Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Marcin Pater Trio – Nothing But Trouble

Obrazek tytułowy

Marcin Pater Trio – Nothing But Trouble

Emme Record Label, 2019

Z jazzową młodzieżą bywają kłopoty. Ale oby więcej takich „kłopotów”… Trzech przyjaciół z Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej – Mateusz Szewczyk (kontrabas, gitara basowa), Adam Wajdzik (perkusja) i, jako lider, Marcin Pater (wibrafon) – gdy tylko opuściło mury Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego, zaczęło brać sprawy w swoje ręce. Wydany przez włoską wytwórnię Emme Record Label ich debiutancki album studyjny Nothing But Trouble jest następstwem wygranego przez nich w 2018 roku konkursu Jazz Juniors.

Sam Marcin Pater zupełnym debiutantem nie jest, gdyż pojawił się już na płycie Świt (2017) formacji Early Birds, gdzie kojącym brzmieniem swojego instrumentu otulał wokal Martyny Kwolek, jednak oczywiście to pierwsza płyta jego własnego zespołu jest szczególnie istotna, prezentuje bowiem jego autorski program. Poza dwoma najbliższymi współpracownikami lidera do zespołu zaproszony został również gitarzysta Jakub Mizeracki (ćwierć składu Skicki-Skiuk), co okazało się dobrą decyzją, bo stanowczo wpisał się on w jazz-rockowy kierunek naznaczony przez Patera.

Kłopoty, nie tylko te w przenośni, pojawiają się już na samym wstępie albumu. Akcja nabiera dynamiki, słyszymy muzyczną bieganinę, czy nawet szamotaninę. Trzeba jednak przyznać, że panowie broją w sposób wysmakowany. Nie tłuką przez przypadek mamom talerzy w kuchniach, a dziewcząt nie szarpią za warkocze. Raczej stawiają na kontrolowaną ekspresję, w wyrażaniu swoich uczuć są powściągliwi i tajemniczy, by na końcu szepnąć o jedno słowo za dużo (ostatni na płycie utwór – I Love You Baby, Goodbye).

Jesteśmy świadkami rozlewania dźwięku wibrafonu na dojrzałe strunowe refleksje Mizerackiego. Gitara może i jest za mgłą, może właściwie prym wiedzie sekcja rytmiczna, ale mimo to nie można o niej powiedzieć, że jest nienamacalna. A doskonale ujawnia się w Mantrapii. Choć zachowawcza, stłumiona i blada, to jednak jasno przebija się i domaga słuchania. Pogłos gitary to faktycznie mantra, która wchodzi do głowy i pozostaje jeszcze na następne numery. I ma coś z terapii. Wibrafon natomiast – przeszywa, przenika, rozpieszcza i resetuje. Odpowiada na to, czego potrzebuje odbiorca jazzu w dzikiej współczesności.

Marcin Pater na Nothing But Trouble pełni nie tylko rolę lidera i muzyka snującego opowieść. Jest także przewodnikiem po swoich doświadczeniach, obrazach ludzi i miejsc, które pojawiły się w jego życiu. Za przykład może posłużyć tu utwór Den Haag. Choć z muzycznej perspektywy wydaje się on jednogłosowym dialogiem kontrabasu i wibrafonu, jest brzmieniem miasta, w którym dojrzewały kompozycje wówczas jeszcze studenta haskiego konserwatorium. Jeżeli muzycy Marcin Pater Trio rozrabiają, to tylko z pozytywnym skutkiem. Raczej w kontrze do dzikości młodej generacji polskiego jazzu, wybierają opcję poskramiającą młodzieńczy bunt. Słychać u nich jednocześnie chłopięcą ciekawość i wyrafinowanie.

autor: Marta Goluch

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO