! Wywiad

Aga Derlak: O chaosie, abstrakcji i szaleństwie

Obrazek tytułowy

fot. Kamil Płaza / Michał Karwowski

Pianistka Aga Derlak swoją najnowszą płytę stworzyła w towarzystwie muzyków z różnych stylistycznych światów: kontrabasisty Macieja Szczycińskiego, perkusisty Miłosza Berdzika i skrzypka Kacpra Malisza. Album zatytułowany Neurodivergent (czy neurodivergent – według zapisu na okładce) jest swoistym labiryntem, w którym łatwo jest się zagubić i jeszcze przyjemniej jest się odnaleźć. Jak podkreśla sama artystka, jej dzieło – zajmujące stanowisko w kwestii neuroatypowości – nie zostało podporządkowana żadnym regułom, lecz wręcz przeciwnie – chaosowi.

NEURODIVERGENT_cvr.jpg

Aga Derlak ‒ Neurodivergent


Damian Stępień: Zacznijmy od tytułu albumu, ponieważ jest on też kluczem do zrozumienia muzyki, która na nim się znajduje.

Aga Derlak: Neurodivergent, czyli neuroatypowość. Ten termin stał się ostatnio bardziej powszechny, ponieważ zwiększyła się też nasza świadomość dotycząca diagnozowania osób neuroodmiennych. Osobiście jestem osobą neuroatypową, jednak mimo całkiem niedawnej diagnozy od zawsze zauważałam w sobie pewną oryginalność czy abstrakcyjność, która często odróżniała mnie od tak zwanego przeciętnego człowieka. I ma to tak swoje atuty, jak i ciemne strony. Bycie oryginalnym zakłada jednocześnie wyjątkowość, ale i częste niezrozumienie.

Żyjemy w świecie, w którym musimy spełniać pewne wytyczne i reguły, aby móc funkcjonować w społeczeństwie. To dotyczy także i mnie. Muszę wywiązywać się z obowiązków, pilnować dealine’ów, chociażby po to, aby wydać płytę. Przy tym zawsze starałam się, aby w tym, co robię, zachować spójność. Album musiał mieć odpowiednią okładkę, kompozycje być zróżnicowane, a kolejność utworów miała budować pewną narrację. W pewnym momencie pomyślałam: a co jeśli odrzucę te zasady i zrobię muzyczny eksperyment?

I dzięki temu mamy Neurodivergent. Dla mnie ten album jest trochę jak labirynt.

Na tym albumie chciałam pozwolić tej swojej neuroatypowości dać pewną sprawczość. Płyta nie jest podporządkowana żadnym regułom, wręcz przeciwnie – chaosowi, dzięki czemu w samej muzyce i w samym wydawnictwie można odnaleźć wiele abstrakcyjnych rozwiązań. Utwory powtarzają się w rożnych wersjach, motywy przenikają i nakładają się na siebie. Tytuły pisane są niepoprawnie, małą literą, i tak naprawdę nie wiadomo, co jest przodem okładki.

Jaką rolę odgrywają muzycy, którzy pani towarzyszą?

Muzycy, którzy grają ze mną na płycie, współtworzą ją na tym samym poziomie co ja. Trzeba zaznaczyć, że w 80 procentach jest to muzyka improwizowana. Dlatego ich rola jest tak ważna. Zazwyczaj muzyka posiada zapis nutowy, forma jest przemyślana, wszystko jest wyćwiczone na próbach. Na Neurodivergent tego nie ma. Oczywiście są pewne strzępki tematów, ale niekiedy są to tylko sugestie. Czasami utwór opiera się tylko i wyłącznie na linii basu, czy groovie perkusji, a reszta jest improwizowana.To w pewnym sensie kontynuacja tej opowieści o chaosie, abstrakcji i szaleństwie. Dlatego zaprosiłam do tego projektu takich muzyków, do których mam zaufanie artystyczne, z którymi możemy rzucić się w to muzyczne „nieznane”.

Każdy z zaproszonych muzyków ma inne korzenie muzyczne. To też pewien przykład atypowości tej płyty?

Zależało mi właśnie na tym, aby pomieszać w tej abstrakcyjnej miksturze artystów z różnych muzycznych światów. I tak mamy: Miłosza Berdzika, który jest absolwentem Berklee College of Music. Miłosz sam o sobie mówi, że jest muzykiem bardziej hip-hopowym, ale jazz i muzykę improwizowaną gra równie fenomenalnie. Na kontrabasie zagrał Maciej Szczyciński, którego publiczność może znać m.in. z projektów z Nikolą Kołodziejczykiem, ale również ze sceny piosenkowej. Natomiast skrzypek Kacper Malisz reprezentuje scenę polskiej muzyki tradycyjnej.

Ktoś mógłby spytać, skąd takie połączenie. W muzyce improwizowanej najważniejsza jest dla mnie niewiadoma, która czai się gdzieś za rogiem, lecz której nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć, ani się na nią przygotować. Tak jak w życiu, kiedy na zaskakujące nas, miło lub nie, zdarzenia musimy reagować w nowy sposób, rozwijając się przy tym, dojrzewając i niewątpliwie poszerzając swoje horyzonty, tak samo jest w muzyce. Kiedy otoczymy się muzykami, którzy grają w inny sposób niż my, zaskakują nas swoimi muzycznymi wyborami, stają się dla nas wyzwaniem do rozwoju, do stworzenia nowych skojarzeń, generują nowe pomysły i nieprzewidywalne rozwiązania.

Najważniejsze jest w tym wspomniane zaufanie. Chociaż nie wiemy, co się wydarzy, to idziemy w to nieznane razem. Istotne w tym jest słuchanie się nawzajem, wyczucie drugiej osoby i szukanie inspiracji w inności, w nowych reakcjach na bodźce.

Z pewnością spotkała się pani z terminem „słowiańska dusza” w kontekście muzyki…

Każda kultura ma swoje korzenie, to fakt. W Stanach Zjednoczonych muzyka popularna wyrosła z gospel czy bluesa. W Polsce natomiast mamy tę słowiańską nutę wynikającą z naszej muzyki tradycyjnej, ale także wywodzimy się z kultury europejskiej muzyki klasycznej. Te dwie często spotykały się – chociażby u Fryderyka Chopina czy też u Karola Szymanowskiego. Te inspiracje mogą być mniej lub bardziej świadomie, czasami wystarczy, że usłyszmy coś w dziecięcym wieku i później do tego sięgamy.

Wspomniałem o słowiańskiej duszy, bo chciałem wywołać postać właśnie Karola Szymanowskiego. Jego twórczość możemy też usłyszeć na tym albumie.

Karol Szymanowski jest dla mnie bardzo ciekawym tematem, podobnie jak i cały modernizm. Na początku XX wieku artyści chcieli zerwać z harmoniką dur-moll i stworzyć swój własny system harmoniczny, posiłkując się różnorodnymi środkami, dając początek takim kierunkom jak impresjonizm, ekspresjonizm, czy technikom – jak dodekafonia, modalizm. Szymanowski zauważył, że w muzyce tradycyjnej bazę harmoniczną stanowi skala czyli modus, stąd nazwa modalizm. To jedno z narzędzi harmonicznych, którymi posługiwał się przy tworzeniu kompozycji. Skala, bądź zestawienie odmiennych modusów, stanowiły czynnik harmoniotwórczy.

A sam Karol Szymanowski był moją inspiracją od dawna. Kiedy usłyszałam jako dziecko po raz pierwszy Mazurka nr 4 op. 50, pomyślałam, że to chyba jest ten jazz[śmiech]. Naprawdę, nie żartuję. W tak młodym wieku jeszcze niewiele wiedziałam o jazzie, więc posłużyłam się intuicyjnym skojarzeniem, a usłyszałam „nieklasyczne” i gęste współbrzmienia, i progresje.

Wróciłam do tego wspomnienia, właśnie tworząc nową płytę. Pomyślałam, że skoro piszę o nim pracę doktorską, to warto świadomie wykorzystać te inspiracje.

Premierowy koncert odbył się podczas 18. Letniej Akademii Jazzu w Łodzi. Jak wrażenia?

Publiczność świetnie odebrała naszą muzykę. To było widać i czuć. Tak jak wspominałam, muzyka z Neurodivergent odbiega od norm i reguł, dlatego wiedziałam, że ta płyta może się spodobać albo nie. Stwierdziłam jednak, że muszę zaryzykować i postąpić zgodnie z naszą artystyczną wizją i prawdą.

Z natury wolimy rzeczy, które już znamy i w których, dzięki temu, czujemy się bardziej komfortowo. Na nowość musimy się otworzyć. Wierzę jednak, że słuchacz oprócz komponentów muzycznych takich jak melodia, rytm, harmonia odbiera też energię. Ta energia pojawia się podczas wspólnego grania i improwizacji, kiedy muzycy otwierają się na siebie, na nieznane i razem idą jedną drużyną w to szaleństwo. Wiem, że to brzmi troszeczkę poetycko, ale pozwalam sobie na takie myślenie, bo trudno się do tego odnieść, posługując się zwykłym językiem. Czym jest ta energia? Trudno to opisać. Tak samo jest z muzyką. Jest w niej coś duchowego czy nawet surrealistycznego.

Na scenie pozwoliliśmy sobie na wolność i szaleństwo, a publiczność reagowała entuzjastycznie i poszła za nami i za generowaną wspólnie energią w nieznane. Czułam, że jesteśmy razem w tej opowieści, a to uwalnia nas od wartościowania i myślenia, czy ta muzyka może się podobać, czy nie. To przestaje mieć znaczenie.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO