Papierowy JazzPRESS
Wywiad

Marcelina Gawron: Tęsknota za kontrabasem

Obrazek tytułowy

Fot. Dorota Czoch

Na początku był widelec i łyżka oraz szczotka do włosów na sznurku. Tylko tyle potrzebowała do dziecięcych zabaw. Sztućce, których używała do gry, w wyobraźni brzmiały jak skrzypce, przywiązana do sznurka szczotka była natomiast mikrofonem, do którego z pasją śpiewała. Tak jednoznaczne zainteresowania były dla jej rodziców sygnałem, do jakiej szkoły powinna skierować swoje kroki ich córka. Wydawałoby się, że droga rozpoznana i obrana w tak młodym wieku będzie prosta i z góry określona. Okazało się jednak, że pojawiło się na niej więcej zakrętów i niespodzianek, niż można się było spodziewać. Marcelina Gawron w 2019 roku wydała upragnioną i dobrze przyjętą debiutancką płytę Notes Of Life. Jest wokalistką i kontrabasistką, która swoją muzyczną drogę zaczynała, grając na skrzypcach. Realizuje się nie tylko artystycznie, ale także jako pedagożka.

Mery Zimny: Ze względu na dosyć niezwykły czas, w którym się spotykamy, i niedawny okres izolacji społecznej, chciałam cię zapytać, jak sobie radziłaś i radzisz teraz? Widziałam w twoich mediach społecznościowych, że trochę tworzyłaś. Był to więc bardziej pracowity muzycznie okres czy może też czas niepokoju?

Marcelina Gawron****: Odczucia w tym czasie były przeróżne, od tych mniej przyjemnych, po bardzo pozytywne doświadczenia. Do tych drugich zalicza się możliwość zatrzymania się i refleksji nad tym, w jakim miejscu artystycznie teraz jestem, co i jak robię. Miłe było też to, że miałam więcej niż zwykle czasu dla muzyki i własnego rozwoju, by jeszcze głębiej wejść w siebie i dać wypłynąć temu, co jest w środku. Z czasem pojawiły się też różne niepokoje, na przykład przeraziło mnie to, jak dużą presję działania potrafię samej sobie narzucić. Muszę popracować nad pewnym spokojem i selektywnością w tym, co robię. Często jest tak, że chcę robić zbyt dużo rzeczy na raz. Zauważyłam też, jak bardzo potrzebujemy takiego czasu sam na sam ze sobą, czasu refleksji, dzięki któremu mamy z czym wyjść do ludzi. Z drugiej strony, bez toczącego się wokół życia trudno jest na dłuższą metę tworzyć, bo brakuje pożywki dla inspiracji, brakuje też czegoś, co nadaje treść przemyśleniom. W ostatnich miesiącach było więc w moim życiu sporo skrajnych odczuć. Cieszę się z dodatkowego wolnego czasu, tęsknię jednak za normalnością.

Udało ci się odpocząć? Pamiętam, jak rozmawiałyśmy na początku tego roku i mówiłaś, że trochę doskwiera ci brak czasu na odpoczynek i na spokojne zajęcie się swoją muzyką.

Tak, udało mi się odpocząć. Zauważyłam też, jak wiele czasu tracimy na przykład na przemieszczanie się, choć ja akurat to lubię. Kiedy jestem w drodze, daję sobie czas na swobodę myśli i na refleksję. Mam wtedy sporo cennych przemyśleń, dlatego uważam, że nie jest to zmarnowany czas.

Na twoich ostatnich nagraniach zaczął się pojawiać kontrabas, czyżbyś do niego wróciła?

Dzięki temu, że miałam więcej czasu, rzeczywiście odkurzyłam trochę kontrabas i mam nadzieję, że tak już zostanie. Czuję silną więź z tym instrumentem. Wzięłam go do rąk na kwarantannie, gdy poczułam się źle, co podziałało na mnie terapeutycznie. Od tamtej pory coraz częściej do niego wracałam, czując, że pozwala mi on na wyrażanie siebie. Okazało się, że cały czas gdzieś we mnie ukryta była tęsknota za kontrabasem, tęsknota, którą skutecznie odsuwałam ze względu na brak czasu. Teraz odkryłam ją na nowo i mam zamiar pielęgnować.

Widziałam, że na YouTubie udostępniłaś kawałek solowy, w którym nie tylko śpiewasz, ale też grasz na kontrabasie – Kochaj naprawdę.

Tak i mam nadzieję, że takich utworów będzie więcej. Piosenka, o której wspomniałaś, powstała podczas jednego wieczoru, kiedy eksperymentowałam głosem z harmonią, pracowałam nad poszerzeniem jego spektrum i prawdziwości. Chodziło mi wtedy o pogranie przestrzenią, której w tamtym momencie potrzebowałam. Dlatego też utwór ten nie jest gęsty harmonicznie, raczej oszczędny. W pewnym momencie poczułam, że chciałabym z tą przestrzenią między dźwiękami wyjść do ludzi. Rzeczywiście pojawia się tam, choć w oszczędnej formie, także kontrabas.

Masz zamiar kontynuować tę drogę i więcej nagrywać z kontrabasem?

Zdecydowanie tak, choć rozgrzebanie tematu pokazało mi, jak odległy jest horyzont. Na kontrabasie grałam klasykę w drugim stopniu szkoły muzycznej i choć rozwijałam swoją świadomość muzyczną w kierunku jazzu, to ta świadomość nie do końca przekłada się na działanie ręki na gryfie. Świadomość jasno mi mówi jak ma być, ale palce nie zawsze są jej w stanie sprostać. Poza tym sposób myślenia i działania w muzyce klasycznej, są nieco inne niż w jazzie. Z jednej strony czuję, że mam w tym jakąś łatwość i to zintegrowanie świadomości z ręką może nastąpić szybko, niemniej przede mną dużo pracy, aby robić to dobrze, i duża lekcja cierpliwości. Zdecydowałam, że będę pracować i podnosić poziom swojej gry na kontrabasie.

2F0A1793_Easy-Resize.com.jpg

Fot. FoToM

Wiem, że byłaś na warsztatach z Ronem Carterem podczas Bielskiej Zadymki Jazzowej. Jak było? Co z nich wyniosłaś?

Zawsze lubiłam jeździć na takie ogólnorozwojowe warsztaty dla instrumentalistów. Choć jestem wokalistką, to traktuję swój głos jak instrument i stawiam sobie takie same wymagania co do świadomości, harmonii, rytmu itd. Warsztaty z Ronem Carterem to było jedno z podpaleń tęsknoty do kontrabasu i może nie przypadkiem wydarzyło się to tuż przed kwarantanną. To spotkanie dostarczyło mi też dużo takich czysto ludzkich przemyśleń. Jedno z inspirujących zdań, które powiedział wtedy Carter, brzmiało: „Żeby tworzyć muzykę w zespole, graj tak, żeby innym grało się dobrze z tobą”. To właśnie zdanie zapadło mi w pamięć.

Ostatnimi czasy różne sytuacje z tym właśnie korelowały, łącznie z pracą nad techniką wokalną, pracą z przestrzenią w muzyce, z oddechem czy ze spokojem. Nie chodzi mi tu o wolne tempo utworu, ale o spokój w każdym tempie, który daje wgląd w nas. Myślę, że kontrabas, z punktu widzenia odbiorcy, jest w dużej mierze mało eksponowanym instrumentem, a równocześnie to on pozwala wszystkim czuć się dobrze w zespole. Trzyma tempo, decyduje o harmonii, żartobliwie mówi się, że słuchacz słyszy go dopiero wtedy, gdy przestanie grać. Coś w tym jest, bo kiedy go zabraknie, nie ma spoiwa. Zastanawiałam się też, dlaczego wybrałam takich a nie innych muzyków do nagrania pierwszej płyty, i okazuje się, że oni właśnie dają drugiemu człowiekowi wspomnianą przestrzeń i komfort gry. Bardzo ważna dla mnie w muzyce jest osobowość współgrających osób.

Wymieniłaś dwa, chyba kluczowe dla ciebie i twojej muzyki słowa, czyli przestrzeń i spokój.

Rzeczywiście są to ważne elementy – w muzyce zarówno mojej, jak i tej, której słucham. Zawsze lubiłam właśnie taką muzykę i takiej też zawsze szukałam. Natomiast po doświadczeniach pierwszej płyty wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć, by ten spokój i przestrzeń były osadzane na gruncie pewności.

Powiedziałaś wcześniej, że pracujesz nad głosem i jego prawdziwością, co to oznacza?

Wraz z wiekiem zdajesz sobie sprawę, że praca nad głosem i nad jego barwą jest poszukiwaniem prawdy. Rozwój polega na poznawaniu swoich niedoskonałości i tego, co nie pozwala nam we właściwy sposób działać, dlatego nazwałam to poszukiwaniem prawdy. Myślę, że jest to paralelne z szukaniem prawdy o sobie – praca nad głosem jest powiązana z rozwojem nas jako ludzi – przynosi dużo refleksji, wiedzy o sobie.

Masz doświadczenie i w śpiewie, i w grze na instrumencie. Zastanawiam się, czy to, o czym powiedziałaś, w równym stopniu odnosi się też do instrumentu? Czy jednak głos jest tutaj bardziej uprzywilejowany z racji tego, że jest częścią nas, wydobywamy go z naszego wnętrza.

Myślę, że wiele z tych lekcji przechodzi się też pracując nad warsztatem na instrumencie. Nie wiem, czy to wynika z różnicy wieku, w którym eksplorowałam instrument i głos, czy może z czegoś innego, ale praca nad głosem przysporzyła mi dużo więcej trudności, które wymagały przepracowania pewnych rzeczy we mnie i usunięcia blokad. Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy wyszłam na scenę i zaczęłam śpiewać. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, choć wcześniej już grałam na instrumencie, najpierw na skrzypcach, później na kontrabasie, i występowałam na scenie.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie miałam żadnych trudności z instrumentem, one były, była też walka z tremą i walka o to, by być prawdziwym, ale jak zaczęłam śpiewać, to stanęłam przed ścianą, która w tamtym momencie wydawała mi się nie do pokonania. Być może to tylko moje doświadczenie i odczucie, niemniej stanęłam w obliczu czegoś bardzo trudnego i jednocześnie fascynującego. Teraz, z perspektywy lat widzę, że praca nad głosem zaprowadziła mnie w miejsca, w które inaczej mogłabym nie dotrzeć. Ta ściana była dla mnie wyzwaniem i choć się bałam, czułam, że jest za nią coś naprawdę dobrego, o co warto walczyć.

Może to intuicja – wybierasz tę trudniejszą drogę, przypuszczając, że będzie ciekawsza, a owoce bardziej obfite.

Tak. Pamiętam, że czułam tęsknotę za tym, żeby wydobyć ze swojego ciała ładny dźwięk, chociaż jeden. Marzyłam o tym. Ta tęsknota cały czas mnie prowadziła, dawała siły do tego, żeby nie poddawać się w ciężkich chwilach, a jeśli chciałam się poddać i wszystko rzucić, to tylko na jeden dzień. Podczas koncertów piękny dźwięk potrafi na nowo rozpalać we mnie tę tęsknotę. Teraz, kiedy rozmawiam z kimś, komu chcę pomóc, a kto jest na tej samej drodze, mówię – idź i szukaj takich momentów, które podpalą w tobie tęsknotę, one dadzą ci wiarę i siłę.

Pamiętam, że kiedyś opowiedziałaś mi coś bardzo ładnego. Gdy byłaś dzieckiem, próbowałaś grać sztućcami tak, jak na skrzypcach. Nosiłaś też ze sobą szczotkę do włosów na sznurku, która z kolei imitowała mikrofon.

To są właśnie momenty, które pamiętam z czasów dzieciństwa – śpiewanie do szczotki i grę na sztućcach, nagrywanie teledysków w domu oraz „dostarczanie poruszeń” dźwiękami: muzyka na spotkaniach rodzinnych i atmosfera radości, która towarzyszyła tym momentom, a także branie instrumentu do ręki w chwilach smutku, kiedy potrzebowałam to wyrazić, a niekoniecznie byłam chętna o tym mówić. To chyba też podpowiedziało rodzicom, by popchnąć mnie w tę stronę. Wprawdzie moje starsze rodzeństwo przetarło przede mną ten szlak, jednak z tego, co opowiadali rodzice, jako dziecko wykazywałam dużą chęć i motywację jeśli chodzi o muzykę. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz poszłam do szkoły muzycznej i poczułam zapach instrumentów, usłyszałam dobiegającą zza każdych drzwi muzykę, zachwycona pomyślałam, że chcę tu być. Teraz widzę, że te pragnienia, które miałam jako dziecko, wcale się nie zmieniły, tylko dojrzały.

Co się stało, że między pierwszym a drugim stopniem szkoły muzycznej skrzypce zamieniłaś na kontrabas?

Było to spowodowane głównie przerwą w edukacji muzycznej, którą miałam pomiędzy szkołami. Odległość szkoły muzycznej drugiego stopnia od mojej miejscowości była zbyt duża, żebym sama jako dziecko mogła ją pokonywać, rodzice zbyt się o mnie bali. Ta przerwa była za długa, żebym na poważnie mogła kontynuować naukę gry na skrzypcach. Stąd zmiana na kontrabas. Skrzypce jednak nadal są mi bliskie i czasami do nich wracam.

Wybrałaś kontrabas...

W ogólnokształcącej szkole muzycznej wybrałam kontrabas, poszłam też na śpiew solowy do szkoły popołudniowej. Musiałam też nadrobić program przewidziany dla kontrabasu w dosyć krótkim czasie. Pamiętam, że grając na nim, nadal myślałam tak, jak na skrzypcach. Teraz myślę, że to było ciekawe i przydatne doświadczenie.

2F0A1795_Easy-Resize.com.jpg

Fot. FoToM

Wspominałaś, że miałaś obawę przed publicznym śpiewaniem, jak to się więc stało, że zdecydowałaś się w liceum na klasę wokalną?

Nie pamiętam jakichś głębszych przemyśleń z tamtego czasu. Chyba za mało wierzyłam, że jest to możliwe, dlatego wcześniej nie myślałam poważnie o śpiewie i nie robiłam nic w tym kierunku. Pomimo tego chciałam wyrażać się przez śpiew, czułam, że będzie to silnie współgrający ze mną instrument. Wtedy chyba nie zdawałam sobie sprawy, że ta droga będzie tak trudna, a jej przemierzanie tak bardzo rozwijające. Takie świadome rozmyślania na ten temat pamiętam z czasów późniejszych, kiedy chodziłam już do szkoły.

Na Facebooku napisałaś, że domowe zacisze prowokuje cię do muzycznych eksperymentów. Oprócz tych z kontrabasem wydarzyło się coś jeszcze, o czym nie wspomniałaś?

Od zawsze interesowało mnie i pociągało śpiewanie w harmonii, dlatego zadbałam o sprzęt, który pozwolił mi troszkę poeksperymentować także w tym zakresie. Poza tym spędzałam dużo czasu na łonie natury i próbowałam muzykować na przykład z ptakami, które często zapętlają swój śpiew w powtarzalny riff. Pomyślałam, by skorzystać z tego w muzyce, ale wymaga to odpowiedniego sprzętu do rejestracji, więc na razie jest to tylko sfera rozmyślań.

Czyli udawałaś się na wycieczki i wtapiałaś się dźwiękowo w naturę.

Dokładnie tak [śmiech]. Starałam się podchwycić dźwięki, do których będę w stanie zrobić duet. Relacje miedzy dźwiękami to jest coś, co zawsze mnie intrygowało w muzyce, dlatego śpiewanie w harmonii było dla mnie tak interesujące. Jestem wyczulona na kolor dźwięków, co pociąga za sobą też pewne konsekwencje. Niektórzy nauczyciele zwracali mi uwagę, że czasami wyczulony słuch muzyczny niesie konsekwencje w postaci komplikacji w działaniu całego aparatu głosotwórczego. Generalnie czasami po prostu za dużo kombinuję [śmiech].

Przypuszczam, że czujesz niedosyt wywołany brakiem koncertów po wydaniu debiutanckiego albumu. Było ich kilka, ale kolejne miały wydarzać się wiosną.

Te kilka koncertów, które wydarzyło się po wydaniu płyty, sprawiło, że ten materiał zaczął dojrzewać. Nagraliśmy go dosyć świeżo, więc z każdym koncertem czułam, że ta muzyka jest jeszcze lepsza. Później nastąpiła przymusowa izolacja. Może tak miało być? Natomiast nagranie tej muzyki przyniosło sporo różnych refleksji, które pomogły mi zrobić krok do przodu, w tym kolejne plany, także na drugą płytę.

Czy myśląc o kolejnych koncertach, kiedy już nastanie jakaś normalność, chciałabyś wrócić do tego materiału, czy będzie to już czas na coś nowego?

Myślałam o tym ostatnio. Trochę nowego materiału czeka, by ujrzeć światło dzienne, ale mam też ochotę wrócić do utworów z płyty. Wydaje mi się, że teraz, gdy jestem już w trochę innym miejscu, zabrzmią one inaczej. Natomiast jeśli wszystko pójdzie dobrze z planami i pragnieniami, to kolejny album będę nagrywać już w międzynarodowym składzie. Nie jestem jeszcze pewna, czy repertuar będzie całkowicie autorski, zobaczymy.

Aja myślałam, że twoim kolejnym krokiem będą działania w duecie z Adamem Jarzmikiem. Zagraliście kilka razy razem i bardzo pozytywnie się o tym wyrażałaś.

Na pewno będziemy kontynuować tę współpracę. Przestrzeń, którą daje ten skład, niesie możliwość eksploracji wyobraźni muzycznej, a pochodząc z Adamem z podobnych okolic i wychowując się na podobnym rodzaju melodyjności, dobrze się rozumiemy, muzykując. W czasie izolacji również mieliśmy kontakt online, gdyż eksplorując harmonię jazzową, mimo wielu dostępnych źródeł, do których się uciekam, często i jemu zawracałam głowę pytaniami. Coś udało nam się wspólnie stworzyć, dlatego duetowe działania na pewno niebawem się pojawią.

Opowiadałaś o wielu planach, nowych przedsięwzięciach. Nie boisz się, że powrót do jakiegoś normalnego trybu funkcjonowania, a więc także do nauczycielskich obowiązków, zabierze ci tę ważną przestrzeń do tworzenia, której ostatnimi czasy miałaś trochę więcej?

To jest pytanie, które często ostatnio mi towarzyszy. Na razie znalazłam sposób na połączenie tych działalności. Pracując, staram się skupiać na „tu i teraz”, staram się też samorozwijać i tworzyć, by zarażać tą świeżością uczniów. Uświadomiłam sobie, że przecież wcale nie muszę stawać w miejscu, żeby mieć dla nich czas, a ten prąd, który mnie ciągnie, może pociągnąć też ich. Oczywiście nie zawsze jest łatwo, są też obowiązki, które wymagają tego, żeby stanąć i z czegoś się wywiązać. Staram się jednak, żeby to nie zatrzymywało mojej motywacji. Gdybym przestała się rozwijać, oznaczałoby to, że nie jestem dobrym materiałem na nauczyciela. Chciałabym, żeby to, co robię dla uczniów i z nimi, było świeże i prawdziwe.

Uderzające jest to, jak lubisz uczyć. To wręcz widać i czuć.

Kiedy wchodzę w materię uczenia, całkowicie mnie ona pochłania. Czasami wychodząc wieczorem ze szkoły, jestem bardzo zmęczona i myślę, wpadając w panikę, że teraz przecież powinnam iść tworzyć, a nie mam siły. Jednak kiedy jestem na lekcjach, nie czuję powodu do narzekania. Czuję, że to, co robię z uczniami, jest ciągle tą samą muzyczną materią i to, że komuś mogę coś przekazać, jest czymś dobrym dla ludzi i muzyki w ogóle. Być może przyjdzie czas, kiedy będę musiała z czegoś zrezygnować, na razie jednak udaje mi się wszystko jakoś łączyć i mam nadzieję zarażać swoją pasją kolejnych ludzi.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO