Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Jerzy Małek – Black Sheep

Obrazek tytułowy

MAF, 2019

Najnowsza płyta Jerzego Małka Black Sheep, nagrana w sześcioosobowym składzie: lider – trąbka, Radek Nowicki – saksofon tenorowy, Piotr Wyleżoł i Aga Derlak – fortepian, Max Mucha – bas oraz Sebastian Frankiewicz – perkusja, przenosi nas w świat prawdziwego jazzu, dynamicznych improwizacji i jest świadectwem muzycznego doświadczenia.

Każdy z artystów grających w tym zespole ma za sobą współpracę z wieloma wybitnymi muzykami, zarówno polskimi, jak i zagranicznymi, szereg prestiżowych wyróżnień, nominacje do nagród Fryderyka, a w przypadku Agnieszki Derlak nagrodę główną – Fryderyka 2016 w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. Ten znakomity skład i grany przez niego jazz wyrósł na najlepszych polskich tradycjach. Przy odrobinie wyobraźni usłyszymy tu echa Komedy, Muniaka, liryczne klimaty, dynamiczny mainstream, a nawet doświadczymy przyjemnego ciepła, gdy plucha za oknem.

Album otwiera nostalgiczny In The Basement. Nastrojowa kompozycja z charakterystycznym tematem granym unisono na trąbce i saksofonie. W She’ll Be Back warto zwrócić uwagę na muzyczną improwizację Maxa Muchy na kontrabasie, You Said It’s Nothing odsłania możliwości drzemiące w liderze zespołu. Jego techniczne i dynamiczne solo na trąbce nie pozostawia wątpliwości co do klasy artysty. Interesująca wydaje się również gra Piotra Wyleżoła na fortepianie, ogólne wrażenie osłabia tylko nieco zbyt „gęsta” i nadmiernie egzaltowana gra Sebastiana Frankiewicza na perkusji.

Music For T. to lekka zmiana klimatu. Aga Derlak wprowadza spokój i subtelną harmonię. W jej grze nie ma pośpiechu, nie ma też smutku. To muzyka, która trwa i, jak dla mnie, mogłaby się nie kończyć. W tytułowym Black Sheep wraca dynamika i pojawia się swoiste okno dla Radka Nowickiego. Jego dynamiczne i dopracowane solo jest chyba najlepszym fragmentem saksofonisty na płycie. Ponownie dobre wrażenie robi znakomita gra Jerzego Małka na trąbce.

W przedostatniej kompozycji Nawia powraca Aga Derlak. Temat oparty jest na długich dźwiękach i, podobnie jak w Music for T., nie znajdziemy w nim melancholii. Usłyszymy za to warte uwagi solo na kontrabasie oraz celnie wpisującą się w klimat improwizację na tenorze – prawdziwy świat jazzowych marzeń i fantazji. Płytę kończy Culmination przypominające drugą częścią tematu klimat jam session, ze świetną grą lidera na trąbce, Maxa Muchy na kontrabasie oraz Piotra Wyleżoła na fortepianie. Znakomity time, słowem – właściwy utwór na zakończenie płyty.

Black Sheep nie przeciera nowych szlaków i nie aspiruje do awangardy. To muzyka, która odwołuje się do tradycji, znanych barw oraz nostalgii za tym, co w muzyce uniwersalne i ponadczasowe. Kompozycje Jerzego Małka są, w potocznym ujęciu, ładne i jego płyty słucha się z przyjemnością. Zastanawiając się nad puentą, pomyślałem, że czasem nadmiar gadulstwa szkodzi – muzyka kształtuje przecież wrażliwość dźwiękami, nie słowem. Słuchajmy zatem jazzu jak najwięcej i jak najczęściej. Black Sheep można polubić.

Autor - Marek Brzeski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO