Płyty Recenzja

Bill Orcutt – Music in Continuous Motion

Obrazek tytułowy

(Palilalia, 2026)

Bill Orcutt, mimo że nominalnie nie jest postacią ze świata jazzu, jest bez wątpienia interesującym gitarzystą-improwizatorem. Brak tu miejsca na szczegółowe przedstawianie życiorysu i scenicznych kolaboracji tego niszowego i awangardowego artysty, dość wspomnieć, że jest obecny na scenie od początku lat 90. To, co słyszymy na jego najnowszym albumie Music in Continuous Motion, może przywoływać różne skojarzenia. Moim pierwszym i najsilniejszym jest minimalizm – nawet tytuł albumu od razu skojarzył mi się z tytułem klasycznej kompozycji Philipa GlassaMusic in Contrary Motion. Akurat do tej kompozycji muzycznie Orcutt nie nawiązuje, a to, czy chciał „puścić oczko” do Glassa, czy podobieństwo tytułów jest niezamierzone, w zasadzie nie jest istotne. Zajmijmy się zatem sednem sprawy, czyli muzyką.

Album jest rozwinięciem muzycznych pomysłów Billa Orcutta zawartych na wydawnictwie Music for Four Guitars z 2022 roku. Na najnowszym albumie gitarzysta gra solo, nakładając w studiu ścieżki czterech gitar. Można powiedzieć, że pomysł na konstrukcję wszystkich utworów jest podobny – każdy zaczyna się od powtarzającego się motywu gitarowego, do którego dołączają w sposób repetycyjny partie kolejnych gitar, splatając się z nim i tworząc z nim linię melodyczną. Akordy poszczególnych gitar rezonują ze sobą, faktura utworu komplikuje się, zmienia, pulsuje i utwór nagle się urywa.

Orcutt prezentuje cały kalejdoskop brzmień i pomysłów w przeplatających się partiach gitarowych – od dwudźwięków przez różnorodnie brzmiące motywy po noisowe riffy. Mimo że są to miniatury muzyczne trwające do dwóch i pół minuty, momentami znajdujemy się w continuum czasu, który jakby zatrzymuje się. Sprawia to wspomniany wcześniej odczuwalny puls muzyki, silnie powiązany z jej melodyką. Muzyka jest w nieustannym ruchu, a czas gdzieś obok. Najlepszymi przykładami takich utworów są Impossible to Reach oraz Is Left Alone. Ten ostatni jest zresztą bardzo „reichowski” w charakterze, wykorzystując drobne przesunięcia czasu między akordami poszczególnych gitar. To właśnie w Is Left Alone zarówno pierwszy motyw, jak i kolejne partie gitar składają się z zaledwie dwóch dźwięków, przez co utwór staje się wibrującym dronem. W prostocie siła. Na przeciwległym biegunie znajduje się Now Nearly Gone, gdzie po wprowadzeniu powtarzającej się melodii pojawia się wyjątkowe gitarowe solo.

W niektórych utworach Orcutt buduje faktury na mocnych, agresywnych riffach. W utworach o noise’owych brzmieniach stawia głównie na motorykę. Tak jest w Because Sharp Also Smooth, w którym tytuł mówi sam za siebie, w Unfinished Not Fragile i w Unexpectedly Heavy – z mocnymi, niepokojąco brzmiącymi i narastającymi akordami.

Warto zaznaczyć, że Bill Orcutt gra na Music in Continuous Motion na Telecasterze i niezależnie, czy w konkretnym przypadku jest to brzmienie ostre i agresywne, chropawe i przybrudzone, ciepłe czy niepodrabialne „szklisto – kryształowe” – fani tego instrumentu z pewnością to docenią. Jako fan brzmienia gitary Fender Telecaster zaręczam.

Czy nowy album Billa Orcutta tworzy nową jakość w muzyce? Choć od powstania pierwszych dzieł klasyków minimalizmu minęło ponad 60 lat, kierunek ten nadal inspiruje wielu artystów, a tzw. postminimalizm w ostatniej dekadzie przeżywał burzliwy rozwój. Bill Orcutt, którego kariera (przez mało kogo zauważana) biegnie wieloma ścieżkami naraz, w bardzo interesujący sposób czerpie z tradycji minimalizmu i jednocześnie przenosi tę muzykę w XXI wiek i nadaje jej bardzo osobisty rys. Ja w takich właśnie kategoriach rozpatruję nową jakość tej muzyki.

Grzegorz Pawlak

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO