Wywiad

Izabella Effenberg: array mbira w świecie muzyki perkusyjnej

Obrazek tytułowy

Izabella Effenberg - wibrafonistka i kompozytorka. Odkryła niedawno dla siebie array mbirę. Jest prekursorką w improwizacji na tym rzadko wykorzystywanym instrumencie. Jego możliwości prezentuje na ukazującym się w lutym swoim trzecim autorskim albumie Crystal Silence. Była zawodniczką karate shōtōkan i początkowo swoją przyszłość wiązała z tą dyscypliną sportu. Po ukończeniu klasycznej edukacji muzycznej w klasie perkusji wyjechała jednak do Niemiec, aby tam kształcić się jako jazzowa wibrafonistka i rozwijać swoją karierę. Mieszka w Norymberdze, gdzie organizuje festiwal Vibraphonissimo.

Piotr Wickowski: Zacznijmy od Sisters in Jazz. Mam na myśli album, który w styczniu tego roku wydała wytwórnia ACT jako płytę wokalistki Cæcilie Norby. Tytuł jest taki sam, jak nazwa kobiecego zespołu, w którym występujesz. I na tym albumie, też wyłącznie przez kobiecy skład zarejestrowanym, pojawiają się twoje koleżanki z Sisters in Jazz. Sytuacja jest tym dziwniejsza, że - jak mówiłaś kilka lat temu w rozmowie w RadioJAZZ.FM - wasza grupa starała się o wydanie płyty przez ACT. Nie doszło do tego i w 2016 roku opublikowałyście ten materiał własnym sumptem. Możesz wyjaśnić co to za Sisters in Jazz?

Izabella Effenberg: Nie gram z Sisters in Jazz und Cæcilie Norby. To inny projekt. Sisters in Jazz to zespół, w którym stale zmienia się skład, w zależności od sytuacji. Raczej jest projektem muzycznym. Chodzi o sieć kontaktów miedzy kobietami-muzykami. Mężczyźni też przecież mają swój network, który jest bardzo ciasny. Ciężko się tam dostać. Często zapominają o nas.

Chodzi o wymianę doświadczeń nie tylko czysto muzycznych, ale też kontaktów czy doświadczeń w muzycznym biznesie. To naprawdę się udaje i pomaga. Wiele się można nauczyć.

Z Sisters in Jazz, z Nicole Johänntgen (saksofonistka zespołu, zagrała również w składzie, który zarejestrował Sisters in Jazz Cæcilie Norby – przyp. red.), gram co jakiś czas i uwielbiam to. Nie jest to jednak mój główny zespół. Gramy, kiedy otrzymujemy propozycje występów. Już wiem, że w tym roku z naszym Sisters in Jazz będziemy mieć warsztaty i koncerty w sierpniu w Niemczech. Wytwórnia ACT swego czasu obiecała nam wydanie płyty, ale jak to z obietnicami bywa... Nie chciałabym być jednak łączona tylko z zespołami kobiecymi czy tylko z tym projektem się kojarzyć. Jest jednym z wielu, na pewno nie najważniejszym.

W takim razie - poza Sisters in Jazz - jakie są teraz twoje główne aktywności? Pewnie na pierwszym miejscu jest nowy materiał, który właśnie się ukazuje jako Crystal Silence?

Tak, koncentruję się przede wszystkim na instrumencie array mbira, na którym nagrałam Crystal Silence, następnie na moim Trio Iza, na organizowanym przeze mnie w Norymberdze Vibraphonissimo Festival oraz na jednorazowych projektach z inspirującymi gośćmi.

W listopadzie, na festiwalu Palm Jazz w Gliwicach, grałam na przykład z Larsem Danielssonem i Magnusem Öströmem. To było dla mnie niezwykle przeżycie, pod każdym względem. Mam nadzieję, że uda mi się ich zaprosić na Vibraphonissimo 2020. W tym roku do wspólnego koncertu na Vibraphonissimo zaprosiłam wspaniałego szwedzkiego pianistę Jana Lundgrena.

W lipcu ubiegłego roku grałam z Adzikiem Sendeckim, Andrzejem Olejniczakiem, Markiem Mondesirem i Robertem Landfermannem na Open Air w Palmengarten we Frankfurcie. To był jeden z tych koncertów, o których często myślę i które inspirują mnie do dalszego działania.

Niedawno zostałam zaproszona w naszym regionie na duży festiwal muzyki Glucka. Cieszę się, ponieważ będę tam występowała między innymi z Glassduo - niezwykle interesującymi polskimi muzykami grającymi na największej szklanej harfie świata. To będzie ważny dla mnie występ, także dlatego, że będę miała możliwość dotarcia do innej publiczności w Norymberdze, niekoniecznie jazzowej. Uwielbiam połączenie klasyki i muzyki improwizowanej oraz nowe dla mnie zestawienia brzmieniowe.

Grałam z orkiestrą Polko-Japonki urodzonej w Szwajcarii Yumi Ito, między innymi na Suisse Diagonales w Biel i BeJazz Winterfestival w Bernie w Szwajcarii. Często koncertuję z jej międzynarodowym jedenastoosobowym projektem. W listopadzie ubiegłego roku nagraliśmy płytę w radiu w Winterthur. Prawdopodobnie ukaże się tej jesieni.

A jeśli chodzi o Trio, to przygotowuję nowy program. W tym roku na przykład będziemy występować w czerwcu na Jazz Baltica. Co mnie bardzo cieszy. Ponadto na Jazz Baltica będę grała z innym projektem, prowadzonym przez wybitnego kompozytora i wibrafonistę niemieckiego Wolfa Kerscheka. Prawdopodobnie Nils Landgren wystąpi jako solista tego projektu. Bardzo cieszę się na tę współpracę. Mamy kilka wspólnych pomysłów. W lipcu zagram też pod jego kierunkiem jego kompozycje z Sunday Night Orchestra - znanym big-bandem niemieckim.

Właśnie zostałam również zaproszona na spotkanie zwane Focusyear w Bazylei. Wybrano 24 osoby z całego świata, które mają się tam zaprezentować w marcu. Już się na to cieszę. Focusyear to 10-miesieczne stypendium, które umożliwia pobyt w Bazylei i daje możliwość pracy w międzynarodowym zespole, ze światowej sławy muzykami, takimi jak Marilyn Mazur, Dave Holland, Jorge Rossy. Każdy z nich przyjeżdża na tydzień, pracuje z zespołem, czego uwieńczeniem jest wspólny koncert w Jazzcampus Basel.

Sporo się będzie działo w tym roku. Nie będzie trudno pogodzić te różne kolaboracje?

Przede wszystkim każdy dzień to dla mnie próba połączenia bycia matką i artystką. To niezwykłe przeżycie... Czasami trudne, wymagające zdyscyplinowania i bardzo dokładnego planowania czasu, zwłaszcza że mój mąż też jest muzykiem. Ale jednocześnie niezwykle inspirujące i często także relaksujące [śmiech]. Można, albo nawet trzeba, odłożyć niektóre sprawy na później, i czasem to dobrze.

Z tą intensywną aktywnością muzyczną udaje ci się również łączyć funkcję organizatorki koncertów.

Tak. Od sześciu lat organizuję Vibraphonissimo Festival. W tym roku uzyskałam wsparcie między innymi polskiego konsulatu z Monachium. To nie tylko festiwal jazzu, ale również innych stylistyk muzycznych, jak klasyka, world music czy performance. Zależy mi na prezentowaniu ciekawego świata muzyki perkusyjnej oraz niecodziennych instrumentów.

W tym roku ze znanych muzyków wystąpił na przykład Jorge Rossy. Zaprosiliśmy też Polaków, profesorów Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, którzy poprowadzili warsztaty i zagrali koncert – byli to Karol Szymanowski, Piotr Biskupski i Grzegorz Nadolny. Vibraphonissimo to dla mnie nie tylko festiwal, ale też próba wymiany doświadczeń i nawiązywania kontaktów w świecie muzyki perkusyjnej i wibrafonu. Jestem bardzo szczęśliwa, że festiwal rozrasta się z każdym rokiem.

Poza tym festiwalem organizuję też koncerty dla mojego wydawcy Unit Records.

Skąd pomysł, żeby nagrać płytę solo na tak niezwykły instrument, jak array mbira?

Array to instrument nieznany, a ja się w nim po prostu zakochałam od pierwszego usłyszenia. Z niecodziennym dźwiękiem array mbiry i jej możliwościami chciałabym dotrzeć do muzyków i kompozytorów różnych stylów muzycznych. Nagrałam album solo, aby wypróbować instrument i sprawdzić, co można na nim zagrać. Zobaczyć, jak się z nim będzie pracowało w studiu, i zmierzyć się z samotnością wykonawczą. Crystal Silence jest dokumentacją moich pierwszych doświadczeń z wielką mbirą. Płyta powstała po narodzinach mojego syna, zdyscyplinowanie się do realizacji tego projektu nie zawsze było w tym okresie łatwe. Finansowo dałam radę wydać tę płytę, ponieważ dostałam niezwykle wyróżnienie - nagrodę kultury miasta Norymberga na rok 2018, którą do tej pory rzadko przyznawano muzykom jazzowym.

Wzorowałaś się na jakichś mistrzach, którzy grają na array mbirze?

Nie ma żadnych mistrzów, na których można się wzorować, co daje szerokie pole działania i umożliwia odkrywanie tego instrumentu samodzielnie. A to przecież jest niezwykle inspirujące! Marzyłam o tym, aby nagrać płytę solo na mbirze. Teraz coraz częściej gram w różnych projektach, gdzie mogę ją wykorzystać. Myślę, że ten instrument może „zaoferować” muzykom i kompozytorom coś nowego - nowy świat dźwięków.

Array jest już używana przez wielu kompozytorów telewizyjnych i filmowych. Wykorzystana została w popularnych serialach telewizyjnych, takich jak Breaking Bad i True Blood, a także w filmie nagrodzonym Oscarem - W lepszym świecie. Najsławniejszym posiadaczem tego instrumentu jest Sting. Ćwiczę też muzykę klasyczną i mam nadzieję, że uda mi się za rok nagrać na mbirze program klasyczny. Tego też jeszcze nie było. Zawsze chciałam odkryć coś, co jest nietypowe. Ten instrument mi to umożliwia. Publiczność jest za każdym razem zaskoczona. Szczególnie, że array ma nietypowy układ dźwięków.

_C5A1808.CR2 fot.M.Kuraszkiewicz.jpg fot. M. Kuraszkiewicz

Array mbira - co to właściwie jest za instrument? Chyba nie ma zbyt wiele muzyki specjalnie skomponowanej z myślą o nim?

Array mbira należy do świata instrumentów perkusyjnych, ale nazywana jest też „kciukowym pianinem”. Budowa tego instrumentu jest zainspirowana afrykańską mbirą lub kalimbą. Ponieważ posiada on wszystkie potrzebne dźwięki chromatyczne, można na nim zagrać praktycznie wszystko. Dodatkowym atutem jest możliwość swobodnej improwizacji. Ciepły dźwięk wywołuje w słuchaczach odczucie spokoju i relaksu oraz głębi.

Array mbira to ręcznie wykonany nowoczesny instrument muzyczny o unikatowym brzmieniu harfowym lub dzwonkowym. Powstał w Stanach Zjednoczonych, a jego twórcą jest Bill Wesley, muzykolog, performer i kompozytor. Produkowany jest przez Billa Wesleya i Patricka Hadleya w San Diego w Kalifornii. Jego rozwój rozpoczął się w latach sześćdziesiątych. Jest radykalną przebudową afrykańskiej mbiry i jest częścią rodziny instrumentów zwanych lamellophone.

Jak się na nim gra?

Metalowe zęby arraya są pogrupowane w wiele oktaw, natomiast ułożenie kolejnych dźwięków przebiega w zależnościach kwintowych, w przeciwieństwie do fortepianu, którego układ przebiega przez skalę chromatyczną. Zwykle array mbira zawiera dwa i pół powtórzenia całej skali chromatycznej, rozmieszczone w kwintach. Oktawy każdej z nut (A220, A440 i A880) są zgrupowane w układzie pionowym. Każdy z metalowych zębów w grupie może być grany niezależnie, a wielokrotne oktawy mogą rozbrzmiewać razem, uderzane jednym ruchem palca. Grupy oktawowe mogą zawierać od dwóch oktaw (dwa zęby) aż do pięciu. W standardowym projekcie (12×2,5) istnieją grupy trzydziestooktawowe, a więc mała pięciokomórkowa macierz ma sto pięćdziesiąt zębów (5×30). Układ zębów umożliwia odtwarzanie muzyki ze względną łatwością w dowolnym kluczu.

Array jest wystarczająco duży, aby umożliwić dwóm osobom granie na tym samym instrumencie jednocześnie, obok siebie. Jest solidnie wykonany, wymaga jedynie okazjonalnej troski. Dźwięki powstają poprzez delikatny nacisk palców, a kontakt z paznokciem pomaga uzyskać ostry i czysty sound.

Zęby wykonane są ze stali o wysokiej zawartości węgla. Są one osobno ręcznie cięte i zakończone gładkim, owalnym kształtem. Przymocowane są do płyty dźwiękoszczelnej za pomocą dwóch śrub. Nazwy dźwięków są wygrawerowane w metalowej belce poprzecznej. Zęby są rozmieszczone w taki sposób, aby większość (oktawy, piąte i czwarte) wibrowała wraz z podstawową. Co więcej, każdy ząb jest wygięty pod pewnym kątem. Ponieważ instrument jest izomorficzny, dowolny akord, skalę lub utwór, bez względu na złożoność, można odtwarzać w dowolnym z dwunastu kluczy bezpośrednio po tym, jak gracz uczy się grać w jednym kluczu. Instrument ten umożliwia więc grającemu dostęp do tych samych nut, każdą ręką w różnych miejscach.

Ten instrument łączy świat pradawnych przyrządów do grania z nowoczesnością – bo jest podpinany do prądu.

Dostępne są dwa typy array mbiry - akustyczny i elektroniczny. Oba modele posiadają dwa przetworniki piezoelektryczne, które wytwarzają dwa oddzielne kanały, jeden dla lewej strony instrumentu, drugi dla prawej. Wytwarzane są z drewna drzew liściastych, także z gatunków egzotycznych. Ponieważ instrumenty te są ręcznie robionymi dziełami sztuki, istnieje wiele możliwości ozdabiania ich - inkrustowanych krawędzi, fornirów, kolorowego lakieru i różnego rodzaju wykończenia.

Być może przyczyniło się do tego właśnie niezwykłe brzmienie tego instrumentu, ale na pewno nie tylko ono - twoja najnowsza płyta jest bowiem jeszcze bardziej stonowana i subtelniejsza niż poprzednia. Sprawia wrażenie wypowiedzi jeszcze bardziej osobistej. Co też pewnie wiąże się z tym, że pojawiają się na niej dedykacje dla bliskich ci osób.

To jest jak najbardziej bardzo osobista płyta, ponieważ pomysł na nią powstał, kiedy byłam w ciąży, stopniowo zaczęłam przygotowywać materiał po urodzeniu mojego Jana. Na początku jako niemowlak leżał obok mnie, kiedy ćwiczyłam. Zauważyłam, że dźwięki mbiry bardzo go interesują, ale też relaksują.

Jak mówiłam, ta płyta była dla mnie wyzwaniem pod względem mobilizacji i dyscypliny, ponieważ wkroczyłam wtedy jakby na nowa drogę, jako artystka-matka... Płyta jest też osobista ze względu na zdjęcia, które znalazły się na okładkach – wykonane przez mojego wuja, na wolnym powietrzu, u niego na wsi. Natomiast materiał został nagrany w poznańskim studiu Splendor & Sława Marcina Górnego, mojego kolegi ze szkoły muzycznej i klasy perkusji Mariana Rapczewskiego w Poznaniu.

_C5A1670.CR23 fot.M.Kuraszkiewicz.jpg fot. M. Kuraszkiewicz

Myślisz, że ten specjalny, wyjątkowy materiał, w którym chciałaś wyrazić tak ważne dla ciebie uczucia, będzie kontynuowany? Czy raczej na kolejnych płytach możemy się spodziewać czegoś zupełnie innego?

Jeśli chodzi o przyszłość, to mam już różne pomysły [śmiech]. Chciałabym osobny rozdział twórczości poświęcać mbirze, ale też łączyć ją z moją poprzednią drogą. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakieś następne możliwości finansowania tych projektów. Na pewno częściej bym nagrywała i przygotowywała nowe projekty, ale finansowanie ich nie zawsze jest łatwe. Teraz miałam szczęście ze względu na nagrodę, która pojawiła się we właściwym czasie.

Poza kwestiami finansowymi, które umożliwiają realizację muzycznych pomysłów, planując dalsze działania, komponując i występując, zastanawiasz się, do kogo kierujesz swój przekaz? Myślisz o tym, kim jest twój odbiorca? Kim miałby być według ciebie?

Tak, zawsze o tym myślę. Muzykę na array mbirę chciałam skierować do normalnych ludzi, niekoniecznie tylko do fanów jazzu. To nie jest płyta jazzowa, choć znajdują się na niej elementy jazzu. Chciałabym też, aby ta muzyka relaksowała, choć nie jest to muzyka relaksacyjna. Jeśli chodzi o moje trio czy także inne projekty, to chciałabym rozszerzyć, rozwinąć tę muzykę, tak aby zdobyć także odbiorców, na przykład, muzyki klasycznej. Mam kilka pomysłów, ale są jeszcze zbyt świeże, aby o nich opowiadać.

Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 02/2019

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO