Papierowy JazzPRESS
Wywiad

Surreal Players: Miłość do muzyki i kawa

Obrazek tytułowy

fot. Krystian Jaworz

Surreal Players Ideogram

Zaczęli ze sobą grać przez przypadek. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że musieli napisać razem kolędę. Ostatecznie kolęda nie powstała, za to rozpoczęła się ich wieloletnia współpraca, sfinalizowana debiutanckim albumem. Wiolonczelistka Magda Pluta i pianista Krystian Jaworz grają razem, tworząc autorską muzykę jako Surreal Players, od 2012 roku. Dużo razem koncertowali, by się „dotrzeć”, umiejętnie dzielić między sobą role i zdobyć doświadczenie we wspólnej improwizacji. W 2014 roku wraz z Tadeuszem Mieczkowskim nagrali EP-kę, a dopiero w 2018 zdecydowali o nagraniu debiutanckiego albumu. Plany pokrzyżowały im niespodziewane sytuacje życiowe, które sprawiły, że musieli skupić się na rodzinie i własnym zdrowiu. Trudności nie ostudziły ich zapału i marzeń, które sfinalizowali wydanym 10 października krążkiem Ideogram.

Ich muzyka to wypadkowa różnych doświadczeń i fascynacji. Magda nagrała dwie płyty wydane w wytwórni Tzadik: debiutancki album Quachatta zespołu Samech oraz album The Golden Land grupy Bester Quartet. Z tymi ostatnimi występowała też w projekcie Księga Aniołów według Johna Zorna. Z kolei dla Universal Music nagrała W poszukiwaniu dróg. Nowe i stare kolędy Zbigniewa Preisnera, a dla Caldera Records jego muzykę filmową, między innymi Valley Of Shadows. Krystian mówi o sobie „emerytowany rockandrollowiec”. Przez kilka lat grał w zespole Pudelsi, z którym nadal ma od czasu do czasu kontakt. Obecnie sporo koncertuje z grupami Max Klezmer Band i Agata Kulis Music. Ma też trio jazzowe Groove Set, które gra jego autorską muzykę.

Mery Zimny: Klasyczna wiolonczelistka i jazzowy pianista... Jak doszło do tej współpracy i znalezienia wspólnego języka?

Krystian Jaworz: Jestem klasycznie wykształconym trębaczem, ale na fortepianie zawsze grałem dla siebie. Kilkanaście lat temu, ze względu na kontuzję, przestałem grać całkowicie na trąbce i wtedy podjąłem i ukończyłem studia na fortepianie jazzowym w Krakowie. Nie czuję się jednak takim ortodoksyjnym jazzowym pianistą. Po prostu bardzo lubię grać i improwizować.

Magda Pluta: Ja od wczesnego dzieciństwa słuchałam jazzu dzięki wielkiej pasji mojego ojca i mimo klasycznych studiów język ten był mi „znany ze słyszenia” jeszcze przed rozpoczęciem nauki w szkole muzycznej. Natomiast po jej zakończeniu rzeczą coraz bardziej oczywistą i jedynie kwestią czasu było stworzenie czegoś swojego, funkcjonującego pomiędzy klasyką i jazzem. Gdy przypadkiem rozpoczęliśmy współpracę z Krystianem, okazało się, że każde z nas znalazło się w punkcie rozwoju, w którym było to możliwe.

Komunikatywność muzyki to dla was jej ważna cecha?

MP: Tak. Chociaż to jest oczywiście bardzo względne i to, co dla nas i dla części naszych słuchaczy jest jasne w odbiorze, dla innych już nie jest takie oczywiste. Natomiast ja jestem z natury minimalistką i raczej nie komplikuję nic na siłę. Ważne są emocje, jeśli słuchacz je silnie odczuwa i jeszcze nam o tym mówi po koncercie – misja spełniona.

Jak powstają wasze kompozycje? Pytam, ponieważ wasza muzyka jest bardzo ilustracyjna, zastanawiam się więc, czy macie wcześniej w głowie jakiś obraz, coś, o czym chcecie opowiedzieć?

KJ: Właściwie zaczęło się od wspólnej kompozycji „na zlecenie”. Pewnego dnia mieliśmy podczas audycji zaprezentować zaaranżowaną przez nas kolędę. Kolęda z tego nie wyszła, wyszedł za to Drive 28 Winter. Praca nad utworem przebiegała drogą mailową – podsyłaliśmy sobie kolejne pomysły na fragmenty, aby połączyć je w gotowy utwór kilka dni przed wykonaniem. Poza tym komponujemy osobno, przynosząc na próbę jakieś szkice z wizją, jak to może zabrzmieć, lub gotową zaaranżowaną całość. Utwory w jakiejś części są tematyczne i ilustracyjne. Ja komponuję bardziej umysłem, trochę matematycznie – to, co trzeba zapisać, jeśli chodzi o improwizację, która jest właściwie kompozycją w czasie rzeczywistym, czuję się w niej swobodnie i gram bardziej emocjonalnie. Pisząc konkretne utwory, uciekam się do myślenia matematycznego, by łatwiej zapamiętać muzykę, ponieważ to, co sobie wymyślam, bardzo szybko zapominam.

MP: Ja najpierw słyszę nowe motywy w głowie, chodzę z nimi jakiś czas, po czym następuje zapis – ołówkiem na papierze nutowym. Ten archaiczny sposób zapisu został mi chyba po rodzicach architektach, którzy kreślili projekty. Konsultujemy potem z Krystianem kwestie faktury i wykonalności naszych partii, nierzadko się kłócąc. Kiedyś dyskutowaliśmy o lewej ręce fortepianu w Highlanderze, była artystyczna kłótnia, podczas której zapisałam Krystianowi przykładową linię basu „na kolanie” ... i taka już pozostała. Podczas prób również wpadają nam do głowy nowe pomysły, które grając, sprawdzamy, ale nigdy na próbie niczego w całości nie skomponowaliśmy.

surrealplayers_cover.jpg

Ideogram łączy wiele różnych gatunków. Taki cel przyświecał wam od początku czy to naturalna konsekwencja waszych doświadczeń?

MP: Ideogram to obraz wizji. Nic tu nie było świadomym założeniem. Nie umówiliśmy się, że „ja w części A gram klasycznie, dalej będę udawać kontrabas, a ty improwizujesz, bo to jest zmiana gatunku i się świetnie sprawdzi”. Jest z naszymi utworami chyba trochę jak z postaciami w powieści – pisarz wymyśla postać, a ona po jakimś czasie zaczyna żyć swoim życiem i robi, co jej się podoba. To jest zaskakujące, ale też fascynujące… Nigdy chyba tak naprawdę nie wiemy, którędy i dokąd zaprowadzi nas muzyka.

Łączy was tylko muzyka czy dzielicie też inne pasje?

KJ: Rytualne picie kawy i pasja do sportów zimowych. Ja jestem człowiekiem z przesadną chyba ilością pozamuzycznych pasji. Kiedy miałem sprawną nogę, były to sporty zimowe: narciarstwo pozaszlakowe – skitouring i bardzo archaiczne – telemark. Turystyka, turystyka rowerowa, motocyklowa, lotnictwo i żeglarstwo, czyli takie poszukiwanie bardzo dużych przestrzeni. Poza tym fotografia i restaurowanie starych samochodów. Na pierwszym miejscu jest jednak muzyka. MP: U mnie tych obszarów jest mniej, ale też nietypowo, bo lubię sporty walki, przez półtora roku trenowałam nawet boks.

Słyszałam, że okładka Ideogramu wiąże się z historią pewnego rysunku…

MP. Tak. Porządkując latem rzeczy rodziców, natknęłam się na teczkę z pracami ojca ze studiów architektonicznych. Ojciec był zdolnym rysownikiem. Pokazałam jeden ze szkiców Krystianowi i uznaliśmy, że będzie to ciekawa okładka płyty. Po opublikowaniu jej w internecie, w dniu premiery, brat ojca przebywający za granicą od wielu lat napisał do mnie, nie wiedząc, kto jest autorem szkicu, że śniła mu się dzień wcześniej ta okładka i że w tym śnie obiekt z niej umiejscowiony był w ich rodzinnym miasteczku. Okazało się, że sen wujka wskazał miejsce, w którym ojciec wykonał swój rysunek. To perspektywa ich pierwszego domu rodzinnego.

Na płycie znalazł się wasz najstarszy, pierwszy utwór Drive 28 Winter. Darzycie go szczególnym sentymentem, chcieliście domknąć siedem lat waszej działalności?

MP: To właśnie jest utwór, który zachował się jak wyżej wspomniany bohater powieści – wymknął się twórcom spod kontroli i zaczął robić, co mu się podoba. Zabawne, że w zamierzeniu naprawdę miał być aranżacją znanej kolędy. Jest dla nas ważny, bo od niego wszystko się zaczęło.

Autor: Mery Zimny

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO