Papierowy JazzPRESS
Felieton Słowo

El-P – High Water

Obrazek tytułowy

Thirsty Ear, 2004

El-P znany jest obecnie najbardziej jako połowa duetu Run the Jewels (albo jedna trzecia tej grupy, jeśli doliczymy DJ-a Trackstara) – jednego z najpopularniejszych aktualnie rapowych zespołów, którego kawałki kojarzą nie tylko ludzie związani z hip-hopem. Każdy człowiek związany z tą kulturą wie doskonale (albo przynajmniej powinien wiedzieć!), jak wspaniałą drogę El-P przebył, zanim doszło do stałej współpracy z Killerem Mikiem jako Run the Jewels. Był m.in. częścią Company Flow – jednego z najważniejszych podziemnych składów lat dziewięćdziesiątych (koniecznie do sprawdzenia: album Funcrusher Plus), założył wytwórnię Def Jux – dom dla wielu utalentowanych twórców, brał udział w tworzeniu ścieżek dźwiękowych do wielu hollywoodzkich blockbusterów i podziemnych filmów o graffiti oraz wydał kilka fantastycznych albumów. Na jednym z tych mniej znanych etapów jego twórczości powstał album High Water – jazzowy projekt, nagrany w ramach Blue Series wytwórni Thirsty Ear. Płyta zdecydowanie odbiegająca od jego standardowego, surowego i hałaśliwego brzmienia, które znamy z płyt solowych, Run the Jewels czy Cannibal Ox.

Blue Series to cykl wydawnictw pod kuratelą pianisty Matthew Shippa, w którym albumy jazzowe tworzą muzycy zazwyczaj z tym gatunkiem niekojarzeni. El-P, czyli hip-hopowo-elektronicznemu producentowi towarzyszą na High Water pianista Matthew Shipp, basista William Parker, perkusista Guillermo E. Brown oraz sekcja dęta: Daniel Carter, Steve Swell i Roy Campbell. Wkład El-P w brzmienie albumu często nie jest słyszalny natychmiast – pozostawia on naprawdę wiele miejsca dla improwizujących muzyków. Więcej, niż byśmy się spodziewali po płycie podpisanej jego pseudonimem. Najczęściej wychodzi to na dobre – dajmy zawodowcom robić swoje.

Zdarzają się momenty dziwne i mogące nie pasować każdemu (momentami Shipp w Sunrise Over Brooklyn), ale ogólnie słucha się tego bardzo przyjemnie. Wpływ El-P wydaje się być większy w utworach Get Your Hand off My Shoulder, Pig, When The Moon Was Blue i Intrigue In The House of India – i w mojej opinii są to najmocniejsze momenty High Water. Najczęściej jednak El-Producto stawia po prostu szkielet, fundamenty utworu, jego koncepcję i nastrój, po czym pozostawia miejsca do „pokolorowania” reszcie zespołu.

Ciekawym zabiegiem jest wysamplowanie i użycie wokalu Harry’ego Keysa (ojca El-P) w The Moon Was Blue – połączenia takich zakurzonych głosów z quasi-hip-hopowym brzmieniem od czasu do czasu zdarzają się szczególnie na DJ-skich bootlegach. Osobiście uważam to za miłe urozmaicenie i plus albumu. Mój osobisty problem z High Water jest taki, że – o ile to bardzo przyjemny, solidnie zagrany i wyprodukowany album – o tyle nie mogę kompletnie się w niego „wczuć” i określić, jakie emocje niesie ze sobą. Zdecydowanie nie jest to „elevator music”, ale trochę przepływa w tle, nie zapadając w pamięć. Jest to oczywiście bardzo subiektywne wrażenie i każdy powinien spróbować ten album „odczuć” na własnej skórze. Tym niemniej odsłuch High Water jest odrobinę bardziej bezkrwisty niż większości opisywanych przeze mnie w ramach Down the Backstreets albumów.

High Water to unikatowy album w katalogu El-P – nigdy potem nie wszedł on tak głęboko w jazz i żywe instrumentacje. Czy podołał zadaniu? Zdania są podzielone. Tym bardziej warto sprawdzić, jak jeden z najbardziej konsekwentnych i najważniejszych producentów hip-hopowych ostatnich dwóch dekad poradził sobie na obcych wodach. Ja uważam, że dał radę, chociaż pozostawił miejsce na rozwój, jeśli kiedykolwiek będzie chciał do jazzu wrócić.

Autor - Adam Tkaczyk

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO