dlugiJP 7/2021
Płyty Recenzja

Black Art Jazz Collective – Ascension

Obrazek tytułowy

High Note, 2020

Black Art Jazz Collective to sekstet, który zadebiutował w 2013 roku (założony w 2012). Pierwotnie firmowany był przez saksofonistę Wayne’a Escoffery’ego, trębacza Jeremy’ego Pelta i perkusistę Johnathana Blake’a. Na ich trzeciej płycie Ascension perkusistą jest Mark Whitfield Jr, na puzonie gra James Burton III (był też w pierwotnym składzie sekstetu), pianista Victor Gould i basista Rashaan Carter. Ich credo jest propagowanie twórczości muzyków afroamerykańskich. Grają więc z założenia ich kompozycje, w tym również własne i wschodzących muzyków z tego kręgu kulturowego. W Polsce koncertowali już kilkukrotnie i wiem, że zdecydowanie warto ich posłuchać na żywo. Zwłaszcza, że w klubowych warunkach brzmią znacznie bardziej drapieżnie niż na płytach.

Ascension to pełnokrwiście jazzowa płyta o postbopowym charakterze. Bogate brzmieniowo, rozbudowane harmonicznie kompozycje są kwintesencją możliwości jazzowego sekstetu. Część z tych kompozycji jest autorstwa Victora Goulda, część Jamesa Burtona, a te, które nie wyszły spod ręki członków zespołu, są dziełem innych afroamerykańskich muzyków, którym BAJC oddaje w ten sposób hołd. Zrównoważony i stonowany pierwszy utwór Ascension, skomponowany przez Victora Goulda, znajduje swoją kontynuację w drugim – Mr. Willis, autorstwa Jamesa Burtona. To bardzo ładne, klasyczne otwarcie albumu.

Trochę bardziej energiczna i emocjonalna jest trzecia kompozycja Involuntary Servitude, po której wybrzmiewa chyba trochę symboliczny utwór Twin Towers. Czyżby to nawiązanie do nowojorskich wież i pamiętnej daty 11 września 2001 roku? Wskazywać na to może ciąg dalszy No Words Needed jako element trochę żałobny, a na pewno wyciszający. Po nim następuje odnowienie i mobilizacja (amerykańskiego społeczeństwa?). Życie i wcześniejsza energia wracają. Powrót do pełnego, energicznego brzmienia, do współpracy zespołu i do budowania czegoś nowego. Nawet jeżeli to nowe oparte jest na tradycji – choćby jak kończąca płytę kompozycja Birdie’s Bounce, autorstwa Jeremy’ego Pelta, odwołująca się do dziedzictwa Charliego Parkera.

Od strony muzycznej na płycie królują dialogi trąbki, saksofonu i puzonu zgrabnie wspierane przez sekcję rytmiczną. Każdy z muzyków pokazuje swoją muzyczną wrażliwość, zdolności improwizacyjne oraz znakomite zgranie z całym zespołem. Płyta warta polecenia, zwłaszcza miłośnikom mainstreamowego, nowoczesnego i bardzo amerykańskiego grania. A przy okazji warto zapamiętać, żeby pójść na koncert sekstetu, kiedy tylko nadarzy się taka okazja.

Autor Yatzek Piotrowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO