marilyn Crispell, Benedicte Maurseth i David Rothenberg. Inspiracja ta wynika zarówno z zainteresowań kompozytora, jak i z samej muzyki; Messiaen kreatywnie łączył swe pasje – do swoich utworów włączał partie imitujące ptasi śpiew, ale również fragmenty melodii wyśpiewywanych przez autentyczne ptaki, spisywane przez niego podczas badań.
W roku 2018, 26 lat po śmierci artysty, doszło do rejestracji jedenastu utworów, początkowo przez Crispell na fortepianie i Rothenberga na klarnecie (dekadę wcześniej nagrywali jeszcze w duecie dla ECM), z Benedicte Maurseth grającą na tradycyjnym instrumencie smyczkowym o nazwie hardingfele. Wyważenie sił nastąpiło, gdy rok później dołączyła do zespołu czeska śpiewaczka i skrzypaczka Iva Bittová. Ta mieszanina etnofolku z awangardowym free improv nie oznacza dekonstrukcyjnego podejścia do materiału Messiaena (co samo w sobie byłoby, przy i tak eksperymentalnym charakterze jego muzyki, karkołomne), ani nawet twórczego rozwinięcia jego prac tworzonych na styku dwóch bardzo odległych dziedzin. Jego postać to raczej pretekst.
Manuskrypty kompozytora liczące 1200 stronzostały przez kwartet przefiltrowane i rozebrane z harmonicznych i aranżacyjnych rozwinięć do nagiej podstawy melodii. To trochę tak, jakby nie tyle wziąć całe kompozycje np. Erica Dolphy’ego (żeby sięgnąć po przykład dobrze pasujący do sprawy „ptasiej”), co jego pojedyncze frazy czy solówki i na nich budować coś nowego. Czyżby odgłosy wydawane przez zwierzęta były czymś w rodzaju ekspresyjnych solówekjazzmanów?
Naturalnie najlepiej słychać to w partiach, w których Bittová odchodzi od słów (bo te także tu padają) i przechodzi wswobodnie improwizowane wokalizy,będące nie tyle scatem, co raczej rodzajem imitacji pierwotnej komunikacji międzyludzkiej, która prawdopodobnie nie stała wcale daleko od znanej nam „mowy” ptaków. Myli się jednak ten, kto sądzi, że mamy do czynienia z jedynie biologicznym bełkotem opartym na ornitologiczno-muzycznych eksperymentach dawno zmarłego kompozytora. Te utwory przechodzą bardzo płynnie od tonalnej melodyjności do dialogującego kolażu dźwiękowego, uzupełnianego nawet przez Rothenberga całkiem już wprost zaczerpniętymi z natury nagraniami odgłosów zwierząt: ciem i australijskich dzierzbowronów, co uzupełnia szeroki asortyment odniesień gatunkowych – aż po muzykę konkretną.
Znakomite są także wyszukane instrumentalne momenty, jak w ostatnim utworze Unfolding, w których Crispell i Rothenberg wywołują echa swej wcześniejszej, kameralnej współpracy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by z czasem zeszły one na drugi plan – wtedy pojawiają się niskie rejestry fortepianu, aprzebiegi klarnetu przekształcają się zupełnie spontanicznie w folkową potańcówkę razem z wejściem Bittovej i Maurseth. Pełno tu naturalnie wykluwających się artystycznych rozwiązań, które przykuwają ucho.
Gotowy album dosyć długo czekał na publikację, jakby dojrzewając do tego, by poznała go szersza publiczność. Natura jest cierpliwa i na wszystko znajdzie odpowiedni moment. Jednak najlepsze wrażenie Four Fold robi nie jako muzyka o faunie i florze, ani nawet jako twórcza praca nad materiałem źródłowym. Ostatecznie nie chodzi tu ani o ptaki, ani o Messiaena. Ta muzyka to po prostu jazz. Surowy, zredukowany z konwencjonalnych ograniczeń środowiskowych – zarówno awangardy, jak i mainstreamu – do podstaw, tj. indywidualnej ekspresji w kilkuosobowej muzycznej rozmowie. A w takiej, jak w życiu, znajdzie się miejsce i na chwile technicznej wirtuozerii, i na piękne momenty harmonii, ale także na umiejętnie kontrolowany chaos.
Piotr Zdunek