JP długi
Płyty Recenzja

Piotr Lemańczyk Electric Band – Boost Time

Obrazek tytułowy

Day Music, 2021

Powrót do starego, dobrego, elektrycznego fusion to coś, na co warto się raz na jakiś czas zdecydować. Pamiętam, z jaką rozkoszą przyszło mi niegdyś słuchać płyty Five Peace Band Live (m.in. z Johnem McLaughlinem i Chickiem Coreą), myśląc – „tak się już trochę nie gra”, a zarazem celebrując podróż wehikułem czasu do klimatów reprezentowanych niegdyś przez obu wyżej wspomnianych herosów. Dziś, za sprawą najnowszej propozycji Piotra Lemańczyka, mam podobne doznania, a jego Boost Time skłonił mnie do odświeżenia przynajmniej kilku niesłuchanych od pewnego czasu krążków (m.in. tych od elektrycznego bandu Corei, niektórych „Davisów” z lat 70. – do których to właśnie odniesień przyznaje się w liner notes sam lider, ale i albumów Steps Ahead, a nawet Jaga Jazzist).

Sześciostrunowy elektryczny bas Lemańczyka oferuje nam prawdziwy „boost” i dziarsko napędza puls dość rozbudowanej kapeli zaprawionych w bojach muzyków (można tu wręcz mówić o supergrupie), która bynajmniej nie odżegnuje się od brzmień retro, a wręcz oddaje hołd niegdyś święcącej triumfy estetyce. Na tym jazz-rockowo-oldschoolowym pokładzie oprócz basu mamy: Mooga (Krzysztof Herdzin), Fender Rhodesa (Cezary Paciorek, Ariel Suchowiecki), do tego wibrafon (Dominik Bukowski), no i oczywiście – saks (Szymon Łukowski), gitarę (Marcin Wądołowski) i bębny (Tomasz Łosowski, Mikołaj Stańko). Poszczególne tematy są, a jakże, pogmatwane rytmiczno-melodycznie, jak tylko można sobie wyobrazić w takiej konwencji. Gęstość klawiszowych dźwięków w połączeniu z basowym „gruwieniem” (tu wspomnę, że bynajmniej nie jestem autorem tego spolszczenia!) przywodzi mi na myśl niegdysiejsze, porywające wyczyny Joe’ego Zawinula i Jaco Pastoriusa z Weather Report. Zdawać by się mogło, że tego typu nawiązanie to recenzenckie pójście na skróty, ale zapewniam, że ci, którzy znają, usłyszą te echa wyraźnie.

Oczywiście jak można się domyślić, chociażby po liczbie strun na basie – sześciu – udział lidera w tym przedsięwzięciu nie sprowadza się jedynie do tworzenia basowego podkładu. Bas-gitara w jego dłoniach niejednokrotnie tchnie przystępnością i ciepłem wyższych rejestrów, potwierdzając potencjał melodyczny tego instrumentu. Na plus zdecydowanie zaliczam przełączenie się na „nowy” instrument. Zawsze to pewna odwaga, a i rozwój.

Wracając jednak do zawartości płyty – ta muzyczna podróż w czasie może miejscami brzmieć specyficznie (mam takie odczucia podczas niektórych partii solowych syntezatora). No cóż, nie wszystkie rozwiązania ze skarbca fusion zestarzały się tak dobrze, ale wydaje mi się, że pewien swoiście pojmowany brzmieniowy kicz (ale tylko miejscami!), jest tutaj zabiegiem celowym, dodającym kilka punktów do autentyczności. Boost Time to solidny powiew energii w naszym jazzowym polskim świecie, gdzie nieczęsto pojawiają się aż tak wyraziste przykłady kontynuacji stylu określanego niegdyś jako fusion jazz. Oprócz wspomnianego ciekawego stylistyczno-instrumentalnego zwrotu akcji w wykonaniu samego Piotra Lemańczyka dokonuje się tutaj prezentacja – jak harmonijne, zwięźle i energetycznie może brzmieć elektryczny, rozbudowany zespół, który łączy jazzową myśl z rozlicznymi prądami w muzyce. Atrakcyjność wynikająca z doboru środków (chociażby na poziomie instrumentarium i przyjętej stylistyki) może iść w parze z niebanalnością i złożonością kompozycji, a także wykonawczą wirtuozerią, na co również otrzymujemy niezbity dowód.

Dobrze będzie czasami przedmuchać nadwątlone innymi dźwiękami, a może i zakurzone (oby nie!) kolumny ścianą dźwięku Boost Time.

Wojciech Sobczak-Wojeński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO