Płyty Recenzja

Mateusz Smoczyński – Fallen Angel

Obrazek tytułowy

(Warner Music, 2025)

Na najnowszej płycie Mateusza Smoczyńskiego Fallen Angel jazzu nie uświadczymy. Jest ona bowiem kontynuacją jego autorskiego koncertu smyczkowego Adam’s Apple, którego nagranie ukazało się w zeszłym roku (recenzja – JazzPRESS 5-6/2025). Tam jednak dzieło w konwencji muzyki klasycznej sąsiadowało z koncertem Zbigniewa Seiferta oraz w nagraniu uczestniczył jazzowy kwartet. Sceniczna premiera Fallen Angel miała miejsce w roku 2022 i brał w niej udział Janusz Olejniczak – pianista klasyczny ze szczególnym umiłowaniem do Chopina. Na nagranie niniejszego koncertu nasz czołowy skrzypek zaprosił co prawda w miejsce Olejniczaka jazzmana Dominika Wanię, lecz jego pianistyka zaprzęgnięta została do stricte klasycznego repertuaru, co słychać już nawet w samym sposobie artykulacji i brzmieniu instrumentu. Wania wywiązał się z zadania bez narzucania jazzowego feelingu.

Jak sama nazwa wskazuje, Smoczyński wraca do tematyki biblijnej, a diabelska geneza zła stanowi tutaj główny temat. Ponownie przygotować się musimy na sporą porcję patosu i wzniosłości. Rodem z muzyki rozrywkowej pojawiają się jednak i niespodziewane rozwiązania – takie są elektryzujące quasi-gitarowe frazy w utworze Fire, w którym patetyczny aranż i skrzypce elektryczne biją w nuty bliższe symfonicznemu rockowi i dinozaurom prog rocka. Na mnie tego rodzaju fuzje nigdy nie robiły dobrego wrażenia, a przesterowany shredding w rodzaju Yngwie Malmsteena budził we mnie co najwyżej salwy śmiechu. Niestety, oleju z wodą się nie wymiesza, a już na pewno można by podejść do prądu w kontekście współczesnej symfoniki mniej kiczowato.

Zacząłem swój wywód od minusa, bo jest ów fragment największą tutaj nowinką. Ostatecznieszanuję Smoczyńskiego za tę chęćwzbogacenia klasycznej formuły o nieoczywiste elementy – i choć ta próba jest nieudana, to świadczy o tym, że artysta nie stoi w miejscu i decyduje się na rozszerzenie języka muzycznego. Większość utworów, znacznie bliższych poprzedniczce Fallen Angel, stanowi hołd dla muzycznych idoli autora, ale tematy przygotowane na ten koncert są często znacznie bardziej drapieżne, choć nie zdradzają dodekafonicznych, awangardowych naleciałości, a kierują się zdecydowanie w stronę XIX-wiecznej klasyki.

Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Michała Klauzywzięła więc na warsztat swojsko brzmiący materiał. I faktycznie, trudno nie usłyszeć deklarowanej fascynacji Smoczyńskiego Szymanowskim czy Chopinem: romantyczny dialog skrzypiec i fortepianu z części drugiej zatytułowanej Devil’s Whispers jest bardzo obrazowy i choć dla współczesnej sceny archaiczny, to słuchacze nie powinni doszukiwać się tutaj pójścia na łatwiznę. Wręcz przeciwnie– wirtuozeria i talent kompozytorski Smoczyńskiego bronią się same, a powracanie do dawnych form jest powtarzającym się procesem w dziejach całej muzyki. Czy jest ta ścieżka rewitalizacją kariery, tak jak miało to miejsce u Pendereckiego, który w pewnym momencie wrócił do melodii, odrzucając sonoryzm? Tego nie wiem, ale osobiście liczę, że wrażliwość kompozytorska Smoczyńskiego oraz jego wielki szacunek do polskich nestorów muzyki symfonicznej zaowocuje w przyszłości również dziełami, w których większy nacisk położony zostanie na trzeci nurt– za dobry wzór można tu uznać The Royal Symphonic Jazz Suite Sławka Jaskułkego, które idealnie wyważyło dwa muzyczne światy. Póki co dostaliśmy kolejne dzieło Smoczyńskiego, które wyciska z biblijnych tematów tyle ile może,a dodatkowo stara się zaskoczyć słuchacza rockowym twistem.

Piotr Zdunek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO