Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity

Obrazek tytułowy

Astigmatic Records, 2019

Przyznaję się – na hasło „fusion” reaguję... hmm… raczej ozięble. OK, elektrycznych składów Milesa słuchałem z otwartą paszczą, wielu później poszło tą drogą, ale już niewielu wywołało u mnie taką reakcję. Zatem kiedy usłyszałem, że Brytyjczyk Axel Kaner-Lidstrom powołał do życia twór pod nazwą Levitation Orchestra i zahacza on o wspomnianą w pierwszym zdaniu estetykę, podszedłem do tego z lekkim zainteresowaniem, ale też wahaniem.

Zainteresowanie budzi postać lidera, ten młody trębacz stoi za bardzo ciekawymi projektami, takimi jak Cykada czy Maisha – jest to zdecydowanie wyróżniająca się postać nowej brytyjskiej sceny jazzowej. Zebrał zatem Lindstrom 13-osobowy big-band, uzbrojony w bogate instrumentarium. Obok sekcji rytmicznej, która wykazuje rockowe ciągoty, mamy też dwa saksofony, flet, instrumenty klawiszowe, skrzypce, wiolonczelę, harfę (Polka Marysia Osuchowska), gitarę, dwie wokalistki… uff.

Dzieje się w tych kompozycjach (cztery długie plus dwa krótkie przerywniki) naprawdę dużo, co groziło chaosem, niekoniecznie twórczym. Natomiast kluczowym określeniem tej muzyki wydaje się słowo „kolektyw”. Lindstrom jako lider nie jest autorytarny, zespół pracuje nad utworami wspólnie, można powiedzieć, że każdy z muzyków „dostaje po równo”. Jest tu lot w stylu fusion z lat siedemdziesiątych, tak duży skład musi przywodzić skojarzenia z Sun Ra. Mamy orientalne wycieczki w Mystical Yang, chcecie spiritual jazz, znajdziecie go w Clairevoyance, utworze zbudowanym na partii Osuchowskiej.

Polskich tropów jest tu zresztą więcej – muzycy mówią wprost o inspiracji nagraniami Michała Urbaniaka, wokalizy kojarzą się z Novi Singers lub Urszulą Dudziak, no i wreszcie – płytę wydała polska oficyna Astigmatic Records. Jeśli ktoś ma obawy, że poprzez te liczne odniesienia do przeszłości zafundowano nam odgrzewany kotlet, to uspokajam – nawet jeśli przepis na danie jest stary, to zajął się nim nowy kucharz.

Ciekaw jestem, czy ta płyta będzie jednorazowym projektem, czy doczekamy się w przyszłości kolejnej pod szyldem Levitation Orchestra. Patrząc na aktywność Lidstroma w innych składach, może być z tym różnie. A byłaby wielka szkoda, bo udało się na tym albumie przefiltrować trochę już skostniałą formułę przez współczesną wrażliwość nowego pokolenia muzyków. Mam bardzo dużą satysfakcję z obcowania z tymi dźwiękami, z odkrywania nowych tropów. Stosując skalę ocen szkolnych, wszystko jest tutaj na piątkę. No, może poza okładką… ?

Autor - Grzegorz Smędek

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO