Recenzja

Tribute to Andrzej Przybielski – Tribute to Andrzej Przybielski, Volume 2

Obrazek tytułowy

Pomimo że to już drugi wolumen albumu poświęconego niepokornej postaci zmarłego 9 lutego 2011 roku bydgoskiego artysty, to i tak zostawia niedosyt – szczególnie znajdujące się w nim DVD. Chciałoby się, żeby ten niezwykły koncert trwał jak najdłużej.

Projekt powstał z inicjatywy Macieja Fortuny, który z grupą zapaleńców, przy wsparciu Bydgoskiego Centrum Kultury, doprowadził do nagrania kompozycji Andrzeja Przybielskiego zaaranżowanych (Maciej Fortuna i Iwona Witek) na nonet składający się z sześciu trąbek, gitary i sekcji rytmicznej. Starannie wydany zestaw płyt – DVD z zapisem koncertu z 5 listopada 2016 roku i CD z utworami, które nie znalazły się na pierwszym wolumenie, wzbogacony jest o pokaźną książeczkę ze zdjęciami i informacją o nagraniu.

Zapewniam, że nie grozi nuda – zarówno słuchanie CD, jak i oglądanie DVD ma swoje zalety. Płyta zmusza do skupienia na dźwięku, który jest znakomity – nie tylko pod względem artystycznym, ale też technicznym (Jędrzej Roch Rochecki – reżyser nagrania, montaż, mastering). Płyta zawiera opis rozmieszczenia trębaczy w panoramie (lewy i prawy kanał), więc można, oglądając świetne zdjęcia autorstwa Magdaleny Kasperczak, czuć się prawie jak na koncercie, co z kolei w stu procentach zapewnia nagranie wideo.

Jest na albumie przekorny blues Dixie, który rozpoczyna płytę CD i kończy nagranie koncertowe DVD. Są też dwie wersje Góru, jak wskazuje nazwa, odnoszące się do góralskich korzeni. Na płycie CD jest też zespołowa improwizacja Free i Hejnał Bydgoski autorstwa Konrada Pałubickiego, a zamyka ją dostojny Szkic.

Niesprawiedliwe byłoby wyróżnianie któregoś z trębaczy. Wojciech Jachna, Piotr Schmidt, Marcin Gawdzis, Maurycy Wójciński, Tomasz Kudyk, Maciej Fortuna – każdy z nich swoim własnym unikalnym dźwiękiem, zarówno osobno, jak i w zespołowym graniu, w równej mierze przyczynił się do powstania wyjątkowego nagrania, trochę nostalgicznego, ale równie progresywnego, pełnego energii pokolenia, dla którego Andrzej Przybielski był, i jest, autorytetem.

Przepiękne są zwięzłe solówki, jeszcze piękniejsze – zespołowe frazy, fala dźwięku sześciu zupełnie różnych, a jednak wspaniale współbrzmiących, dopełniających się instrumentów. Słychać w tej muzyce szacunek nie tylko dla zmarłego geniusza, ale i dla siebie nawzajem. Nie jest to, jak się czasami zdarza, pojedynek osobowości, ale synergia współbrzmienia. Chyba to jest największą zaletą tego przedsięwzięcia. Z pewnością nie bez znaczenia jest fakt, że całość trzyma w rytmicznych ryzach znakomita sekcja: Grzegorz Nadolny (kontrabas) i Grzegorz Daroń (perkusja), dawni współpracownicy Andrzeja Przybielskiego.

Szczególnie wyjątkowa jest barwa dźwięku sześciu trąbek w otwierającym koncert Afro Blues. W głównym temacie brzmią jak kosmiczne organy. Pod nimi intrygująco pulsuje bas i bębny. Znakomicie dopełnia je mięsista gitara Jakuba Kujawy, chwilami przypominająca mojego ulubionego hammonda. Trochę cool jak Tutu, ale jednocześnie pełne energii, jak Bitches Brew. Każda solówka siedzi mocno we wspólnym brzmieniu tego niezwykłego comba. W arce to z kolei przejmująca nostalgiczna ballada, a zaraz po niej (na DVD) zabawne, medytacyjno-radosne Góru, pełne tatrzańskich harmonii. Hey Jack (dedykowane Jackowi Bednarkowi) rozpoczyna subtelne solo kontrabasu Nadolnego, do którego dołącza dyskurs sześciu trąbek i fenomenalnie zawodzącą gitara Kujawy, hendriksowsko złowroga, rockowo zadziorna, podbita pulsującym rytmem perkusji Grzegorza Daronia. Powtórnie wraca kontrabas solo, z którym znów konwersują trąbki w znakomitej zespołowej improwizacji. To moim zdaniem najlepszy utwór na nagraniu. W niezwykłych barwach trąbek i gitary oraz pełnych wyobraźni frazach słychać całą historię jazzu.

Hejnał Bydgoszczy to wariacje Konrada Pałubickiego na wiadomy temat, w których chóralne trąbki i nieszablonowe harmonie przywodzą na myśl Sketches of Spain. Koncert zamyka Dixie, przekorne kilka taktów nowoorleańskiego jazzu tradycyjnego, ale już po chwili bas Grzegorza Nadolnego narzuca zdecydowany groove i kompozycja rozwija się w rasowego smakowitego bluesa, na DVD zakłóconego konferansjerką, ale w pełnej krasie na płycie CD.

Sześciu wybitnych solistów na jednej scenie plus znakomita sekcja rytmiczna to naprawdę uczta. Zachęcam gorąco do poświęcenia czasu tym płytom, szczególnie DVD, jeśli uda Wam się je zdobyć (płyty nie ma w otwartej sprzedaży). To jazz do szóstej potęgi.

autor: Basia Gagnon

tekst ukazał się w JazzPRESS 02/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO