fot. Artur Wacławek
Zespół Moon Hoax nabiera rozpędu, czego dowodem jest najnowszy, trzeci album Jazz O2 (Dwutlenek Jazzu), na który nie trzeba było czekać aż tak długo jak na poprzedni. Kosmiczna otoczka, skład i brzmienie pozostają bez większych zmian, choć lider formacji gitarzysta Michał Karbowski jednocześnie coraz intensywniej realizuje się też na niwie heavymetalowej. Jak w takim razie powstają kolejne jego zmyślanki i repertuar Moon Hoax?

Moon Hoax ‒ Jazz O2
Piotr Wickowski: Jak twoja fascynacja sztuką gitarową Joe Passa i jednocześnie praktykowanie epickiego metalu w grupie The King przekłada się na twórczość Moon Hoax? Pytam, bo trudno tu wykryć proste zależności.
Michał Karbowski: Trudno mi powiedzieć. Mam szerokie zainteresowana, lubię różne rzeczy. Wspólnym mianownikiem jestem ja. Wrzucasz do garnka różne rzeczy i powstaje jakiś miks. Pewne pomysły pojawiają się niezależnie i odkładają się w teczkach czekając na realizację – tak jest z materiałem na gitarę solo, do którego przymierzam się już jakiś czas. Tak też jest z kawałkami dla Moon Hoax. Po prostu pojawiają się melodie i wiem, że to będzie kawałek dla Moon Hoax. To wszystko się miesza i teraz już nie próbuję tego sztucznie oddzielać, że w Kingu gramy metal, a tutaj jazz. Przemycam w Moon Hoax jakieś tematy grane nowszymi technikami (np. w utworze Quantum Jazz na płycie Jazz O2 – Dwutlenek jazzu) lub dziabnę coś gęściej w solówkach.
Występuję też ostatnio z metalową grupą NamoR, to zupełnie inne granie, inna inspiracja, inne wyzwania dla gitarzysty. Bardzo to lubię.
Z muzyką Moon Hoax, zresztą zgodnie z nazwą tego zespołu, od początku powiązana jest estetyka oldschoolowego science fiction. Świadczą o tym okładki i tytuły, podobnie jest też w przypadku najnowszej płyty. Ale co właściwie dla ciebie oznaczają określenia zawarte w tytule Jazz O2 (Dwutlenek Jazzu)? Czy ma to coś wspólnego z okładką?
Jak najbardziej ma.Na okładce astronauci nagrywają za pomocą mikrofonu odkryty na księżycu Saturna, wydobywający się z krateru brzmiący gaz… Taka abstrakcyjna wizja… Ciąg dalszy historii znajdziecie w teledysku. Gaz trafia do laboratorium i oczywiście się wydostaje. Rozprzestrzenia się. Działając bardzo korzystnie na wszystko, z czym ma kontakt. Przeciwieństwo Nocy żywych trupów.
Dwutlenek Jazzu to refleksja nad tym, jak to jest doświadczać muzyki innymi zmysłami, chociażby słyszeć zapach.Ten numer (od którego wziął się tytuł płyty – przyp. red.) zagrał mi w głowie, jako hip-hopowy, z tekstem, ale skończył jako instrumental. Może wrócimy do pierwotnego pomysłu przy płycie z remiksami. Jest też bardziej przyziemna interpretacja tytułu. Prosta i żartobliwa. Astronauta po ciężkiej imprezowej nocy budzi się w swym skafandrze, nachuchawszy sobie w czasie drzemki i relacjonuje: „Budzę się, o Jezu! To dwutlenek dżezu…”.
„Poszczególne utwory (…) mogłyby śmiało ilustrować obrazy filmowe, niekoniecznie, jak sugeruje wizerunek grupy, z gatunku sci-fi” – pisał Jakub Krukowski, recenzując w JazzPRESSie waszą poprzednią płytę. Czy dla ciebie, jako głównego autora utworów Moon Hoax, muzyka posiada wyłącznie walor ilustracyjny, dopełnia coś w twojej głowie, czy raczej jednak jest sztuką abstrakcyjną, powstaje też bez powiązania z konkretami pozamuzycznymi? Jak zazwyczaj powstają twoje kompozycje?
Wyrażam zapotrzebowanie na utwory, maszyna rusza i wtedy spisuję lub nagrywam na dyktafon pomysły. Potem opracowuję te, które są moim zdaniemnajciekawsze.Zazwyczaj łączy się to z obrazami, czasami obraz dokleja się do tematu, czasami pojawia się razem z muzą. Ciekawe jest, że znajomi nie znając tytułów, trafnie opisują przy pierwszym przesłuchaniu scenerię kawałka.
Akurat dla mnie muzyka jest też do patrzenia, więc nie potrafię tego oddzielić. Zawsze są historie i zmyślanki. Naszkicowanie scenerii przed utworem, np. na koncercie , też sprawia, że łatwiej słuchaczowi znaleźć się razem z nami w tym samym miejscu na mapie.To daje dobry punkt wyjścia do odbioru.
A czy dotychczasowa wizualna strona waszej działalności może w przyszłości ulec zmianie? Bierzesz to w ogóle pod uwagę?
Nie wiem co masz na myśli. Mówisz o wizualizacjach na koncertach? Myślimy o tym już jakiś czas. Jestem otwarty, jednak na razie uważam, że zaburzy to balans i odwróci uwagę od samej muzyki. Jest na tyle obrazowa, że wystarczy. Dajemy słuchaczom swobodę, niech widzą ją po swojemu.
Chodziło mi o okładki i różne obrazowe skojarzenia w tytułach.
Co do astronautów i tych oldschoolowych motywów na okładkach to raczej pozostanie to cały czas w tle. Jeśli popatrzy się na to ze strony leniucha, a trochę nim jestem, jest to niezły patent na zachowanie spójności. Załóżmy, że kiedyś zdecydujemy się nagrać płytę z kolędami, wystarczy na okładce trzech króli ubrać w skafandry i już jest w klimacie Moon Hoax [śmiech].
Brzmienie Moon Hoax pozostaje bez zasadniczych zmian, ustabilizował się też skład zespołu, bo są z tobą nadal dwaj towarzysze z debiutanckiej płyty – perkusista Przemysław Borowiecki i trębacz Klaudiusz Kłosek – aw porównaniu z poprzednią zmieniła się tylko obsada stanowiska saksofonowego, na którym Jarosława Bothura zastąpił Kamil Kułach. Czy jeśli dodamy do tego fakt, że między najnowszym albumem a poprzednim upłynęło znacznie mniej czasu niż między debiutem a kolejnym, to można zaryzykować stwierdzenie, że stawiacie na coraz regularniejszą pracę i zabieganie o stałych słuchaczy? Jakie cele stawiasz przed sobą i tym swoim zespołem obecnie?
Zdecydowanie można zaryzykować takie stwierdzenie. Stawiamy teraz na bardziej regularną pracę, z naciskiem na koncerty. Szkice nowych numerów już są, ale w tylu miejscach nie graliśmy jeszcze tych, które już mamy w repertuarze, że nie spieszę się z tym za bardzo. Zebrałem wokół siebie fajną grupę i bardzo lubimy ze sobą grać. Miło mi słuchać, jak zespół ewoluuje i jak zmieniają się numery, odsłaniając coraz to nowsze warstwy. Nie mogę się doczekać, jak zabrzmią nowe kawałki, na razie grają mi w głowie.
Wiemy już od dawna, że powątpiewasz w to, że człowiek postawił kiedyś stopę na Księżycu. Co w takim razie sądzisz o wędrujących po Marsie łazikach? Co myślisz, gdy dowiadujesz się o staraniach, aby wkrótce wysłać tam też ludzi?
[Śmiech] Nic nie myślę. Aktualnie nie zastanawiam się nad tym. Nie śledzę tych lądowań i eksploracji Marsa.
Ta idea, że lądowania na Księżycu nie było, zadziałała jako pretekst do refleksji, w tamtym czasie, kilka lat temu. To było jak wyjście z bańki. Dla mnie to było zauważenie tego, że pojawia się już kolejne pokolenie, które uczy się o tym z książek, że lądowanie miało miejsce i nie kwestionuje tego. Pojawia się przestrzeń, że jeżeli to jest ściemka, to co jeszcze nią jest? Obserwujemy cały czas mniejsze i większe „hoaxy” (ang. mistyfikacje). Jeśli chodzi o eksploracje kosmosu, to myślę, że to co jawne, jest daleko w tyle za tym, co jest dostępne i w użyciu. Ale mogę się mylić, słuchałem Kosmicznego ujawnienia…