Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Piotr Lemańczyk Trio – In Simplicity

Obrazek tytułowy

Soliton, 2020

Jest godzina piąta nad ranem, kiedy zaczynam pisać tę recenzję. Ciepły czerwcowy poranek, majaczące nad łąkami mgły – to idealna pora, żeby pochylić się (a raczej zasłuchać) nad nowym albumem Piotra Lemańczyka In Simplicity. Jakże inna to płyta od poprzedniej. Wydany w 2016 roku Quart-er, który niedawno trafił w moje ręce w winylowej postaci, był koncertową ekspresją zakorzenioną gdzieś w rejonach bliskich Charliemu Hadenowi. Estetyka nagranego w formule tria In Simplicity jest zgoła odmienna.

Obsługującemu kontrabas liderowi towarzyszy Dominik Wania na fortepianie i Michał Miśkiewicz na perkusji. W języku kibiców zwykło się mówić, że „nazwiska nie grają”, ale jazz to nie piłka nożna, tu nazwiska można traktować jako swego rodzaju gwarancję jakości. I tak jest tym razem.

Panowie na In Simplicity powędrowali w stronę skandynawską, ku paradygmatowi ECM-owskiemu, co dziwić nie może, biorąc pod uwagę, że Miśkiewicz i Wania dla stajni Eichera już nagrywali. Album Lemańczyka przełamuje też inną zasadę – głoszącą, że staż związku determinuje jego doświadczenie. Trio ma krótką historię współpracy, ale muzycznie jest „dotarte” wręcz idealnie. Kontrabasista jako lider tria nie wyrywa się przed szereg, mamy tu raczej do czynienia z „grą na Wanię” (pozostając przy piłkarskiej nomenklaturze). Otrzymujemy w efekcie to, co jazzowe trio może dać najlepszego: plastyczną opowieść fortepianu snutą w korytarzach dźwiękowych wytyczonych przez sekcję rytmiczną. Siłą rzeczy uwrażliwiałem swoje ucho na kontrabas i jego pierwszoplanowy głos, takich momentów nie ma zbyt wiele, jednak gdy się pojawiają (na przykład For M.S.), to w wydaniu, jakie lubię najbardziej, czyli mięsistego brzmienia.

Polska scena jazzowa coraz bardziej manifestuje swą siłę, jeśli chodzi o klasyczne tria jazzowe. Najnowsza płyta Piotra Lemańczyka trend ten pcha dalej ku górze. Premiera płyty wręcz co do dnia zbiegła się z wybuchem pandemii COVID-19. Nie ma co ukrywać, w praktyce niemożliwa stała się koncertowa promocja płyty, teraz jednak jazzmani ponownie wchodzą na scenę i czekam z utęsknieniem, aż Piotr Lemańczyk swój arcymistrzowski materiał zagra na żywo.

Autor - Michał Dybaczewski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO