Papierowy JazzPRESS
Wywiad

Cleveland Watkiss: muzyka połączyła nas w społeczność

Obrazek tytułowy

fot. mat. prasowe

Cleveland Watkiss – brytyjski wokalista, aktor, performer i aktywista społeczny. Wokalny wirtuoz poruszający się swobodnie w wielu gatunkach muzyki. Współpracuje z małymi zespołami i big-bandami. Występuje solo, improwizując z pomocą urządzeń elektronicznych. Otwierał koncerty Abbey Lincoln i Cassandry Wilson. Współpracował między innymi z Stevem Wonderem, Björk, Bobem Dylanem, Bobbym McFerrinem, Branfordem i Wyntonem Marsalisami, Artem Blakeyem, Abdullahem Ibrahimem. Uczy sztuki śpiewu. Jest czynnie zaangażowany w obronę praw czarnoskórych mieszkańców Wielkiej Brytanii

Vanessa Rogowska: Jesteś Brytyjczykiem, ale jamajskiego pochodzenia...

Cleveland Watkiss: Moi rodzice pochodzą z Karaibów. Przyjechali do Wielkiej Brytanii we wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Urodziłem się i wychowałem we wschodnim Londynie. Jestem przesiąknięty kulturą muzyczną Jamajki, choć nie tylko. Mój tata był amatorskim didżejem i dzięki niemu obcowałem z wieloma gatunkami muzyki. Wszelkie wczesne formy kontaktu z muzyką pozostały ze mną na całe życie.

Kiedy zacząłeś poważnie traktować muzykę?

Zawsze traktowałem muzykę poważnie, nawet jako dziecko. Śpiewałem przy radiu i nagraniach innych artystów. A po ukończeniu dwudziestu lat postanowiłem, że to będzie moja droga. Zanurzyłem się w nagraniach klasycznego jazzu i bebopu. Odkryłem Theloniousa Monka i rodzaj karaibskiego rytmu, jakim posłużył się w swojej muzyce. To spowodowało, że poczułem silniejszą więź z jazzem. Mając dziewięć lat spędzałem wakacje w nadmorskim kurorcie i zaśpiewałem publicznie kilka piosenek Louisa Armstronga, naśladując go. Zapłacono mi za ten występ. To najstarsze wspomnienie o publicznym koncercie, jakie pamiętam.

Jacy wokaliści byli dla ciebie najważniejsi?

Wokaliści reggae, jak Peter Tosh, Bob Marley. Ludzie moich źródeł. Następnie wokaliści jazzowi – Tony Bennett, Jon Hendricks, Louis Armstrong, czyli artyści, którzy traktowali głos niczym instrument. Krokiem milowym był kontakt z repertuarem i sztuką wykonawczą Bobby’ego McFerrina. To zmieniło mój sposób śpiewania.

W jaki sposób zbudowałeś własny styl?

Miałem w życiu to szczęście, że doświadczałem wielu gatunków muzyki, które osiadły we mnie. Spotykałem ludzi z różnorodnych środowisk, wybrzmiewających na własny sposób. Wszystko to we mnie żyje. Współpraca z innymi nadaje muzyce brzmienie i kierunek, w jakim podąża. Obecnie jestem zwolennikiem idei minimalizmu, niczym sadzenia drobnych nasion. Czyli podajesz skromny, pojedynczy motyw, z którego wyrasta większa forma, nadająca muzyce znaczenie. Czyniąca ją majestatyczną.

Co lubisz w swoim śpiewaniu?

Lubię to, że jest ono refleksją nad moją osobowością, a także to, że jest procesem wzrastania w miłości do siebie samego.

Czy to prosta droga?

Niekoniecznie. Potrzeba tu czasu, odwagi, determinacji i miłości.

Dlatego wciąż śpiewasz?

Bo kocham to tak samo jak wtedy, kiedy zaczynałem.

Nigdy nie miałeś wątpliwości?

Miałem. Wielka Brytania jest małym krajem. Musiałem wyjść ze strefy komfortu, to znaczy zacząć podróżować i budować nowe przestrzenie, w których mógłbym dać się poznać jako artysta. Należy do nich choćby Rosja. Mam tam oddaną publiczność.

IMG_1123_FVR.jpgfot. mat. prasowe

Żyjemy w ciekawych, ale trudnych czasach. Samo śpiewanie już nie wystarcza. Warto uwagę, jaką skupiamy na sobie dzięki muzyce, ukierunkować na inne cele. Chyba podzielasz tę opinię, skoro jesteś społecznym aktywistą?

Tak. Widzę potrzebę przywracania rzeczywistości i ludziom w niej żyjącym równowagi. Dotyczy to mojej, czarnej, kultury, która wciąż jest na obrzeżach w wielu dziedzinach życia. Jako społeczeństwo przeszliśmy wszyscy wiele, ale nie potrafimy czerpać wiedzy, wniosków z doświadczeń, jakie przyniosła nam historia. Jest wciąż sporo pracy wokół, zwłaszcza po brexicie i dojściu do władzy Donalda Trumpa. Największy problem widzę w tym, że nie rozmawiamy o trudnościach. Zamiatamy je pod dywan, a przecież doświadczanie trudnych sytuacji, ich rozwiązywanie pcha świat do przodu. Nierozwiązane kwestie, od których uciekamy, wracają do nas i naszych dzieci. Stają się rzeczywiste teraz, ale ich źródło tkwi kilkadziesiąt lat wcześniej. Muzyka w tym wszystkim łączy ludzi i może być uwolnieniem. Artysta jest trochę jak lekarz. Może zwrócić czyjąś uwagę.

Dobry wokalista może otworzyć, poruszyć serce.

Dźwięk to może uczynić, bo wszystko jest wibracją. Dźwięk może zabrać nas mentalnie w inne rejony i przynieść zrozumienie.

Politycy zdecydowanie za mało korzystają z koncertów.

Właśnie. Nie wspiera się kultury w należyty, wystarczający sposób, a ona jest centrum naszego życia. Człowiek śpiewał, malował, od kiedy pojawił się na tej planecie. Dawniej byliśmy ze swoimi rodzinami, przyjaciółmi i tymi, których kochamy najbardziej. Byliśmy też bliżej siebie. Muzyka była jedną z więzi, która łączyła nas w społeczność. Jeśli spojrzymy wstecz, na przykładzie choćby muzyki ludowej widzimy, że muzyka tworzyła środowisko, dyskusje, rytuały... Straciliśmy ten pierwiastek, dlatego trzeba wybierać liderów, którzy rozumieją potrzebę naprawy sytuacji.

Obawiam się, że obecna struktura świata jest zużyta. Nie działa.

Próbowaliśmy jako społeczeństwo takich negatywnych rozwiązań, jak wojny, a teraz ponosimy ich reperkusje. Jeśli nadal określamy siebie według koloru skóry, to coś jest z nami nie tak. Czym jest nasza obecna edukacja i kto ją kontroluje? Co stało się z mediami i dlaczego? Kiedy zaczniemy łączyć umysły z innymi, którzy dzielą nasze poglądy, jak my w tej rozmowie, to widzę nadzieję na zmianę.

Ludzie nie lubią zmian. Wolą komfort. Myślę, że procesy, o których mówisz są uniwersalne i przebiegają nie tylko pomiędzy białymi i czarnymi., w Polsce społeczeństwo też jest bardzo spolaryzowane. One mają miejsce w zachodniej kulturze, która znalazła się w fazie schyłkowej i nie może znaleźć nowego sposobu na samą siebie.

Tak, to wielowarstwowy problem. Jako społeczeństwo nie posiadamy liderów, którzy wystarczająco się o nas troszczą. A żeby się pojawili, potrzebna jest odmiana społeczeństwa.

Może kryzys jest szansą na zmianę?

Jestem raczej optymistą. Być może rzeczy muszą się całkowicie zużyć, aby otworzyć drogę progresowi.

Zmienia się coś w twoim muzycznym życiu?

Zacząłem współpracę z nowymi muzykami. Mam kilka pomysłów na rozwinięcie naszej muzycznej działalności i chciałbym z nimi nagrać kolejny album. Przygotowuję się do kolejnych koncertów i wciąż podróżuję; niedawno wróciłem z Francji. Wciąż staram się nauczyć czegoś nowego.

autor: Vanessa Rogowska

Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 11/2017

polecane

27 czerwca

Lado w Mieście ma 10 lat

Plac Zabaw nad Wisłą

Warszawa

27 czerwca

Swingujące trójmiasto

Muzeum Miasta Sopotu

Sopot

28 czerwca

Summer Jazz Festiwal w Krakowie

Festiwal

Kraków

01 lipca

Vertigo Summer Jazz Festival

Festiwal

Wrocław

06 lipca

Jazz na Starówce 2019

Rynek Stare Miasta

Warszawa

11 lipca

12. Letnia Akademia Jazzu (karnet)

Klub Wytwórnia

Łódź

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO