(U Jazz Me, 2025)
Moja druga nominacja płyty roku również nie była niespodzianką dla tych, którzy znają mój gust. Album ma wszystko, co lubię najbardziej – akustyczne instrumenty, prosty skład, połączenie tradycji z nowoczesnością (z lekką przewagą tradycji), wyrazisty rytm i ciekawe teksty. Rise & Bloom grupy Late Night Poems nie pokazuje czegoś totalnie nowego, bo w takiej samej formule był ich pierwszy album Ostatni dzień lata. Ale proszę nie zrozumieć mnie źle – nie zarzucam tu nikomu braku oryginalności. Z tego, co się orientuję, na polskiej scenie muzycznej nie ma drugiego zespołu, który by łączył spoken word z jazzem, więc w naszych realiach pomysł jest jak najbardziej oryginalny i nietypowy.
Bartłomiej Skubisz (Eskaubei) jest znany jako raper, ale akurat tu rapu mamy mało, słuchamy za to dużo recytacji. To nie jest muzyka w stylu Jazzmatazz, ale raczej The Last Poets. Najbardziej hiphopowo jest w otwierającym Poemacie o hotelach i zamykającym Dziękuję. Reszta to czysta poezja. I to jaka! Pełna emocji, szczera do bólu, czasem mroczna, czasem melancholijna, znajdzie się też trochę światła.
Utwór W Listopadzie jest posępny jak noc listopadowa („czuję się kubłem na śmieci”, „tęsknie za tymi, którzy nie spytają nawet jak się czuję”). Nostalgiczny jest Poemat o hotelach („wszędzie tam zostawiam cząstkę siebie”), natomiast Dziękuję to wspomniane światło – wiersz o nadziei i przyjaźni („dziękuję za każdy zakręt, kiedy byliście mi drogowskazem”). Przewijającym się motywem jest zachęta do pozostania wiernym swoim ideałom, wyrażania siebie w sposób autentyczny i cieszenia się z prostych rzeczy („obudź w sobie dziecko, jeśli kiedyś uśnie”).
Każdy artysta tekściarz wyraża w pewien sposób swoje emocje, ale jedni robią to mniej otwarcie, inni bardziej – tych jest mniej. Bartłomiej zdecydowanie zalicza się do tej drugiej grupy, aplikując nam intymność, autentyczność i bezpośredniość w wysokim stężeniu. Chłopaki z zespołu pod tym względem się nie różnią. Brzmią szczerze. Mimo że ich brzmienie jest bogate, to są zarazem skromni – bez cienia pretensji. Muzyka płynie gładko jak rozmowa zżytych przyjaciół, którzy nie muszą niczego sobie udowadniać ani niczym się chwalić.
Najczęściej rozmawia saksofon (Marek Konarski) z fortepianem (Michał Szkil). Perkusja (Dawid Fortuna) nie tylko utrzymuje rytm, ale przytakuje akcentami albo nawet milknie na moment, jeśli wymaga tego dialog. Każda solówka jest pełna charakteru, a jednak nienachalna. Dużo do powiedzenia ma mój ulubiony instrument – kontrabas. Solówkami Piotra Lemańczyka możemy delektować się w Strumieniu świadomości i w W listopadzie. Perkusja podoba mi się szczególnie w utworze Potrzebuję, otwieranym przez mięsisty kontrabas, za którym wkracza perkusja, nie tylko nabijając rytm, ale subtelnie nadając klimatu (przypomina mi trochę perkusję Elvina w Contemplation), po czym dołącza saksofon sopranowy, żeby zakończyć utwór niezwykle efektownym solem.
W Rise & Bloom Eskaubei mówi o hamowaniu ego i próżności, wzroście i rozkwicie. Mam wrażenie, że ten tekst najbardziej definiuje artystów grupy Late Night Poems. Porównując ten album do poprzedniego, widać gołym okiem (a słychać gołym uchem) ten wzrost i rozkwit, zaś w temacie próżności – uważam, że każdy z muzyków grupy mógłby sobie łatwo wyhodować naprawdę wielkie ego (mam nadzieję, że tego nie zrobią) zważywszy na ich ogromne talenty i potencjał. Chłopaki, powtórzę za Waszym kolegą – kwitnijcie, rośnijcie, patrzcie wysoko, Wasza sztuka przemawia za siebie.
Linda Jakubowska