fot. Hubert Grygielewicz
Nikt tak jeszcze nie potraktował Ballad i romansów Adama Mickiewicza – przepisane zostały przez nieodżałowanego Jacka Budynia Szymkiewicza a następnie umieszczono je w formie muzycznej wykonywanej przez nietypowy, rozbudowany skład gromadzący przedstawicieli różnych stylistyk. Na czele przedsięwzięcia stanął najbardziej rozchwytywany obecnie szef młodych polskich big-bandów Nikola Kołodziejczyk, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko podać przepis na Budyń o smaku Mickiewicza.

Nikola Kołodziejczyk Orchestra – Budyń o smaku Mickiewicza
Piotr Wickowski: Skąd wzięło się takie karkołomne połączenie – Ballady i romanse Adama Mickiewicza, literacka twórczość Jacka Budynia Szymkiewicza, Nikola Kołodziejczyk Orchestra i jeszcze m.in. Tomasz Organek? Odtwórzmy chronologię i czas trwania prac aż do tegorocznego wydania, Budynia przecież nie ma z nami już od trzech lat.
Nikola Kołodziejczyk: Z Jackiem pracowaliśmy wcześniej nad zdekonstruowaniem pieśni Moniuszki przy Śpiewniku domowym – i to podejście Budyniowe - z dezynwolturą, absolutnie odważne, ale jednocześnie z kulturą, szacunkiem do materiału źródłowego, po to, żeby go opowiedzieć na nowo - bardzo mi się spodobało. Nigdy nie miałem okazji pracować z osobą o takiej niesamowitej łatwości językowej. Naturalne więc było, że kiedy Instytut Adama Mickiewicza, poprzez Anetę Norek i Tomka Handzlika, poprosił mnie o skomponowanie materiału opartego na Balladach i romansach – miałem dwa warunki: Jacek pisze nowe teksty, inspirowane Mickiewiczem oraz zastosujemy nietypowe instrumentarium, które będzie w stanie uciągnąć tajemnicę, podkręcić trochę ten realizm magiczny.
Tomek Organek był moją pierwszą propozycją personalną, Natalia Grosiak, z którą też pracowaliśmy nad Moniuszką, co ciekawe, była już zgodzona wcześniej. Aga Kiepuszewska była naturalnym wyborem dla mnie, bo jest wokalistką, która potrafi wyśpiewać wszystko, jednocześnie nie odpuszczając strony interpretacyjnej - czy to u Mykietyna, Satanowskiego, czy w tym materiale. Duża część ekipy ze Śpiewnika się nam powtórzyła, bo Aga w Śpiewniku również występuje.
Prace nad tekstem zakończyły się już po wybuchu wojny Rosji z Ukrainą. Materiał był gotowy kilka miesięcy później, aby na sierpień polecieć na premierowy koncert do Serbii. Planowana trasa po Rosji została wyrzucona do kosza i niczym polska reprezentacja zagraliśmy mecz otwarcia i mecz o wszystko - czyli nagraliśmy płytę live w BMC w Budapeszcie w listopadzie 2022 roku. Była w zasadzie gotowa niedługo potem.
Cieszy mnie to, że nie brzmi ona jak płyta live, mimo że właśnie tak ją rejestrowaliśmy. To zasługa Mateusza Sołtysika z MS Acoustics i Błażeja Domańskiego ze studia S7 w Piasecznie.
Następnie płyta, która była przez Instytut planowana jako materiał stricte promocyjny - przeszła metamorfozę w projekt wydawniczy. Niestety to oznaczało rozpoczęcie na nowo walki o fundusze, zainteresowanie wydawców i tak dalej. Dzięki tytanicznej pracy Agi Kiepuszewskiej, która wzięła na siebie ciężar pisania do instytucji, dzięki Filharmonii w Szczecinie, która zaprosiła nas na koncert, premierowy de facto - oraz dzięki uzyskaniu dotacji ZAW Stoart i ZAiKS, oraz pracy No Lekko - czyli Marka Rycaka i Ady Rosińskiej - udało się wypuścić płytę w tym roku jako podwójny winyl.
Dlaczego właściwie zaangażowałeś się w ten projekt?
Głęboko wierzę w to, że najciekawsze kulturalnie rzeczy powstają na styku. Na styku kultur, na styku własnych strachów i niepewności - z tym, co już znane i przepracowane. I ten projekt jawił mi się jako taki tygiel czekający na przelanie go, przekucie go w coś nowego. Tak jak rozmawialiśmy, z Jackiem znaliśmy się już ze współpracy przy Moniuszce. To geniusz słowa - niestety nie ma go już z nami, ale jego umiejętność wyciągnięcia piękna z codzienności jest właśnie tym, co widzę w poezji Mickiewicza. Tam też motywy ludowe, wcześniej niedoceniane, w Balladach i romansach urastały do rangi kultury wysokiej. I to połączenie jest obecne w naszej płycie - zamiast wyjść z jeziora - mary u nas wychodzą z mediów społecznościowych.
Komponowanie i aranżacja muzyki do tekstów w większości tak gęstych, bogatych narracyjnie, było dla ciebie szczególnym wyzwaniem? Czym ten projekt różni się od twoich wcześniejszych realizacji?
Jest to faktycznie dla mnie szczególny materiał, bo wcześniej albo pisałem nuty stricte instrumentalne, albo tworzyłem aranżacje piosenek innych ludzi. Tutaj aranżowałem swoje własne nuty, skład zespołu również dla mnie nietypowy - gitary, mnóstwo gitar, cztery wokale, raptem jedna trąbka, puzon basowy, saksofon. Wyzwaniem było sprawić, żeby fragmenty bigbandowe brzmiały pełnią big-bandu, a zarazem mieć kolorki na opowiedzenie tej tajemnicy z tekstów. Jestem bardzo dumny z efektu - orkiestracyjnie nie było to łatwe, ale udało się to oszukać!
W materiale też, dzięki uprzejmości i wytężonej pracy naszych gitarzystów - Adama Jędrysika i Andrzeja Imierowicza - zawarłem chyba pierwszą na świecie partię gitar pisanych w stylu tutti bigbandowego, ale granego na dwóch elektrykach. Brzmienie jest niesamowite, ale wymagało od kolegów wiele pracy. Chórki, dużo mniej wokaliz, za to z dużą ilością tekstu, rytmizowanego w każdej zwrotce nieco inaczej. Tekst był wyzwaniem, na pewno. Ale jednocześnie właśnie dzięki takiemu opracowaniu, rytmizacji, jaką przedstawił Budyń - mogłem pozwolić sobie na balansowanie na granicy - między large ensemble, free a piosenką radiową. To balansowanie jest dla mnie zawsze najciekawsze, a tu na płycie balansowałem pomiędzy gatunkami, co do których wcześniej nie spodziewałem się, że będę je w stanie połączyć. Ten balans to też symbolicznie nawiązanie do poezji Mickiewicza, gatunek wysoki spotkał się z trochę niższą (niesłusznie tak nazywaną) tematyką. Staramy się metki i naklejki gatunkowe swobodnie przeklejać, tak, żeby słuchacz podążał za opowieścią, a nie przewidywał przyszłość.
Mimo dosłownych odwołań w poszczególnych utworach, są one dalekie zarówno od wierszy Mickiewicza, jak i twórczości literackiej oraz muzycznej Budynia. Do kogo twoim zdaniem w takim razie adresowany jest Budyń o smaku Mickiewicza?
Tak, to prawda, dlatego też nazwa - Budyń O SMAKU Mickiewicza. Nawiązania są symboliczne - teksty opowiadają o tych samych problemach, ale są przetransponowane do naszej tonacji, do naszych kontekstów. Nie ma na tej płycie ani jednego słowa od wieszcza. Jednocześnie wszystkie utwory ściśle trzymają się symbolicznej opowieści - Jacek zunifikował też bohaterów, we wszystkich utworach przewija się ta sama para i można prześledzić ich losy w miarę chronologicznie, jeśli poprzestawia się utwory w odpowiedni sposób. Chcemy, aby ludzie - zaciekawieni odniesieniami - sięgnęli po oryginały.
Uważam, że tworzenie czegoś nowego w relacji do starego jest bardziej wartościowe niż tylko popularyzacja tego, co już mamy. A do kogo trafia płyta? To nie jest pytanie do mnie, ale dostaję sygnały, że osoby, które „nie lubią” jazzu, są pozytywnie zaskoczone eklektyczną warstwą dźwiękową, z kolei muzycy, którzy nie przykładają zwykle wagi do słów w utworach, tym razem doceniają tekst. To dla mnie ważny sukces.
Zapraszam serdecznie na kolejne koncerty, które nieprędko, ale niechybnie nastąpią, bo materiał zyskuje przy bliższym, scenicznym poznaniu. Wybitni soliści - tacy jak Robert Wypasek, Cyprian Baszyński, Miłosz Berdzik, Bartek Pieszka, Michał Pękosz czy Mateusz Feliński – zapewniają wrażenia do przeżycia raczej na żywo, póki jeszcze żywi ludzie grają muzykę.