! Wywiad

New Bone: Smutek z nutą nadziei

Obrazek tytułowy

fot. Tomasz Białowolski

Sorrow to siódmy krążek w dorobku New Bone, grupy, która już za rok będzie obchodzić swoje trzydziestolecie. Formacja Tomasza Kudyka od lat podąża jasno wyznaczoną drogą, stawiając na autentyczność, grając muzykę pełną refleksji i emocji. Chociaż najnowsze wydawnictwo można traktować jako kontynuację Longing, to nie zabrakło na nim zmian i nowości. Album zawiera kompozycje większości muzyków zespołu, pojawiły się także utwory wokalne, zadebiutował też saksofonista Marcin Konieczkowicz. Sorrow – jak podkreśla lider New Bone – to smutek,w którym jest nadzieja.

sorrow.JPG

New Bone – Sorrow


Damian Stępień: Po tęsknocie, czyli albumie Longing, pojawił się smutek, czyli Sorrow. Bardzo doceniam, że dzieli się pan ze słuchaczami swoimi emocjami i nie wstydzi się mówić o uczuciach. Domyślam się, że nie jest to łatwe.

Tomasz Kudyk: To wynika ze struktury mojej osobowości. Jestem człowiekiem wrażliwym. Tak jak zresztą wszyscy artyści. To pomaga nam w tworzeniu sztuki i kreacji artystycznej. Często powtarzam, że jestem sentymentalny. Nie ma ciągle we mnie egzystencjalnej zgody na przemijanie czasu. Na pierwszej płycie New Bone z 2004 roku jest moja ballada Przemijanie i…, czyli już wtedy miałem tę melancholijną naturę. Często wspominam czasy, kiedy byłem dzieckiem, czy okres dorastania. W pewien sposób kontynuuję drogę, którą wskazał mi ojciec (Jan Kudyk – przyp. red.). Tak jak i on jestem trębaczem. Dlatego Longing poświęciłem właśnie jemu.

Czy Sorrow to specyficzna kontynuacja Longing? Pierwotnie album miał się nazywać inaczej, więc może nie powinniśmy aż tak sugerować się tytułami?

Faktycznie album miał się nazywać początkowo Super Bone w nawiązaniu do albumu Super Blue Freddiego Hubbarda, giganta trąbki jazzowej, którym zawsze się fascynowałem i fascynuję do dziś. Gdy jednak zagraliśmy Sorrow na próbie, pojawił się pomysł, aby zostać przy tym tytule. Nie myślałem wówczas o kontynuacji Longing. To wyszło naturalnie i dość spontanicznie. Spotykam się teraz z pytaniami, czy planuję wydać tryptyk. Michał Dybaczewski ze STOART-u posunął się nawet dalej, sugerując mi tytuł, ale nie chcę go przywoływać tutaj, bo to są rzeczy delikatne… Na pewno będzie kolejna płyta i nie wykluczam, że będzie to w pewnym stopniu kontynuacja. Nie wiem jeszcze, jak ją nazwę, i nie chciałbym teraz tego planować. Tak jak nie planowałem Sorrow, ale absolutnie tego nie żałuję, bo uważam że jest to adekwatny tytuł na dzisiejsze czasy.

Nie chcę koloryzować rzeczywistości. Zrobiłem to szczerze. Tworzenie albumu zbiegło się ze śmiercią mojego brata, któremu zadedykowałem utwór To My Brother with Love. Dobrze, że udało mi się w tak trudnej chwili to wszystko zrealizować. Nie ukrywam jednak, że mam pewien niedosyt po Sorrow, chociaż cieszę się z opinii, że gramy bardziej dojrzale i że ciągle się rozwijamy. Może więc kolejny album będzie zwieńczeniem tej serii wokół autorefleksji, że wszystko kiedyś się kończy. Teraz natomiast skupiamy się na koncertach i promocji najnowszego albumu.

Nowy album przyniósł też dużo zmian. Pojawił się Marcin Konieczkowicz na saksofonie altowym, są utwory wokalne w wykonaniu Zuzy Baum oraz Jana Piwowarczyka i jest więcej kompozycji pozostałych członków zespołu.

Od samego początku przyjęliśmy taki zamysł, aby każdy napisał po jednej kompozycji. Chcieliśmy w ten sposób zróżnicować stylistycznie album. Dla Marcina było to dość duże wyzwanie, bo tą kompozycją zadebiutował na płycie, ale poszło mu bardzo szybko i sprawnie. Myślę, że finalnie jest zadowolony. Słyszałem już dobre opinie o Rog's Swan Song, że ma współcześnie brzmiący groove. Zuza i Janek też świetnie wypadli. Don’t Believe Everything You ma charakter awangardowy. Zastanawiam się jednak, czy przy następnej płycie nie wrócę do tradycyjnej konwencji instrumentalnej. Oczywiście nie mówię tego dlatego, że to był zły pomysł. Myślę jednak, aby pozostać przy kierunku, który obrałem na Longing, czy w takich kompozycjach jak Sorrow czy Szu.

Na Sorrow znalazły się utwory z dedykacjami. Jednym z nich jest Blues for Dominik

Tak, to ukłon w stronę Dominika Wani. Trochę przekorny. Dominik jest zwolennikiem bardziej współcześnie brzmiącej muzyki. Taka też jest jego kompozycja Reversed Truth, bardziej innowacyjna w sensie harmonii czy metrum, bardziej skomplikowana i zaawansowana. Natomiast ja mam zupełnie inne podejście, jeżeli chodzi np. o rytm czy groove. Kiedy przyszedłem z tą kompozycją na próbę, myślałem, że Dominik będzie poirytowany, że mamy grać taką prostą formę jazzową, tak osadzoną w tradycji. Chciałem go trochę przekupić tym tytułem [śmiech]. Dominik, mówiąc kolokwialnie, trochę „wykręcił” ten utwór. Klasyczna formuła bluesowa ma dwanaście taktów, a on dodał jeszcze jeden, aby było bardziej niesymetrycznie i tak już zostało. Dla mnie Dominik jest ważnym członkiem zespołu, bo wnosi do niego swój nieprzeciętny talent i wirtuozerię. To dobrze, że każdy z nas ma swoją wizję muzyki w kontekście jej późniejszej kreacji. Dzięki temu jest interakcja między nami podczas koncertów, tak mi się wydaje.

Utwór Szu poświęcił pan Janowi Nowickiemu. Jak pan wspomina współpracę z nim?

Z Janem Nowickim spędziłem dwadzieścia lat, występując w projekcie muzyczno-poetyckim. Zwiedziłem z nim całą Polskę, byliśmy też w Stanach Zjednoczonych, to setki nocy w hotelach i tysiące kilometrów. Dla mnie to wielka postać i autorytet. Wiele się od niego nauczyłem. Niesamowity i nieprzeciętny umysł, erudyta, człowiek o bogatym wnętrzu, wrażliwości i z niezwykłym darem słuchania. Sam też uwielbiałem go słuchać. Bywały nawet takie momenty, że chciałem go podstępem nagrywać, ale zawsze się krępowałem. Być może szkoda, że tego nie zrobiłem. Trudno było wszystko spamiętać, a byłby to świetny materiał na książkę.

Dużo się też od niego nauczyłem. Przede wszystkim dyscypliny i konsekwencji w pracy. Gdy trzeba było wyjechać po nieprzespanej nocy o piątej rano z hotelu, to on był pierwszy o tej godzinie przy recepcji. Wszystko w jego wykonaniu było na sto procent. Wielokrotnie już mówiłem, że takich ludzi jak Jan Nowicki jest na tym świecie coraz mniej. Miał dystans do siebie i do świata. To też była dla mnie cenna lekcja. Cały czas się uczę wewnętrznego spokoju. Taka autorefleksja jest bardzo ważna i później bardzo pomocna także podczas tworzenia czy występów.

Dobrą lekcją dystansu są też słynne słowa Reinholda Niebuhra, które możemy usłyszeć w utworze Serenity Prayer.

Tak, zgadza się. To bardzo ważne słowa. Teraz czytam wzruszającą książkę Edith Eger, znanej psycholog, która przeżyła Holokaust. Jej przesłanie do współczesnego człowieka to akceptacja samego siebie. Z tym mamy często problem. Każdy z nas ma różne lęki czy traumatyczne doznania. Jeżeli zaakceptujemy siebie, to łatwiej będzie nam się godzić z tym, czego zmienić nie możemy. Większość naszych problemów bierze się z wewnętrznego konfliktu, który później przekazujemy dalej, co zaburza nasze relacje z innymi ludźmi. Gdy odrzucimy te ograniczenia i obdarzymy się pewną miłością, to przełoży się na wszystko, co robimy. Oczywiście jest to stały i niełatwy proces. Tak staram się patrzeć na siebie i na to, co robię. Jest to oczywiście ciężka praca, wymagająca czasu i poświęceń, ale jednocześnie to pasja.

Czasami zazdroszczę ludziom, którzy idą do biura na osiem godzin i mogą później za sobą zamknąć drzwi. W moim zawodzie tak nie jest. Gdy jednak patrzę na kolejną płytę, to odczuwam satysfakcję. To kolejna cegiełka w mojej karierze. Album Sorrow podniósł mnie trochę z kryzysu emocjonalnego. To nie jest smutek, który skłania do bierności, tylko jest w nim nadzieja. Może więc tak jak wspominałem, kolejna płyta będzie zamknięciem tego cyklu.

Może optymistycznym zamknięciem – nadzieją?

Hope to byłby dobry tytuł, ale Piotr Wojtasik już nagrał taki album. Na szczęście jest jeszcze dużo innych słów.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO