Płyty Recenzja

Hang Em High – The Kidnapping of Ståle Storløkken

Obrazek tytułowy

Gig Ant / Boomslang, 2020

Lider Hang Em High, Radek Bond Bednarz, grał kiedyś w zespole Miloopa, a że mam miłe wspomnienia związane z tą grupą i dobrze mi się ona kojarzy, z zaciekawieniem sięgnąłem po najnowszą (trzecią) płytę aktualnego projektu tego wrocławskiego basisty. Tytuł albumu można w pewnym sensie odczytywać dosłownie: międzynarodowe trio „porwało” do współpracy „tego czwartego”. Do Bonda, austriackiego perkusisty Alfreda Vogla i szwajcarskiego saksofonisty/klarnecisty Luciena Dubuisa dołączył Norweg, klawiszowiec Ståle Storløkken. Panowie spotykali się na koncertach od 2018 roku, a w 2019, po wspólnym występie w szwajcarskim Ilanz, od razu udali się do studia nagraniowego. Jak to opisuje sam zespół, porwanemu nie stała się krzywda, co więcej, fakt uprowadzenia ucieszył go. Jak się okazało, zakładnik pasuje świetnie do koncepcji porywaczy, a jego wpływ na całokształt jest znaczący.

Kto słyszał wcześniejsze dokonania Hang Em High, również na tej płycie znajdzie elementy charakterystyczne dla ich stylu. To jest ciągle granie osadzone w „brudnym” bluesie, a momentami wręcz rocku, nietracące swoistego groove’u (czy tylko ja słyszę tu echa tria Medeski Martin & Wood?). Mocne tematy klarnetu basowego, podbijane przez dwustrunowy bas Bonda wiodą nas w okolice nieodżałowanego zespołu Morphine, ale obecność norweskiego klawiszowca znacznie rozszerza spektrum odbioru i skojarzeń. Jego gra nadaje całości specyficznego psychodelicznego klimatu i wiedzie zespół ku improwizacji rodem z free jazzu. W tekstach opisujących Hang Em High pojawia się hasło „power jazz” i jeśli potrzebujemy jednoznacznych określeń, to jest to całkiem zasadne, ale czwórka muzyków zdaje się jednak śmielej spoglądać w stronę bardziej improwizowanych form. Końcówka albumu to 23-minutowa impresja, podzielona na trzy części o nieprzypadkowych tytułach Free One, Free Two, Free Free.

The Kidnapping of Ståle Storløkken ukazało się w maju 2020 roku, kiedy to żyliśmy nadzieją, że COVID jest faktycznie w odwrocie i świat, w tym rzeczywistość kulturalno-koncertowa, wróci do jako takiej normalności. Niestety nasze nadzieje okazały się płonne, a w kontekście Hang Em High brak koncertów wydaje się szczególnie bolesny. Choć nie słyszałem ich nigdy na żywo, to wyobrażam sobie ten dźwiękowy walec w połączeniu z transowością i jestem w zasadzie pewien, że moje wyobrażenie nie odbiega od koncertowej prawdy. Jeśli dodamy do tego fakt, że Storløkken podtrzymuje chęć kooperacji, to apetyt na to danie nie słabnie. A w oczekiwaniu na występ zdecydowanie należy poznać płytę.

Grzegorz Smędek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO