(Tora Records, 2025)
Przez redukcję do doskonałości. Giuseppe Doronzo, ostatnimi czasy najbardziej fascynujący saksofonista rodem z Włoch, zdaje się dobrze rozumieć tę intuicję. Jego Ava Trio konsekwentnie gubi bowiem kolejne warstwy swej jazzowej powłoki, pod którą skrywa się wywiedzione z pasterskich rytmów sedno śródziemnomorskiej awangardy – wymyślonego przez lidera nurtu z pogranicza muzyki, etnografii i archeologii. Na Lunae, najnowszym dziele tria, rzeczona powłoka występuje już jedynie w postaci cieniutkich skrawków.
Doronzo, basista Esat Ekincioğlu i perkusista Pino Basile znów przystępują do rozmów z duchami przodków. Ich głosy kierują się tym razem ku południowowłoskiej Apulii, rodzinnemu regionowi Doronzo. Dynamikę owych dialogów wyznacza tu, niczym na The Moon Music maestro Gwincińskiego, podążanie za fazami Księżyca. Swobodną formę natomiast zdają się dyktować doświadczenia anarchicznych kreacji przestrzeni w duchu Art Ensemble of Chicago. Lunae – nagrany wewnątrz kilkusetletniego, wapiennego domku w endemicznym dla Apulii stylu trullo – przybiera więc kształt rytuału podzielonego na sześć faz, osadzonego w echach lokalnych pulsacji i wysoce wiarygodnych wyobrażeniach na temat pradawnych lunarnych melodii.
Melodie pojawiają się jednak w tym dźwiękowym strumieniu sporadycznie. Wynurzają się uwodzicielsko z kłębowiska szmerów, synkopowanych stukotów, świergotów i chropawych burdonów. To muzyka wyrażona przede wszystkim barwami, właściwie cieniami rzucanymi pod osłoną nocy, a jednocześnie nie na tyle intelektualna, by lekceważyć aspekt strawy dla ciała. Gęste, wręcz ekstatyczne dialogi grającej atawistycznymi przesunięciami sekcji w Phasis II solidnie umocowują w fizycznej rzeczywistości abstrakcję promieniującą z rustykalnych pojękiwań mizmaru i błądzących w ciemnościach barytonowych rzężeń.
Tak jak Księżyc z bezpiecznej odległości manipuluje przestrzenią cyklem przypływów i odpływów, tak również Ava Trio proponuje tu wielokrotną sztafetę stanów kontemplacji i celebracji. Wzbudzanych zresztą nie tyle zmianami tematów –prawie ich tu nie ma – co organizacją sonicznych tekstur. Pośród wyzwalających pierwotny trans figur rytmicznych to właśnie małe, pozornie marginalne instrumenty tkają tak ważną tutaj sieć detali. Zasłonę mrocznych, przeciągniętych tonów kontrabasu przecinają w Phasis IV fantazyjne, balansujące nieraz na granicy ludowej groteski wtrącenia ezoterycznych dzwonków czy też rozgadane piszczałki, flety, metaliczny „fluksofon”. W swych najciemniejszych chwilach Lunae przypomina spotkanie mrocznych sił wywiedzionych z folkloru dawnych Apulijczyków. Odarty ze śmiertelnej powagi czarnomagiczny rytuał – sabat, można rzec. Tę interpretację podsuwa zresztą geneza Lunae, sięgająca kompozycji Doronzo zatytułowanej właśnie Sabbatical.
Okazuje się więc, że im mniej jazzu, tym bardziej praktyka śródziemnomorskiej awangardy zdolna jest rozwijać się i rozsadzać ramy konwencji. Lunae to odważna wolta względem i tak rewelacyjnego poprzednika – The Great Green – który to czerpał z melodyjnego gwaru i radosnego groove’u tureckich targowisk. Wobec tego trudno przewidzieć następny krok Ava Trio, lecz dotychczasowe doświadczenia z jego szczęśliwie trwającym dziełem napawają nadziejami i ekscytacją. Powinniśmy się im dokładnie przyglądać.
Mateusz Sroczyński