FINA_maj_faraon
Płyty Recenzja

Wojciech Jachna Squad – Earth

Obrazek tytułowy

Audio Cave, 2022

Nie tak dawno miałem przyjemność opisywać dwa albumy Wojciecha Jachny nagrane w zestawieniu jedno- i dwuosobowym (JazzPRESS 11/2021), obwieszczając powrót bydgoskiego trębacza do kameralnych składów. Jak się okazało, niewiele czasu musiało minąć, żeby muzyk ponownie wszedł do studia z liczniejszym kolektywem. Najnowszy album z jego udziałem jest bowiem powrotem formacji Wojciech Jachna Squad.

Zespół jest kwintetem, który tworzą: lider (trąbka, skrzydłówka), Marek Malinowski (gitara elektryczna), Jacek Cichocki (fortepian, Vermona, Moog, organy Crumar), Paweł Urowski (kontrabas) i Mateusz Krawczyk (perkusja, perkusjonalia). Szeroka paleta dźwięków tak rozbudowanego instrumentarium była wizytówką wydanej przed dwoma laty debiutanckiej płyty Elements. Nie inaczej jest też na Earth, na której grupa nawet śmielej korzysta z tego bogactwa. Lider twierdzi: „Porozumienie pomiędzy nami jest obecnie zdecydowanie lepsze. (…) Jesteśmy w stanie zagrać wszystko i dobrze nam z tym”.

Zapoczątkowana na poprzedniej płycie współpraca okazała się tak owocna, że nie tylko skłoniła muzyków do kolejnego nagrania, ale przyniosła nadspodziewanie dużo materiału, który lider musiał poddać rygorystycznej selekcji. Należy w tym miejscu podkreślić, że to jedyny aspekt, w którym rola Jachny była tak arbitralna, w każdym innym jego zespół cechuje pełna demokracja. Słychać to w uciekających od jednoosobowych popisów wykonaniach, a także w ostatecznym doborze repertuaru, pochodzącego od różnych członków Squadu: dwa utwory przygotował Urowski, po jednym Malinowski, Cichocki oraz Jachna, a pozostałe dwa wypracował cały kolektyw.

Dobra atmosfera zaowocowała większą swobodą kreowania muzyki. W porównaniu z Elements repertuar jest tu bardziej zróżnicowany, zarówno stylistycznie, jak i nastrojowo. Już w otwierającym album Antonietta usłyszymy kilka zaskakujących przewrotów brzmieniowych, jak wtedy, gdy delikatną trąbkę wypiera surowe solo przesterowanej gitary. Na takich zabiegach budowane są kolejne kompozycje, więc kiedy zespół zaczyna kipieć niepokojącą energią, nagle zwalnia, zmiękczając, często zaskakujące, dźwięki. Ich spektrum poszerza śmiałe korzystanie z elektroniki przez Cichockiego i Malinowskiego, których nowoczesne brzmienie intrygująco kontrastuje z tradycyjniejszą trąbką Jachny.

Wspomniane porozumienie pozwoliło twórcom wypracować też wspólne przesłanie, jakie ma nieść ich produkcja. Jej tytuł jasno wskazuje, że jest nim troska o dobro naszej planety – zwrócenie uwagi na niepokojące zjawiska wpływające na jej kondycję. Pierwsza część płyty utrzymana jest w chłodniejszym tonie, dalekim od uspokojenia, czego kulminacją jest hipnotyzujące Sigmunt Freud’s Last Nightmare. Po transowym Earth dwie finałowe kompozycje wnoszą jednak wytchnienie. Energia wytraca się, zwalnia perkusja, a syntezator wypiera cieplejszy fortepian. Solówki trąbki i gitary nie są już tak agresywne, jakby tliła się w wykonawcach nadzieja, że czeka nas jeszcze lepsze jutro. Ciepłe kolory atrakcyjnej okładki zdają się potwierdzać, że ostateczny przekaz płyty ma być pozytywny. Takich produkcji nam obecnie bardzo potrzeba.

Jakub Krukowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO