(Ziemia, 2022)
Okładka nie przekonuje, nawet nie wiadomo, jak zespół właściwie się nazywa. Wewnątrz płyty straszą pozornie głębokie cytaty, a koncept na całe nagranie nie porywa, jest mętny i denerwująco niedookreślony. Totalnie nic się tu nie zgadza. Ale to koniec marudzenia, bo debiutancki album kwartetu Ziemia zatytułowany Ziemia dniem jest po prostu zjawiskowy.
Panowie Oskar Tomala (gitara), Mateusz Żydek (trąbka), Jakub Wosik (kontrabas) oraz Alan Kapołka (perkusja) stworzyli płytę, którą można uznać za wzór jazzowego myślenia o materii muzycznej. Ziemia dniem z jednej strony pełna jest rozimprowizowanego szaleństwa i chaosu, a z drugiej przenikają ją struktury starannie przemyślane. Raz opiera sięna frazie melodyjnej, pełnej elegancji, a raz eksploruje najdziksze granice możliwości brzmieniowych poszczególnych instrumentów. I gdy już wydaje nam się, że kluczem do jej zrozumienia jest intuicyjny skok w jazzową ciemność, to nagle uświadamiamy sobie, że przez dźwiękową narrację jesteśmy jednak bardzo starannie prowadzeni. Jak się okazuje, łączenie w spójną całość piętrzących się sprzeczności to nie tylko podstawa filozofii Hegla, lecz również fundament muzyki jazzowej, po który w tak efektowny sposób sięga zespół Ziemia.
Stylistycznie płycie Ziemia dniem, pomimo całego jej eksperymentalnego bagażu, bliżej jednak do nurtu free z domieszką iście mingusowego zgiełku niż do wszelkich ruchów awangardowych. I tutaj wspomnieć należy o jednym, drobniusieńkim mankamencie tej płyty. Bywa, że w partiach solowych brakuje troszeczkę lekkości i fantazji w tworzeniu melodii. Tak skonstruowane „melodyjne punkty zaczepienia” pozwoliłyby osadzić każdy utwór w dźwiękowej przestrzeni, a tym samym kompozycje stałyby się momentalnie rozpoznawalne. Całe jednak szczęście, że płyta nie jest perfekcyjna – wszak ideały są nudne, a tu o nudzie absolutnie nie może być mowy.
Chłopaki! Wielkie gratulacje i jeszcze większe dzięki! Tak, tak, to właśnie dzięki Waszej muzyce wyrwałem się z coraz mocniej dopadającego mnie przesytu i delikatnego znużenia materią jazzową. Ziemia dniem jest brawurowo rzuconym wyzwaniem, które wpiękny sposób pokazuje, że jazzowa formuła grania nigdy się nie wyczerpie, a jazzowe myślenie przetrwa wszystko. Naprawdę wszystko.
Jędrzej Janicki