Fortune_czerwiec2022
Płyty Recenzja

Majamisty TriO – Wind Rose

Obrazek tytułowy

Majamisty TriO, 2022

Obserwuję, że w jazzowych triach fortepian-kontrabas-perkusja zmierzamy do coraz większego gender balance. I dobrze, że kobiety-liderki biorą jazz w swoje ręce. Maja Alvanovic, serbska pianistka, tak właśnie czyni i proponuje już szósty album. Na Róży wiatrów nie znajdziemy bynajmniej nawiązań do żeglarskich pieśni, ale niechybnie za sprawą płyty-kompasu jesteśmy zabierani w podróż po dźwiękach – i to co najmniej ciekawych.

Krążek zaczyna się od nostalgicznego, długiego The City of Jewels. Jakże intrygująco, w organiczny, nieprzetworzony sposób brzmi sekcja rytmiczna – basista Ervin Malina i perkusista Lav Kovač. Naprawdę, na poziomie realizacji jest to zrobione wybornie – słuchacz ma poczucie, jakby siedział pomiędzy muzykami i w kameralnych warunkach słuchał tych wszystkich drewnianych mikro-dźwięków, szurnięć i tym podobnych... Passarola nadal skrzy się wyrazistą rytmicznością, ale i porusza wręcz popową estetyką tematu.

W kolejnym utworze Echoes (nie jest to cover Pink Floyd) trio jest już wzbogacone o wokal Anety George i klarnet Ulricha Drechslera i razem z następnym Green Room nieco traci uwagę słuchacza. Odzyskuje ją dopiero za sprawą gustownej, choć miejscami pompatycznej, aranżacji With or Without You (to jest cover U2). Po wyciszonym My Father’s New Guitar i filmowo-etnicznym Long Embrace (oba utwory zagrane w poszerzonym o gości składzie) na finał otrzymujemy kompozycję tytułową – podtrzymującą minorowy klimat poprzednich tematów, jednak z cieplejszymi akcentami wokalizy i nieśmiałymi wtrąceniami klarnetu. Końcówka utworu to zaś znowu napędzany perkusją i głośniejszym śpiewem emocjonalny klimaks.

Wind Rose to naprawdę dynamiczna, choć raczej niespokojna podróż. Dominuje tu pewien uroczy smętek, miejscami wkrada się patos, jednak – nawiązując do poprzednich konstatacji – brzmi to nieszablonowo i wciągająco. Reprezentujący zespół specjaliści od PR-u kreślą górnolotnie porównania do e.s.t. czy Billa Evansa, jednak ja doceniam najbardziej właśnie brak na tym albumie aż tak czytelnych klisz, ciekawy koncept i realizację dźwięku. Wypada więc chyba nadrobić zaległości w odniesieniu do muzycznych podróży Mai Alvanovic…

Wojciech Sobczak-Wojeński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO