(Blue Note Records, 2026)
Melissa Aldana należała do najbardziej obiecujących artystek najnowszego pokolenia Blue Note. Jej dwie poprzednie płyty dla tej wytwórni to naprawdę ciekawy materiał – oryginalne kompozycje skąpane w elektronicznych pogłosach świetnie sprawdzały się w połączeniu z inspirowaną Waynem Shorterem tematyczną grą na saksofonie tenorowym. Szkoda, bo tym razem Aldana zdecydowała się nagrać tradycyjny album balladowy w mainstreamowej konwencji jazzowego kwartetu. Zamiast broadwayowskich standardów mamy tutaj utwory południowoamerykańskie pióra takich artystów jak Hermeto Pascoal czy prekursor romantycznego gatunku filin José Antonio Méndez. Można przywoływać Bena Webstera, Lestera Younga czy nawet Ballads Coltrane’a jako punkty odniesienia, ale ci klasycy w swoich najlepszych próbach wznosili tradycyjny materiał na najwyższy poziom, czego o Filin chilijskiej saksofonistki powiedzieć nie można.
Te osiem nudnych jak flaki z olejem numerów nadaje się raczej do kawiarni niż na pełnoprawny album uzdolnionej artystki. Ckliwe i do bólu bezpieczne improwizacje nie wnoszą niczego do mojego życia i niczym się nie wyróżniają. Boli, bo przed odsłuchem naiwnie liczyłem na wykonania przynajmniej ponadprzeciętne. Rozczarowanie najmocniej dołuje w dwóch piosenkach zaśpiewanych gościnnie przez Cécile McLorin Salvant po hiszpańsku. Zaprzęgnięta do nich quasi-kabaretowa maniera sprawia, że ocierają się one o parodię, jakby pełen kuriozalnego humoru soundtrack do najnowszej części Nagiej Broni z Leslie Nielsenem. Cringe.
Być może idol Aldany Wayne Shorter doceniłby jej niezłe solo w utworze Little Church, gdzie sztandarowe altissimo saksofonistki jak zwykle imponuje, jednak poprzedzają je koktajlowe nutki kubańskiego pianisty Gonzalo Rubalcaby, a całość cechuje zaskakująca miałkość interpretacji ukochanego przez artystkę macierzystego idiomu – o poziomie delikatnego rubato na miarę Infant Eyes nie ma tutaj mowy.
Owszem, Aldana to wyborna saksofonistka i kilka jej partii solowych jest tego potwierdzeniem, ale płyta jako całość to niewypał. Melisso, nie idź tą drogą – nastrojowy muzak z miotełkami można sobie samemu wygenerować przy pomocy AI. Słuchacze zasługują na coś więcej.
Piotr Zdunek