Papierowy JazzPRESS
Muzycy

Jaco Pastorius – Who Loves Ya, Baby?

„Jaco Pastorius, właściwie John Francis Anthony Pastorius III, amerykański muzyk, kompozytor, piosenkarz,
solista oraz multiinstrumentalista, wirtuoz gitary basowej. Znany z występów w grupach muzycznych
Weather Report, Blood, Sweat and Tears, The Temptations i The Supremes. Określany jako Jimi Hendrix
gitary basowej, bowiem – podobnie jak Hendrix gitarę elektryczną, a John Coltrane saksofon – Pastorius
zrewolucjonizował grę i brzmienie gitary basowej.
Miles Davis uhonorował Jaco Pastoriusa utworem pt. "Mr. Pastorius" wydanym na albumie pt. Amandla.”

wikipedia.pl

Czy ta notka wyjaśnia na czym polega mit Jaco i jego wkład w rozwój muzyki? Jaco był fenomenem muzycznym i
geniuszem, a jego życie pełne wzlotów na wyżyny popularności godnej gwiazd pop i upadków prowadzących
prosto do mieszkania na nowojorskich ulicach odzwierciedlało chorobę jaka ostatecznie była przyczyną tragicznego
wypadku w wyniku którego Jaco zmarł – cyklofrenia dwubiegunowa, powodująca następujące po sobie stany
skrajnej depresji i euforii.

Miles stworzył fusion. Ale to właśnie Jaco Pastorius ze swoim jazzowym feelingiem, interpretacją standardów,
wirtuozerią w grze z jednej strony, a z drugiej rockową energią, a z trzeciej sceniczną charyzmą, skokami ze
wzmacniaczy i rzucaniem basu w powietrze stał się postacią uosabiającą ten nurt w jazzie. To właśnie dzięki
niemu fani rocka otworzyli się na nową muzykę. Jak powiedział Peter Erskine, „pod koniec lat 70. był niczym
Michael Jackson jazzu, czy coś w tym stylu”.

Pastorius stworzył rodzaj punk-jazzu, nawet nazwał tak jedną ze swoich kompozycji. W wywiadzie dla pisma
Musician w 1980 roku powiedział: „Jestem punkiem z Florydy, ulicznym dzieciakiem. Stamtąd skąd pochodzę
punk to po prostu bystry facet. Taki właśnie jestem. (...) Punk nie jest negatywnym określeniem. To ktoś kogo szanujesz, bo ma dość oleju w głowie, żeby samemu o siebie zadbać. Nie ma to nic wspólnego z ruchem społecznym w Wielkiej Brytanii (...). Nazywam swoją muzykę Punk-Jazz od 10 lat, na długo zanim w Wielkiej Brytanii coś zaczęło się dziać.” Jego pewność siebie (rozmowy z nowo poznanymi muzykami, m.in. z będącym już wielką gwiazdą Joem Zawinulem zaczynał od słów: „nazywam się Jaco Pastorius i jestem największym basistą na świecie”) w jego przypadku miała poparcie w rzeczywistości. Niezwykle energetyczny, funkowy sposób gry, a także wirtuozeria i nowatorskie podejście do instrumentu sprawiały, że nawet wspomniany Zawinul, który poczuł się taką pyszałkowatością dotknięty, po przesłuchaniu kasety młodzika z Florydy, zaprosił go w końcu do współpracy na miejsce odchodzącego z Weather Report Alphonso Johnsona.

Jaco 15 września 1975 r. podpisał swój pierwszy kontrakt z wytwórnią EPIC. Płyta zatytułowana po prostu Jaco Pastorius stała się inspiracją dla wielu pokoleń basistów. Marcus Miller wspominał, że słuchał jej na analogu „aż do białości”. To na tej płycie Pastorius objawił światu swój talent kompozytorski: „Continuum”, „Portret of Tracy”, „(Used To Be A) Cha Cha”, „Kuru/Speak Like A Child”, swój geniusz improwizacyjny oraz nieprawdopodobną technikę („Donna Lee”).

W tym samym czasie Jaco wziął udział w sesji nagraniowej na pierwszej solowej płycie innego giganta jazzu, Pata Metheny'ego. Ciekawostką jest fakt, że w pierwszej wersji miał na niej grać na kontrabasie opromieniony współpracą z Davisem Dave Holland.

Pierwsza płyta WR z udziałem Jaco to Black Market. Zawinul pozwolił Pastoriusowi umieścić na niej własną kompozycję „Barbary Coast”, jeden z bardziej charakterystycznych dla stylu gry Jaco utworów. W prima aprilis 1976 r. Jaco stał się oficjalnym członkiem będącego już gwiazdą Weather Report, ale to właśnie wniesiony przez niego ładunek funky i rythym&blues'a pchnął zespół na szczyty.

Nie bez znaczenia było również show jakie Pastorius robił w czasie koncertów, nadając im nowy, bardziej medialny wyraz, ściągając tym na koncerty tłumy białych fanów rocka. Na kolejne płycie Heavy Weather nie tylko zamieścił dwie swoje kompozycje – „Teen Town” (lekcja obowiązkowa dla każdego jazzowego adepta gitary basowej) i „Havona”, ale – co świadczy o jego roli w zespole – był również obok Zawinula współproducentem albumu.

Finansowy i artystyczny sukces oraz popularność jaką Pastorius wówczas odczuł stał się początkiem końca. Przez wiele lat Jaco stronił od alkoholu i narkotyków. Jeszcze w drugiej połowie lat siedemdziesiątych zwykł mawiać: „Dzięki stary, nie potrzebuję tego gówna. Jestem cały na haju. Tak po prostu, z natury.” Niestety razem ze sławą pojawiła się presja i dostępność używek. Pojawili się nowi „przyjaciele”, grzejący się w blasku sławy i częstujący darmowymi działkami.

Efekty połączenia używek i pojawiających się pierwszych symptomów choroby nie kazały długo na siebie czekać. Jaco potrafił grać nieprawdopodobne koncerty. Ale zaczęły się dziać również rzeczy niepokojące. John McLaughlin, który razem z Tonym Williamsem i Jaco jako Trio of Doom, zagrali na historycznym festiwalu Havana Jam w 1979 roku tak wspomina całe wydarzenie: „Zaczęliśmy koncert od mojego ‘Dark of Prince’ (..) ten numer naprawdę dawał duże możliwości do popisu dla wszystkich muzyków, ale Jaco wszystko spieprzył, olał cały numer, podszedł do swojego wzmacniacza, rozkręcił go na full i zaczął grać w innej tonacji coś, co niewiele miało wspólnego z tym utworem (...). Cały koncert był totalną porażką”.

W 1980 Jaco zaczął pracę nad swoim drugim autorskim albumem Word Of Mouth (tak zresztą nazywał się jego big band). Wydawca Warner Bros. był początkowo rozczarowany wynikami pracy nad płytą, której budżet został wielokrotnie przekroczony, a miał być odpowiedzią na solowe płyty innego wirtuoza basu, Stanleya Clarke’a dla Columbii.

Płyta po latach uważana jest za jedną z najważniejszych w dorobku artysty, prezentującą go przede wszystkim nie tylko jako basistę, ale także jako bandleadera, aranżera i kompozytora. To na tej płycie znajdują się tak ważne dla muzyki kompozycje jak „Liberty City” czy „Three Views Of A Secret”. Ponieważ problemy psychiczne Jaco się nasilały, malała przewidywalność jego zachowania na scenie – potrafił w ciągu jednej trasy grać fantastyczne koncerty lub nie zagrać nic ostatecznie w 1982 roku Jaco opuścił WR.

W grudniu 1981 roku na swoje 30-te urodziny w klubie Mr. Pip's w Fort Lauderdale Jaco zaplanował wielki bankiet połączony z jamem. Zapis tego koncertu wydany jako Birthday Concert lub Live from Fort Lauderdale jest kolejną ważną płytą w dorobku Jaco, który otworzył następny etap jego życia. Niestety był to etap równi pochyłej. Na początku wszystko szło jak z płatka. Fani byli zachwyceni nową twarzą Pastoriusa, który wiedział, że „kiedy odchodzisz z takiego zespołu jak Weather Report, naprawdę musisz wyjść do ludzi z czymś wielkim.”

Ale choroba brała go coraz bardzie we władanie: od 1982 roku zachowanie Jaco na scenie i poza nią zaczyna być coraz bardziej wariackie i szalone. Chociaż, jeszcze w 1982 roku otrzymał od Guitar Magazine tytuł basisty roku, to już wówczas krążyły opowieści o jego wybrykach. Niektóre trafiały nawet na pierwsze strony gazet, tak jak wyrzucenie jego słynnego Fenera Jazz Bass do Zatoki Hiroszimskiej w czasie japońskiej trasy, inne krążyły wśród muzyków, o tym jak Jaco grał bez sensu, po czym w połowie koncertu schodził ze sceny.

Rok 1983 minął dla Jaco w oparach alkoholu i w pyle koksu. Pod jego koniec Warner Bros. zerwał kontrakt. Bezpośrednią przyczyną był koncert Word Of Mouth w Hollywood Bowl, gdzie muzyczne ekscesy Jaco spowodowały, że kolejni muzycy zespołu schodzili ze sceny, aż został na niej sam szalejący lider. Od tego czasu Jaco stał się już tylko lokalną osobliwością. Grał bądź nie koncerty, organizował sesje za które nie płacił wiązał się z kolejnym muzykami, nie znającymi go zanadto, a mającymi nadzieję na skorzystanie na współpracy z Mistrzem. Ostatecznie w 1985 roku wylądował na ulicy.

W tym czasie nagrał jeszcze z Jerrym Jemmontem szkołę video Modern Electric Bass. Wymowny komentarzem sytuacji w jakiej wówczas się znajdował stanowi początek rozmowy: Jerry Jemmont.: „Jaco, powiedziano o Tobie już bardzo dużo. Ale najważniejsze jest, że ludzie wiedzą o tym, że jesteś zdolny grać z prawdziwą szczerością każdy rodzaj muzyki. Co więcej, potrafisz wykonywać wszystkie partie dowolnego utworu jednocześnie, w tym samym czasie na jednym instrumencie, na basie. Z tego właśnie powodu mnóstwo ludzi niemal oszalało próbując Cię naśladować. Zwróciłeś na uwagę tych ludzi na możliwości gitary basowej. Jak się czujesz w obliczu tego wszystkiego?”

Jaco: (milczenie z wymownym uśmiechem) „Załatw mi granie.”

Droga w dół doprowadziła do tragicznego końca. Jaco po dziesięciu dniach śpiączki zmarł 21 września 1987 w wyniku pobicia przez ochronę klubu do którego próbował się włamać. Tak naprawdę, podobnie jak u Hendrixa, okres jego najgenialniejszej aktywności trwał zaledwie 5 lat. Tragizm jego losów niewątpliwie przyczynił się do powstania jego legendy.

Miał gigantyczny talent, nieprawdopodobny groove, potężne brzmienie, dziecięcą wrażliwość, muzyczny geniusz, charyzmę i manualną łatwość.
Jego brat Gregory wspominał, że w dzieciństwie po kilku miesiącach brania lekcji gry na gitarze nie umiał zagrać połowy z tego, co grał Jaco biorąc gitarę do ręki po raz pierwszy.

Jaco Pastorius powiedział kiedyś o sobie: „Nie jestem gwiazdą. nigdy nie będę Frankiem Sinatrą, Elvisem czy Rayem Charlesem”, a po chwili zamyślenia „w gruncie rzeczy nie jestem nawet Jaco”... Jerzy Szczerbakow

W opracowaniu wykorzystano cytaty pochodzące z książki Billa Milkowskiego, Jaco: The Extraordinary and Tragic Life of Jaco Pastorius w tłumaczeniu Pawła Marca.

Link do audycji w RadioJAZZ.FM poświęconej Jaco>>>

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO