! Wywiad

Gniewomir Tomczyk: Więcej niż malarstwo

Obrazek tytułowy

fot. Zuza Woińska

Znany ostatnio przede wszystkim jako prekursor wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji w tworzeniu i wykonywaniu muzyki Gniewomir Tomczyk swoim najnowszym albumem prezentuje się od zupełnie innej strony. Perpetus – jak sam podkreśla – to autorskie połączenie klasyki z jazzem przy niewielkiej domieszce stale obecnej w twórczości perkusisty elektroniki, nagrane ze starymi wyjadaczami: Mateuszem Smoczyńskim (skrzypce), Krzysztofem Lenczowskim (wiolonczela), Janem Smoczyńskim (fortepian) i Kubą Dworakiem (kontrabas). Wraz z kompozytorem wykonali oni suitę u swoich źródeł mającą obrazy oraz klasyczny taniec. Skład wzięło się takie połączenie?

thumb_19137_750_0_0_0_auto.jpg

Gniemowir Tomczyk – Perpetus


Piotr Wickowski: Zanim o muzyce, zacznijmy od malarstwa, bez którego tej muzyki by nie było. Czymjest dla ciebie twórczość twojego ojca Józefa Tomczyka?

Gniewomir Tomczyk: Muszę przyznać, że obrazy mojego Taty i muzyka to elementy, które się uzupełniają, a nie są od siebie bezpośrednio zależne. Czasami to właśnie obrazy były punktem wyjścia, impulsem, tym „śladem na płótnie”, który prowokował do rezonansu z muzyką. Ale bywało też odwrotnie: muzyka pojawiała się jako pierwsza, a obraz doskonale wpisywał się we wcześniej wypracowaną ideę, emocję czy formę. Twórczość mojego Taty, Józefa Tomczyka, od zawsze była dla mnie czymś więcej niż tylko malarstwem. Podobnie jak inne dzieła obecne w domu tworzyła naturalny krajobraz mojego dzieciństwa. Obrazy wisiały na ścianach, w domu pachniało farbą, a sztuka była czymś oczywistym, wręcz niezauważalnym elementem codzienności. Była przestrzenią, w której dorastałem.

Tata tłumaczył mi, że nie chce, aby jego prace były jednoznacznie zdefiniowane, miały oddawać nasz obecny nastrój i emocje, być jednocześnie lustrem i prowokować zmysły. To podejście zostało ze mną przez całe muzyczne życie, nie dosłowność, a wrażenie, emocja, pretekst. Twórczość Taty opiera się na świadomej nieoczywistości, na tym momencie, ruchu, gdy obraz jeszcze się nie wyłonił w pełni, ale już czuć, że coś nadchodzi. Jak sam mówił: „chcę uchwycić życie w ruchu, a nie w zastygniętej formie”. Te napięcia, kontrasty, gra między ciszą a krzykiem, światłem a cieniem, wszystkie mają dla mnie swoje muzyczne odpowiedniki.

Cykl Taty o nazwie Vestigium – ślad na płótnie był dla mnie ogromną inspiracją, bo odwołuje się do zjawisk pierwotnych, żywiołów, pamięci i ulotności. Czerwienie, które tata nazywa „początkiem stworzenia i niemal jego końcem”, w mojej muzyce pojawiają się jako puls, energia i napięcie. Dziś wciąż patrzę na obrazy Taty, które można zobaczyć m.in. w warszawskim klubie muzycznym BARdzo. One nigdy nie są takie same, za każdym razem odkrywają coś nowego, bo i my sami jesteśmy inni. Można podsumować tę relację pomiędzy obrazem a odbiorcą jako nieustający dialog.

I ty swoją muzyką wchodzisz w dialog z konkretnymi obrazami, które wskazujesz przy poszczególnych utworach. Dlaczego wybrałeś te obrazy?

Nie chciałem uzyskać wrażenia, że dźwiękiem odmalowujemy coś, co już istnieje na płótnie. Moja relacja z obrazami Taty jest dialogiem, czasem zgodnym, a czasem kontrastowym. To raczej komentarz, dopowiedzenie niż bezpośrednia kopia w formie muzycznej. Muzyka pozwala mi rozwijać opowieść, którą on rozpoczął, ale też zadawać nowe pytania, których na płótnie nie ma. Wybrałem te prace, które od dawna znałem, ale też najmocniej we mnie rezonowały, takie, które zawierają intensywny ładunek emocjonalny, mocne napięcia kolorystyczne albo przestrzeń domagającą się uzupełnienia dźwiękiem. W ich przypadku czułem, że sama obserwacja to za mało, że potrzebują dalszej narracji.

Dlaczego taka forma – takie instrumentarium i skład?

Od samego początku czułem, że nie powinienem spieszyć się z finalizacją tej płyty. Chciałem w pewnym sensie dokonać puenty moich lat spędzonych w szkołach muzycznych o profilu klasycznym. Całe dzieciństwo nieświadomie nasiąkałem tym środowiskiem, słuchałem instrumentów klasycznych rozbrzmiewających na korytarzach, kolegów i koleżanek ćwiczących przed zajęciami, prób orkiestry. Ten krajobraz dźwiękowy, mimo że w tamtym czasie słuchałem już jazzu, odcisnął się na mnie niezwykle mocno i stał się kolejnym, „nieświadomym” otoczeniem, w którym dojrzewałem. Dlatego naturalne było dla mnie połączenie tych światów: klasyki i jazzu.

Pierwszy etap pracy nad materiałem to były moje szkice przy fortepianie, które później przerodziły się w konkretne kompozycje. Co ciekawe, powstawały one niejako przy okazji mojej pracy jako muzyka-akompaniatora w szkole baletowej w Warszawie, gdzie przez siedem lat grałem podczas zajęć tańca współczesnego. To właśnie tam miałem napisać muzykę do recitalu dyplomowego i wtedy po raz pierwszy wykorzystałem materiał, który był zalążkiem Perpetusa.

Improwizując do tańca, mając w głowie obrazy Taty, ich tytuły i napięcia, zacząłem układać motywy na fortepianie. Pierwszym tytułem suity był Waving („falując”), co ciekawe – odnosił się do obecnie drugiej części na płycie, ostatecznie nazwanej Fons („źródło”). To od niej zaczęła się cała praca twórcza. Ostateczna nazwa albumu i projektu Perpetus (pierwotnie Perpetuus) została przeniesiona bezpośrednio z jednego z obrazów Taty. Tak więc kompozycje rodziły się w dialogu nie tylko z malarstwem, ale i z ruchem, z tańcem. Można powiedzieć, że to właśnie taniec był kolejnym impulsem, który pozwolił mi nadać muzyce rytm, gest i energię. Zwieńczeniem pracy było ułożenie pięcioczęściowej suity wyłącznie na fortepianie – nie dotykając perkusji. Kompozycje miały być wielowymiarowe, łączące różne gatunki, ale przede wszystkim klasykę, jazz i również moją późniejszą miłość – elektronikę. Chciałem najpierw wychylić się mocno w stronę klasyki. Na tym etapie zaprosiłem do współpracy znakomitego polskiego kompozytora Andrzeja Karałowa, który w przepiękny sposób dopełnił moje kompozycje i nadał im dodatkową głębię. Z czasem nastąpił kolejny etap, przechylenie się w stronę jazzu dzięki współpracy z Agą Derlak i Michałem Salamonem. To połączenie, przez eliminację, czas i różne wizje – pozwoliło całości ustabilizować się w punkcie środkowym. Perpetus nie jest dla mnie płytą ani w pełni klasyczną, ani w pełni jazzową, to wypracowany pomysł, który wyrósł z dwóch różnych światów.

Jeżeli chodzi o skład osobowy na płycie, to finalnie, po kilku koncertach przedpremierowych wykrystalizował się ostateczny zespół: Mateusz Smoczyński, Krzysztof Lenczowski, Jan Smoczyński i Kuba Dworak. Chciałem, aby ta formacja była nasycona osobowościami, różnorodnymi interpretacjami i bogatym doświadczeniem. W niektórych częściach gramy niemal w stu procentach z wcześniej zapisanych nut, co wymaga ogromnej precyzji i zgrania. Są też momenty, w których wiele zależy od interpretacji i swobodnej wypowiedzi. Dlatego tak istotne było dla mnie, aby każdy z muzyków wniósł swój własny kolor, temperament i sposób opowiadania dźwiękiem.

Czy Perpetus jest pewnym etapem, dodatkowym nurtem twojej twórczości, czy raczej traktujesz go jako coś, na czym będziesz chciał się skupić?

Perpetus jest dla mnie granicą, wyraźnym oddzieleniem tego, co było, finalnym zakończeniem pewnego etapu i owocem wielu wcześniejszych inspiracji. Teraz czuję, że idę dalej, nabierając nowych doświadczeń i coraz mocniej grawitując w stronę AI. To jednak nie oznacza, że którykolwiek z moich projektów odkładam na drugi plan. Perpetus traktuję jako projekt „premium”, taki, z którym nie muszę się spieszyć, bo moim zdaniem pozostanie aktualny niezależnie od czasu i zawsze będzie mnie inspirował. Sam tytuł „wieczny, nieustanny” – sugeruje proces, ruch i przemianę. Równolegle z organizacją m.in. konferencji o AI w muzyce (9 listopada 2025 na UMFC w Warszawie) i wchodzeniem w zupełnie inne rewiry artystyczne myślę już o kolejnych odsłonach Perpetusa – od wersji symfonicznej po kameralne adaptacje na instrumenty perkusyjne, smyczkowe czy fortepian. To nie jest zamknięty rozdział, lecz jeden z filarów mojej działalności artystycznej.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO