Recenzja

Jamie Cullum – Momentum

Obrazek tytułowy

Recenzja - opublikowana w JazzPRESS - listopad 2013 Autor: Andrzej Patlewicz

Najnowszą płytę Jamie Culluma można określić jako pop w jazzowym stylu. Nie on jeden balansuje na granicy jazzu i muzyki popularnej. Już znacznie wcześniej próbował zjednać sobie szersze uznanie – wśród słuchaczy – Kanadyjczyk Michael Buble czy też dwaj inni amerykańscy młodzi croonerzy – Harry Connick Jr. i Matt Dusk. W tym towarzystwie Jamie Cullum nie pasuje do stereotypu i jako jedyny ma innowacyjne zacięcie. Mimo, iż początkowo sięgał po klasykę, to wychodząc naprzeciw, podejmował współpracę z Pharrellem Williamsem, zespołem Radiohead a nawet Clintem Eastwoodem.

Atutami młodego brytyjskiego wokalisty i pianisty jest nie tylko wrodzony talent, ale też niebywała skuteczność (zmierzwiona fryzura, trampki, wytarte dżinsy), dzięki czemu utożsamia się z młodą publicznością i trafia do nich przekraczając po drodze różne style. Już wcześniejszymi albumami: Pointless Nostalgic, Twentysomething czy The Pursuit spowodował zainteresowanie jego osobą. Podpisany kontrakt z wytwórnią Universal Classic and Jazz na sumę miliona funtów mówi za siebie. Od razu Jamie Cullum zjednał sobie ogromną rzeszę fanów poprzez włączanie do swego repertuaru popowych i rockowych utworów, wzbogacając je o jazzowe frazy.

Tak też dzieje się na najnowszym albumie Momentum, na którym pomieścił 12 własnych kompozycji, ale też pisanych wspólnie z Benem Cullumem, Stevem Bookerem czy Darrenem Lewisem. Płytę otwiera jego kompozycja „The Same Things” z pulsującą perkusją, niczym wyjętą ze studia Tamla Motown. W tle trochę elektroniki i powtarzający się motyw śpiewany przez Culluma oraz wspomagający go chórek (Natalie Williams, Janet Ramus i Vanessę Haynes). „Edge of Something” – to jeden z najbardziej przebojowych numerów na tym krążku, pełen nowoczesnej motoryki i pulsującego rytmu. W podobnym klimacie utrzymany jest „Everything You Didn’t Do”. Cullum bardziej spokoj- nie traktuje swój śpiew w „When I Get Famous”. Wspomagająca sekcja dęta Rory Simmons (trabka), Tom Richards (saksofon barytonowy), Jamek Allsap (saksofon tenorowy) i Nichol Thomson (puzon) nadaje utworowi nieco jazzowy charakter.

Dobrze znany Cole Porterowski klasyk „Love For Sale” potraktował w sposób nuacid jazzowy. W wo- kalnych częściach tego utworu pojawia się głos rapera Rootsa Manuvy dobrze znanego z hip hopowych dokonań. W nieco łagodniejszym i spokojniejszym tonie utrzymany jest „Pure Imagination” autorstwa Leslie Bricusse z wykorzystaniem ogromnej partii instrumentów smyczkowych. Słychać dodatkowo nieskazitelną grę na fortepianie Yahmaha samego Jamie Culluma. Powrotem do nieco popowego gra- nia jest utwór „Anyway” napisany przez Culluma oraz Richarda i Roberta Poindexterów i Jackie Poindexter. W dubowym klimacie utrzymany jest „Sad, Sad World” z charakterystyczną grą na basie z podwójnym gryfem Christophera Hilla. Cztery ostatnie piosenki na płycie to jego autorskie pełne ekspresji kompozycje „Take Me Out (Of Myself)”, „Save Your Soul”, „Get A Hold of Yourself” i „You’re Not The Only One”. Mimo iż nieźle daje sobie radę grając na fortepianie i śpiewając, to wyszukuje przy tym akordy, wprowadzając niepokój i nieco nostalgiczny klimat. Jest to pewnego rodzaju element zaskoczenia. Te najbardziej przebojowe utwory z płyty już polubiła młodsza publiczność. Czy spotka się z przychylnym przyjęciem jazz fanów? Będąc po części spadkobiercą Franka Sinatry – tak przynajmniej było na początku kariery, to teraz wykonując popowe piosenki, zachował przywilej muzyka jazzowego. Jamie Cullum na okładce sierpniowego numeru stricte jazzowego pisma – Jazz Thing – wiele wyjaśnia.

Artykuł pochodzi z JazzPRESS - listopad 2013, pobierz bezpłatny miesięcznik >>

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO