Papierowy JazzPRESS
! Wywiad

Sasha Strunin i Gary Guthman: Wyśpiewany Białoszewski

Obrazek tytułowy

Sasha Strunin swoje dojrzałe, zupełnie nowe oblicze zaprezentowała jeszcze w 2016 roku na albumie Woman In Black. Zaskoczyła nim wszystkich tych, którzy zapamiętali ją jako popową nastoletnią gwiazdę. Te czasy minęły już bezpowrotnie, a poszukiwania i praca Strunin sprawiły, że mamy do czynienia z wokalistką, która nie tylko dysponuje wspaniałym głosem i warsztatem, ale jest też świadomą siebie artystką. Wspomniane Woman In Black było efektem współpracy Sashy Strunin i trębacza oraz kompozytora Gary’ego Guthmana, która była tak owocna, że artyści raz jeszcze połączyli siły. Owocem ich pracy jest album Autoportrety wydany przez sopockie wydawnictwo Soliton. Pomysł narodził się w głowie wokalistki, którą kierowała miłość do poezji Mirona Białoszewskiego. Wspólnie z Guthmanem wybrali wiersze, do których on napisał muzykę. Obydwojgu artystów w jej wykonaniu towarzyszy zespół złożony z Filipa Wojciechowskiego, Pawła Pańty i Cezarego Konrada. Album zmaterializował się również dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Muzyczny ślad, który jest realizowany przez Instytut Muzyki i Tańca.

Mery Zimny: Pracując nad płytą Autoportrety po raz kolejny zaufałaś Gary’emu Guthmanowi, który napisał muzykę. Wcześniej współpracowaliście przy okazji płyty Woman In Black. Jak się poznaliście i skąd decyzja o wspólnej pracy?

autoportrety.jpg

Sasha Strunin: Historia naszego spotkania jest całkiem naturalna – najpierw się zaprzyjaźniliśmy. Gdy Gary dowiedział się o moim wokalnym potencjale, zaproponował mi wspólny muzyczny projekt odpowiedni dla mojego głosu i umiejętności. To był idealny moment w moim życiu. Zostawiłam za sobą dotychczasową „nastoletnią” karierę, kończyłam artystyczne studia na wydziale fotografii i byłam gotowa, po kilku latach odpoczynku od sceny, na nową muzyczną przygodę.

Gary Guthman: Poznaliśmy się, kiedy pracowałem nad dużym projektem w studiu znakomitego producenta muzycznego Piotra Szumskiego – życiowego partnera Sashy. Edycja materiału zajmowała sporo czasu, dlatego często bywałem w studiu, gdzie także pracowała Sasha. Zaprzyjaźniłem się z obojgiem tych czarujących młodych ludzi nie wiedząc, że Sasha jest właścicielką przepięknego głosu, i że ma za sobą nastoletnią, acz poważną karierę w polskim show-biznesie.

Sasha szukała w tamtym okresie nowych inspiracji muzycznych i ostatecznie zrobiliśmy razem pierwszy album Woman In Black, który zawierał też moje teksty. Była to muzyka w stylu dawnych filmów kryminalnych uwielbianych przez ukochaną babcię Sashy – Nelę, która była słynną aktorką teatralną w Petersburgu. Album Autoportrety jest naturalną kontynuacją naszej współpracy.

Jak wyglądała praca nad Autoportretami? Chodzi mi zwłaszcza o proces tworzenia muzyki, łączenia jej z tekstami, interpretację wierszy.

Sasha Strunin: Projekt ten siedział mi w głowie od dawna. Jestem wdzięczna, że Gary potrafił go muzycznie zmaterializować. Na początku wykonaliśmy sporą pracę konceptualną – od długich filozoficznych rozmów w języku angielskim na temat znaczeń słów poezji Mirona, aż do powstawania linii melodycznych. Ten projekt wymagał naszego wielkiego wspólnego intelektualnego zaangażowania od samego początku.

04. foto- Alexandra Strunin.jpg fot. Aleksandra Strunin

Gary Guthman: Kiedy Sasha przedstawiła mi wiersze swojego ulubionego poety, zaciekawiony jej pomysłem, zapoznałem się ze wszystkimi anglojęzycznymi informacjami o Białoszewskim oraz przeczytałem jego Pamiętnik z powstania warszawskiego. Jego nowatorski sposób pisania zainteresował mnie do tego stopnia, że poprosiłem Sashę o zinterpretowanie kilku wybranych wierszy. W końcu wybraliśmy kilkanaście najbardziej rytmicznych utworów, aby uzyskać bazę pod tworzenie struktur harmonicznych i rozpoczęliśmy proces umiejscawiania struktur melodycznych, a także oddawania charakteru tych wierszy poprzez ich zrytmizowanie. Najważniejsza dla nas była interpretacja, czyli nasze indywidualne odczucia podparte dostępną wiedzą na temat różnych okresów życia poety. Wiedzę o nim uzupełniliśmy dodatkowymi lekturami między innymi Człowiek Miron Tadeusza Sobolewskiego czy Język poetycki Mirona Białoszewskiego Stanisława Barańczaka.

Przy każdym z wierszy omawialiśmy rodzaj atmosfery, którą powinna podkreślić muzyka – co prowadziło do dalszych dyskusji na temat tempa, rodzaju beatu i struktury harmonicznej. Opracowywałem szablon rytmiczno-harmoniczny tworząc groove utworu i wykorzystując moje wieloletnie doświadczenie jako kompozytor wielu tak zwanych małych form muzycznych. I wtedy wkraczała Sasha, która sprawdzała linie melodyczne pod katem tego, czy prawidłowo akcentują linię melodyki wiersza, nie psują jego konstrukcji i pomagają wydobyć to, co w poezji najważniejsze – sens słów. Proces ten był dla mnie piękną lekcją języka polskiego.

Sasha, dlaczego zdecydowałaś się wziąć na warsztat poezję Mirona Białoszewskiego? Jakie ma dla ciebie znaczenie?

Sasha Strunin: Często inspirowałam się poezją Białoszewskiego podczas studiów na ASP w Poznaniu (obecnie Uniwersytet Artystyczny). Dogłębnie poruszona jego wierszami tworzyłam wiele prac wizualnych. Jest to taki rodzaj zderzenia ze sztuką, który zostaje w człowieku do końca życia.

Gary Guthman: Dla mnie z kolei była to nowa i ekscytująca przygoda – poznanie poezji jednego z najwybitniejszych poetów polskich XX wieku.

Poezja Białoszewskiego jest wyzwaniem, autor mocno skupiał się na języku, grał nim, rozbijał jego schematy, łamał konwencje, szukając najlepszego sposobu opisu rzeczywistości. Nie jest to sztuka łatwa w odbiorze. Ty te wiersze śpiewasz. Wydaje się to być trudną sztuką.

Sasha Strunin: Piękno poezji polega na jej nieskończonej możliwości interpretacyjnej. Ja próbowałam odnaleźć swoją wersję. Mierząc się z „Mironowym” postrzeganiem świata, musiałam przefiltrować jego słowa przez siebie i swoja optykę. Ocenę moich wyborów interpretacyjnych pozostawiam słuchaczom.

Co był dla was najtrudniejsze w pracy nad tą płytą?

Sasha Strunin: Jeśli mam być szczera, cała praca nad płytą była niewymuszona. Od momentu, kiedy już postanowiliśmy się zabrać za samą stronę muzyczną, wszystko przebiegało w sposób naturalny. Nie mieliśmy narzuconych żadnych ram. Oczywiście konsultowaliśmy nasze muzyczne pomysły ze spadkobiercami Mirona – Henkiem Proeme (profesorem slawistyki Uniwersytetu w Lejdzie) i Weroniką Kubacką. Konsultacje te wynikały z naszego szacunku dla spuścizny Białoszewskiego i spotykały się z bardzo życzliwym przyjęciem.

Jeszcze 10 lat temu byłaś znana w mainstreamowym, popowym świecie. Od tamtego momentu przeszłaś bardzo długą drogę i dużą przemianę. Teraz jesteś wokalistką jazzową. Właściwie jak do tego doszło?

Sasha Strunin: Muzyką zajmuję się od najmłodszych lat, ponieważ wychowałam się w artystycznej rodzinie śpiewaków operowych. Moja mama, Vita Nikołajenko, była ulubioną Ubicą maestro Krzysztofa Pendereckiego (opera Ubu Król), a ojciec, Igor Strunin, dysponuje wspaniałym barytonem. W naszym domu to właśnie śpiew był głównym elementem życia codziennego. Nie wyobrażałam sobie innego środka wyrazu. To był naturalny proces wyboru. A jazz? … Po wielu latach wykonywania zawodu wokalistki popowej i skupiania się tylko na aspektach wykonawczych teraz wreszcie mam możliwość kreatywnego rozwoju i decydowania o artystycznym, specjalnie dla mnie i ze mną tworzonym repertuarze. Poza tym, muzyka jazzowa była w moim życiu od zawsze dzięki ukochanej babci Neli, która uwielbiała słuchać amerykańskiego jazzu. Jej dom rozbrzmiewał nagraniami Billie Holiday, Elli Fitzgerald, Sarah Vaughan, z których kunsztem się zapoznawałam.

Gary Guthman: Fascynujące dla mnie było obserwowanie młodej artystki idącej wbrew łatwym wyborom z jej poprzedniego wcielenia, w kierunku niszowych projektów artystycznych. Sasha inspiruje mnie swoim talentem i konsekwentnym pragnieniem odkrywania i poszerzania swoich umiejętności odważnie mówiąc „nie” swojej dawnej artystycznej drodze.

Sasha, jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość i jak widzisz w niej siebie, jako wokalistkę?

Sasha Strunin: Nie skupiam się na odgadywaniu przyszłości, skupiam się na tym co dzieje się aktualnie – według zasady Carpe diem – i cieszę się każdym muzycznym wydarzeniem w moim życiu. Życzyłabym sobie więcej takich projektów jak Autoportrety i odwagi w ich realizowaniu.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO