(Capricornus Records, 2024)
Moon Hoax, którego skład tworzą artyści z różnych muzycznych planet, powrócił na fonograficzny rynek z albumem Jazz O2 (Dwutlenek Jazzu). To trzeci w dorobku grupy krążek, na który składa się osiem autorskich kompozycji. Zespół na nowej płycie pozostaje wierny wypracowanej stylistyce, w której łączy rockową gitarę, subtelny wibrafon z freejazzowym zacięciem i kosmicznym anturażem.
Para astronautów w specjalistycznych skafandrach nagrywa na księżycu Saturna za pomocą mikrofonu nowo odkryty brzmiący gaz, który wydobywa się z jednego z kraterów. Zdobyte w ten sposób próbki trafiają do laboratorium, skąd jednak gaz się wydostaje i rozprzestrzenia dalej, działając bardzo korzystnie na wszystko, z czym tylko ma kontakt. To oczywiście nie jest skrypt scenariusza filmu z gatunku science fiction, tylko opisowa wizja okładki Jazz O2 Moon Hoax, o której wspominał w niedawnym wywiadzie dla JazzPRESSu (5-6/2025) gitarzysta, lider formacji i autor kompozycji Michał Karbowski. Jak powiedział: „Dwutlenek Jazzu to refleksja nad tym, jak to jest doświadczać muzyki innymi zmysłami, chociażby słyszeć zapach”.
Dobrze się składa, że Michał Karbowski poruszył ten wątek, bo zjawisko synestezji zawsze mnie ciekawiło i w pewien sposób jest mi bliskie. Spróbujmy więc zobaczyć muzykę Jazz O2 na przykładzie tytułowego Dwutlenku Jazzu. Utwór otwiera brunatno-granatowa gitara, której towarzyszą intensywnie jasnożółte dźwięki wibrafonu i sekcja rytmiczna w perłowym odcieniu ze srebrnymi akcentami. Dodatkowego kolorytu kompozycji dodaje ciemnoczerwona sekcja dęta, chociaż w partiach solowych trąbka mieni się już karmazynem, a saksofon barwą kardynalską. Gitara również zmienia swoje oblicze w trakcie utworu na bardziej błękitne, a wibrafon ma partie bliższe koralowemu. Dwutlenek Jazzu jest więc kompozycją wielobarwną, ale z dominantą kolorów gorących.
Cały album natomiast porównałbym do palety Edvarda Muncha, który na takich obrazach jak Krzyk, Niepokój czy Rozpacz płynnymi pociągnięciami pędzla zestawiał ze sobą barwy ciepłe i zimne. Pozostawmy jednak już chromestezję, bo jak podkreśla Michał Karbowski, istnieje też bardziej przyziemna interpretacja tytułu Jazz O2: „Astronauta po ciężkiej imprezowej nocy budzi się w swym skafandrze, nachuchawszy sobie w czasie drzemki i relacjonuje – «Budzę się, o Jezu! To dwutlenek dżezu…» – żartował na łamach JazzPRESSu.
Jestem przekonany, że obojętnie jakiekolwiek by było źródło Dwutlenku Jazzu i bez względu na to, czy będziemy go wąchać, oglądać czy też słuchać, efekt po nim zawsze będzie taki sam. Kosmiczny odlot.
Damian Stępień