(Audio Cave, 2025)
Polski komentariat jazzowy dawno już poszedł na łatwiznę i wartość tej muzyki mierzy wirtuozerią. To właściwie intelektualna kapitulacja na rzecz nadmiernej ufności pokładanej w biegłości technicznej, prowadzącej wprost do obserwowanej od lat totalnej stagnacji sceny. A przecież jazz jest przede wszystkim pieśnią uciśnionych. Karmi się konfrontacją, nie zaś wygłaszanymi zza biurka wykładami jajogłowych. Trudno zignorować ten fakt, myśląc o zespole Hilarious Disasters, na którego czele stoi ukraińska pianistka Kateryna Ziabliuk.
Doświadczenia nurtu afrofuturyzmu podpowiadają, by nie pozwalać opresji historii – tej minionej i dziejącej się na naszych oczach – stępiać twórczych impulsów ludu. Zachęcają wręcz do reinterpretacji historii przez nowy mit, co uczynił wielki mistyk Sun Ra, głosząc pocieszająco, że koniec świata mamy już za sobą. Natomiast improwizacja czarnych muzyków od początku nie stanowiła jedynie metody tworzenia, lecz powiązana była ściśle z praktyką oporu. Owe płynące z jazzu nauki mogą okazać się pomocne dlawszystkich tych, którzy pozostają w pozycji terroryzowanej mniejszości. Choćby takiej, jak Ukraińcy, którym przed czterema laty zbrodnicza Rosja wyważyła drzwi mieszkań karabinami. Dziś końca tej tragicznej wojny wciąż nie widać.
Wywód ten nie byłby może wobec Hilarious Disasters adekwatny, gdyby nie fakt, że Ziabliuk (w kraju znana chyba głównie z grupy O.N.E.) sama siebie z dumą nazywa „ambasadorką ukraińskiej kultury w Polsce”, a w jej kompozycjach śmiało pobrzmiewają śpiewne nuty i melancholijna wrażliwość Wschodu. Sporą część debiutanckiego, nagranego na żywo w Budapeszcie albumu Unnatural Root wypełniają zresztą wariacje na temat tradycyjnych motywów ukraińskich. I są to bez wątpienia najlepsze fragmenty płyty.
Z pomocą hiperaktywnej sekcji złożonej z Filipa Botora (kontrabas) i Piotra Szałajki (perkusja) liderka rozbija chwytliwą melodię Nichka Petrivochka na rytmiczne odpryski i z gracją przekazuje ją saksofonistom: Alexowi Clovowi i Łukaszowi Jankowskiemu. Drugi z nich daje się tu poznać również jako mocno wyeksponowany flecista. Dmie w swój instrument, nie bacząc na jego drażniące właściwości, przeważnie jednak kontrolując brzmienie, podobnie jak grający rozognioną frazą Clov. Bez kompleksów przywołuje wietrzny, stepowy romantyzm, który w Try Zhury – za sprawą wsamplowanych weń nagrań terenowych z niepokojąco zawodzonymi pieśniami – przenosi się na chwilę w rejestr ludowej grozy. Ale jest tu również powracający wątek włoski, Zabliuk jakiś czas bowiem pomieszkiwała w Mediolanie. Ostatnia część tryptyku Corto Maltese, frywolna Lottery for an Ignorant, zdaje się niemalże zaginioną kompozycją z klasycznego sycylijskiego kryminału noir.
Hilarious Disasters grają przeważnie melodyjnie, z werwą i czujnością, lecz zdarza się, że energetyczne odjazdy ustępują miejsca zachowawczej elegancji. W segmentach improwizowanych, dziejących się pomiędzy głównymi tematami, niekiedy zauważalnie brakuje im śmiałości – jak w długim Le Fragole z kilkoma mieliznami, z których muzyków wypycha na szczęście wyrazisty groove. Ciekawe, że zespołowi patronuje ponadto hiszpański futurysta Federico Garcia Lorca, którego wiersz Gniazdo do misterium widmowych podmuchów recytuje szeptem liderka. Bo i z ducha futuryzmu można wydobyć dziś dla jazzu – ale i sztuki w ogóle – cenne przesłanie: ograniczyć sentymenty i dryfować śmiało ku nowemu. Czego zespołowi Ziabliuk życzę, bo – paradoksalnie – w tradycji, którą dysponuje, tkwi ku temu wielki potencjał.
Mateusz Sroczyński