Recenzja - opublikowana w JazzPRESS - lipiec 2012 Autor: Maciej Nowotny
W polski los, także jazzowy, wpisana jest emigracja. Pokolenia za pokoleniami, z różnych przyczyn – politycznych, religijnych, a nazbyt często po prostu ekonomicznych, szukać muszą chleba na obcej ziemi. Z wielką to nieraz odbywa się stratą dla naszej narodowej kultury! Na szczęście w dzisiejszych czasach ta strata jakby nieco mniej boli. A dzieje się tak dlatego, że wielki świat skurczył się nam, dzięki nowoczesnym środkom komunikacji, w tym przede wszystkim internetowi, do rozmiarów, co prawda globalnej, ale jednak wioski. I dzięki temu bywa nieraz tak, że nasi emigranci po latach od swego wyjazdu ponownie mogą włączyć się w krwioobieg naszego życia kulturalnego, w tym muzycznego. Takich historii nie jest wcale tak mało.
Wystarczy wymienić kilka takich postaci, jak rezydujący w Niemczech Władysław Sendecki, w Stanach Grażyna Auguścik i Darek Oleszkiewicz, w Kanadzie Jerzy Jarczyk, a w Hiszpanii, bohater niniejszego tekstu, saksofonista Andrzej Olejniczak.
Przypomnę jego sylwetkę, w dwóch słowach, bo zwłaszcza młode pokolenie może go już tak dobrze nie kojarzyć. W latach 70. i 80. związany był z takimi kultowymi w polskim jazzie formacjami jak Extra Ball i Sun Ship, które grały wyśmienite fusion. Ale najbardziej chyba jest znany jako jeden ze współzałożycieli zespołu String Connection, legendy naszej sceny w latach 80. Jednak około roku 1985 wyemigrował do Hiszpanii i z powodu żelaznej kurtyny, która wtedy przedzielała nasz kontynent, słuch o nim w Polszcze zaginął. Słyszeć go za to mogli w Hiszpanii, gdzie osiadł w Bilbao i potężnie wsparł tamtejszą scenę. Nie są to puste słowa! Na przykład w roku 1994 jego album Catch nagrany z kwartetem pianisty Inaki Salvatora zyskał status jazzowej płyty roku w Hiszpanii.
I nie dziwota, bo Olejniczak jest jazzmanem formatu wyjątkowego. Pod względem warsztatu może wpędzić w kompleksy wszystkich kolegów -saksofonistów w Polsce. Niewielu widzę, którzy mogliby iść z nim w zawody. Bardzo zatem ucieszyło mnie, że znowu pojawił się na naszej scenie. Najpierw mignął mi na wydanej w tym roku płycie 2012 wspomnianej formacji String Conection, pierwszej po dwudziestokilkuletniej przerwie. Ale potem dotarł do mnie, troszkę wbrew chronologii, wydany w 2011 album z autorskim projektem Andrzeja zatytułowany Different Choice. I oniemiałem z zachwytu!
Dawno bowiem, tak w polskim jak i światowym jazzie, nie spotkałem się z równie elegancką próbą syntezy muzyki jazzowej i klasycznej. Za pierwszy element odpowiedzialny jest saksofon Andrzeja Olejniczaka, a za drugi grający zjawiskowo Apertus String Quartet, w skład którego wchodzą Joanna Łuczak i Marta Kaliska grające na skrzypcach, Joanna Krysicka-Gwarda na altówce i Marta Katarzyna Filipiak na wiolonczeli. Trzecia siła, bez której nie byłoby sukcesu tej płyty to autor większości kompozycji, partner Olejniczaka ze String Connection, czyli Krzesimir Dębski. Napisał muzykę tyleż wyrafinowaną co przystępną, sprawiając, że tak charakterystyczna dla muzyki klasycznej perfekcja wykonania cudownie uzupełniła się z jazzową swobodą i ot- wartością. Wyszła z tego wspaniała muzyka, którą wszystkim z całego serca polecam!
Andrzej Olejniczak & Apertus String Quartet, Different Choice (2011, Quadrant Q00022J)
1. Poise; 2. New Romantic Expectation; 3. Radkowi; 4. Viuda Negra; 5. Reminiscence; 6. Cantabile In H-moll; 7. Music For Soprano Saxophone And String Quartet; 8. Canzonetta; 9. New Romantic Temptation
Artykuł pochodzi z JazzPRESS - lipiec 2012, pobierz bezpłatny miesięcznik >>