Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja Top Note

RASP Lovers – Romantic Alternative Schizophrenic Punk

Obrazek tytułowy

RASP Lovers Romantic Alternative Schizophrenic Punk

Howard Records, 2019 Sugerując się nazwą zespołu, z angielskiego oznaczającą Zgrzyt, można by oczekiwać, że odnalazłby się on wśród punkrockowych kapel lat osiemdziesiątych. Gdy spojrzeć jednak na życiorysy jego członków, grana przez nich muzyka powinna się koncentrować na stylistyce jazzowej. Jeśli ktoś określi to alternatywą albo schizofrenią, także niewiele się pomyli. Ba! Niech doda, że muzycy chcący połączyć te odległe światy są romantykami – i w taki sposób otrzyma nazwę ich debiutanckiego albumu.

Całe szczęście, że wywodzenie się z jakiegoś środowiska nie oznacza eksplorowania tylko jednego rodzaju muzyki. Nie może być nic lepszego dla rozwoju, jak czerpanie inspiracji z różnych stylistyk. Podstawowe znaczenie przy realizacji własnej twórczej wizji ma dla RASP subkultura punkowa. W dosłownym sensie grupa czerpie z ekspresji tego gatunku, przenosząc ją na język jazzu. Ważniejszy jest tu jednak aspekt ideologiczny. Lider grupy, gitarzysta Szymon Wójcik, na łamach Jazz Forum przyznał, że chodzi o „rodzaj buntu przeciwko starym wartościom”, który tkwił w każdym z nich już od czasów szkolnych. Jest w naszym społeczeństwie silna potrzeba kategoryzowania każdej z dziedzin sztuki, tymczasem inspiracją dla artystów okazuje się wyzwolenie z takich ograniczeń. „Nie lubię reguł i przepisów. Są one wrogami wyobraźni” – mówiła Magdalena Abakanowicz. To właśnie brak określonych założeń stylistycznych i absolutna wolność wyrazu są siłą opisywanego albumu.

Pomimo fundamentalnej swobody zawarty na nim materiał jest ściśle skomponowany, za co odpowiada Wójcik. Nie oznacza to jednak, że zabrakło tu swobodnej improwizacji. Wręcz przeciwnie, autor tak skonstruował kompozycje, by maksymalnie wyzwolić kreatywność kolegów. Partnerują mu Jerzy Mączyński (saksofon tenorowy i barytonowy), Marcel Baliński (fortepian, syntezator microkorg), Rafał Różalski (kontrabas) i Bartosz Szablowski (perkusja, dzwonki). Panowie grają wspólnie w różnych konfiguracjach uznanych już grup: Jerry & The Pelican System, P.E. Quartet czy Entropia Ensemble. Znają się więc doskonale, co było kluczowe dla wypracowania brzmienia RASP Lovers. „Tytuł płyty sugeruje, jakie są osobowości członków grupy. Jesteśmy trochę romantyczni, trochę alternatywni, trochę schizofreniczni i w dużej mierze punkowi” – stwierdził Wójcik w audycji Polskiego Radia.

W wypowiedziach lidera często pojawia się stwierdzenie o „muzycznych oksymoronach”. Trudno o lepsze określenie dla tak niedefiniowalnego stylu. Odnajdziemy tu mieszankę wspomnianego punku, awangardowego jazzu, improwizacji, rocka oraz elektroniki. Ważnym aspektem jest w tym miksie równorzędność instrumentalistów. Choć lider decyduje się momentami na gitarowe solówki, to częściej skupia się na warstwie brzmieniowej, budując noisowy podkład. W niektórych fragmentach przed kolegów zdaje się wychodzić saksofon Mączyńskiego, po chwili jednak jego rolę przejmuje Baliński, lawirując pomiędzy akustycznym i elektrycznym brzmieniem.

Również muzycy sekcyjni mieli sporo miejsca do popisu, decydując o przebiegu części utworów. Tym, czym kolektyw najbardziej imponuje, jest sposób, w jaki radzi sobie z różnymi konwencjami melodii. Na albumie usłyszymy obok punkowego chaosu (Copenhagen Joke) czy freejazzowej improwizacji (R.N.T.) nastrojową balladę (Untitled 2 Daffodils) oraz zapadający w pamięci, niczym radiowy przebój, motyw z Penguins Can Fly.

Nie mam wątpliwości, że, jak to zwykle bywa przy tego rodzaju projektach, znajdzie się grupa purystów wieszczących kres ukochanego gatunku. Trudno jednak nie dostrzec, że najmłodsza generacja wyraźnie dusi się w granicach wytyczonych na rodzimych uczelniach. Jak bowiem wytłumaczyć coraz liczniejszą grupę Polaków uczących się za granicą? Oczywiście progres nie może być celem samym w sobie. Każdy powinien mieć też świadomość tradycji i dokonań mistrzów gatunku. Muzycy RASP Lovers właśnie w ten sposób odnaleźli własny styl. Kiedy słuchacz podda się tej szalonej koncepcji, gwarantuję że, jak głosi tytuł jednego z utworów, ogarnie go Miłość od pierwszego wejrzenia.

Autor: Jakub Krukowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO