(FSRecords, 2025)
Poszukiwanie nowych form komunikacji było zawsze kluczowym elementem w twórczości Anny Gadt. Sięgając po repertuar rozciągnięty od renesansowych kompozytorów przez międzywojennych poetów aż po gombrowiczowskie dzienniki, wokalistka kreowała język wyrażający jej postrzeganie ducha obranej estetyki. Nie inaczej dzieje się na jej najnowszej płycie.
Pomimo imponującej erudycji towarzyszącej inspiracjom w kolejnych produkcjach Gadt konsekwentnie opiera ich rozwój na czystej improwizacji. Pomagali jej w tym znakomici instrumentaliści (m.in.: członkowie tria RGG, Marcin Olak czy Zbigniew Chojnacki), którzy na polu swobodnej gry, tak jak ona, osiągnęli mistrzostwo. Tym ciekawsza wydaje się obecność na Coincidentia oppositorum wiolonczelowego Warsaw Cello Quartet (Jakub Pożyczka, Dominik Frankiewicz, Filip Sporniak, Wojciech Bafeltowski), zespołu ściśle osadzonego w świecie muzyki klasycznej. Właśnie na tym dysonansie zasadza sięidea opisywanej płyty, której tytuł oznacza „zbieżność przeciwieństw”.
W obecności poukładanej kompozycyjnie gry kameralistyków artystka prezentuje pełny wachlarz wokalnych możliwości – kieruje konkretne słowa, abstrakcyjne wokalizy, jazzowy scat oraz autorskie techniki improwizacyjne. Muzyka na albumie porusza się swobodnie pomiędzy gatunkami, w poszczególnych fragmentachłącząc jazz z radykalną improwizacją i elementami klasyki, zarówno w jej historycznej, jak i współczesnej odsłonie. Gadt nie mogła tym razem poddać się wyłącznie spontanicznemu przebiegowi kreowanych fraz, ale musiała teżuwzględnić specyfikę warsztatu zaproszonych gości. Przygotowane przez nią oraz kompozytora Milana Rabija utworymusiały więc zapewnić właściwą przestrzeń zarówno instrumentalistom, jak i jej improwizującemu głosowi. Fascynujące, że efekt tej pracy nie zaburzył charakteru gry muzyków. Słyszymy zarówno Gadt bezkompromisowo prowadzącą swoje poszukiwania wokalne, jak i wiolonczelistów konsekwentnie podążających za pryncypiami swojej estetyki. Nie jest też tak, że oba te światy ze sobą konkurują, wręcz przeciwnie, brzmią harmonijnie, stwarzając przestrzeń do twórczej współpracy.
Badanie możliwości współistnienia przeciwstawnych brzmień nie jest jedynym aspektem tej produkcji. Tak jak wspomniałem, wokalistka daje również popis niezwykłej erudycji. Wraca do sprawdzonej na płycie Gombrowicz zasady swobodnego doboru fragmentów śpiewanych tekstów, te jednak nie pochodzą, jak wówczas, z tylko jednego źródła. Już otwierający album utwór Collapse #1 jest zlepkiem cytatów z tekstów Jaume Cabré, Bolesława Leśmiana, Mirona Białoszewskiego i Emily Dickinson. Podobnie czyni później artystka z poematem Open Road Walta Whitmana, którego pojedyncze wersy składa we własną wypowiedź. Jak przystało na niestrudzoną improwizatorkę nie ma przy tym dla niej żadnych ograniczeń, nawet język z polskiego potrafi płynnie przejść w angielski albo w abstrakcyjną wokalizę.
Obcowanie z twórczością Anny Gadt jest wyjątkowym doświadczeniem. Każda jej produkcja wydaje się wznosić na wyżyny pomysłowości i warsztatowego kunsztu, ale jak się okazuje, jest tylko przystankiem na drodze do dalszych poszukiwań. Jestem nieustannie pełen podziwu, że ten proces zdaje się nie mieć dla niej końca.
Jakub Krukowski